Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Szef lubelskiego sanepidu do odwołania. \"Stracił zaufanie\"

Walczył z dopalaczami, kontrolował restauracje. Teraz może stracić fotel. Niezwłocznego odwołania Pawła Policzkiewicza ze stanowiska szefa lubelskiego sanepidu domaga się wojewódzki inspektor sanitarny. Jako powód podaje utratę zaufania. I ani słowa więcej.
Szef lubelskiego sanepidu do odwołania. \"Stracił zaufanie\"
Paweł Policzkiewicz nie unikał mediów. To one nagłośniły m.in. jego oryginalny sposób na zabezpiecze
Paweł Policzkiewicz o wniosku dowiedział się od nas. Był zaskoczony. – Przecież dostaję tyle nagród, jestem zapraszany na konferencje naukowe – komentuje. Teraz jego losy zależą od prezydenta Lublina. Prezydent to jednocześnie starosta powiatu grodzkiego, którym jest Lublin. A to starosta może odwołać powiatowego inspektora sanitarnego, ale tylko za zgodą szefa wojewódzkiego sanepidu albo na jego wniosek. Taki wniosek wpłynął do Ratusza kilka dni temu. Jego autor unika rozmowy. – Nie mam nic do powiedzenia – ucina Janusz Słodziński, wojewódzki inspektor sanitarny. Równie lakoniczne jest pismo, w którym żąda natychmiastowego odwołania Policzkiewicza. Jedyne uzasadnienie to \"utrata zaufania”. – Na terenie mojego działania zlikwidowałem kolesiostwo – mówi Policzkiewicz. – Wiele razy narażałem się różnym środowiskom, miałem z ich strony naciski. Moja rodzina odczuwała to, kiedy np. zamykałem gabinety stomatologiczne. O samych przykładach nacisków szef powiatowej stacji nie chce mówić. Twierdzi też, że nie jest w konflikcie ze Słodzińskim. – Choć musiałem mu się tłumaczyć ze startu w wyborach do Senatu – zaznacza (startował jako kandydat niezależny. Bez powodzenia – dop. red.). Policzkiewicz objął stanowisko w 2008 r. Wtedy zaczęły się ostre kontrole lokali gastronomicznych, do których sanepid zaczął pukać nawet o 3 rano. – Kontrole są przesadzone – komentuje Waldemar Kuśmierz, właściciel Zajazdu Kasztelańskiego w Płouszowicach. – Inspekcja w Lublinie działa za ostro. Podobnie uważa Anna Koteczki, menedżerka Vanilla Cafe. W 2009 r. sanepid zamknął lokal twierdząc, że zatruły się w nim dzieci. Po walce przed sądem administracyjnym przełożeni Policzkiewicza przyznali, że decyzja o zamknięciu była niesłuszna. – Kiedy poinformowaliśmy o tym prasę, na drugi dzień mieliśmy już kolejną kontrolę. Nie wykazała żadnych nieprawidłowości – przypomina Koteczki. Policzkiewicz skutecznie za to walczył z dopalaczami. Kontrole jego służb wykazały, że w gabinetach dentystycznych jest brudno, sanepid zamknął nawet centrum stomatologiczne Uniwersytetu Medycznego. W tym roku sprawdzono kilkadziesiąt gabinetów, w niemal 80 znaleziono duże nieprawidłowości, 8 zamknięto. Co zrobi prezydent? \"Utrata zaufania” przełożonego do Policzkiewicza, to trochę za mało. – Zwrócimy się o bardziej szczegółowe uzasadnienie wniosku – zapowiada Katarzyna Mieczkowska-Czerniak, rzecznik Ratusza.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama