Jak Stasiuk i Szabłowski opisali Lublin, a Wroński Chartres
Na stronie projektu citybooks pojawiły się opowiadania Andrzeja Stasiuka i Witolda Szabłowskiego poświęconych Lublinowi, a także lubelskiego pisarza Marcina Wrońskiego o francuskim Chartres.
- 23.07.2012 13:48

- No, więc wieje tak, jakby tam zaczynał się koniec świata – pisze o Lublinie Andrzej Stasiuk. Od Starego Miasta ciągnie wilgocią i zbutwiałością. – Dla mnie Lublin jest miejscem, gdzie można być sobą dużo pełniej. I można jeść cebularze – dodaje Witold Szabłowski.
W ramach projektu citybooks zimą do Lublina przyjechali literaci Andrzej Stasiuk, Mauro Pawlowski, Witold Szabłowski, Arnon Grunberg, Maud Vanhauwaert oraz filmowiec Piotra Miłkowski.
– Mieszkali w Lublinie, wtopili się w miasto, ich zadaniem było stworzyć \"księgę miasta” – mówi Małgorzata Drozd z Centrum Kultury w Lublinie.
I są pierwsze efekty. Na www.city-books.eu są już opowiadania Andrzeja Stasiuka i Witolda Szabłowskiego, opisujące 24 godziny spędzone w Lublinie. Oraz fotografie miasta autorstwa Macieja Rukasza. Jest także angielski tekst Arnona Grunberga bez polskiego tłumaczenia.
– W październiku wszystkie prace zostaną przetłumaczone na 4 języki i wydane w formie audiobooków, nagrania będą realizowane w Lublinie – dodaje Małgorzata Drozd.
W ramach tego samego projektu kilka tygodni we francuskim Chartres spędził Marcin Wroński, autor \"Komisarza Maciejewskiego\" i innych kryminałów, których akcja dzieje się w Lublinie.
– Tą historię miałem w głowie od dawna, ale nie byłem pewien, czy historia Zofii Gryzolet mogła się wydarzyć w takim małym mieście jak Chartres. Jednak, gdy przyjechałem na miejsce, dowiedziałem się, że tu również ukrywali się w czasie wojny Żydzi z Polski. Powstało mocne opowiadanie, z którego jestem naprawdę zadowolony, a to nie taki częsty stan - mówił pisarz w Romowie z Dziennikiem.
Opowiadanie poświęcone francuskiemu miasteczku można przeczytać tutaj: Marcin Wronski “Widokówki z Chartres”
Nie miałem nic przeciwko, żeby Lublin został stolicą całego kraju. Ale nie tak jak w 1944, tylko naprawdę. Bardziej przypominał Polskę niż Warszawa. Z tymi jej wieżowcami z importu i fontannami, które miały na wieki zatrzeć hańbę prowincjonalizmu, która nie dawała jej spać po nocach. Lublin był lepszy. Niczego nie udawał.
Andrzej Stasiuk “Lublin (en)” - przeczytaj cały tekst
Wreszcie można nie udawać, mieć celulit, wypić piwo. Lublin jest dla nich bramą do autentyczności. Miejscem, gdzie niczego nie trzeba udawać. Można mieć brzuch, nie być celebrytą ani nawet hipsterem; można zdjąć niewygodne ciuchy i kazać konwenansom się pieprzyć.
Witold Szabłowski \"Wszystkie bramy Lublina” – przeczytaj cały tekst
Reklama

Komentarze