Diagnozę dysortografii*, czy dyskalkulii* przeprowadzić można dopiero w czwartej klasie szkoły podstawowej. Otrzymane zaświadczenie o niej jest aktualne przez cały czas nauki.
– Takie zaświadczenia mogą być podstawą dostosowania warunków przeprowadzania egzaminu gimnazjalnego i egzaminu maturalnego – przyznaje Renata Janicka, przedstawiciel OKE na teren województwa lubelskiego.
– Żeby uniknąć sytuacji, w którym zdobycie zaświadczenia staje się sposobem na ułatwienie sobie trudnego egzaminu zgodę na przeprowadzenie badań w gimnazjach lub szkole średniej wydać musi rada pedagogiczna szkoły konkretnego ucznia. Dzieje się tak naprawdę sporadycznie – dodaje Agata Matuszewska, dyrektor Niepublicznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej „Trampolina”.
Z tego powodu diagnozowani są najczęściej uczniowie podstawówek.
– Wydaje mi się, że ogromna ilość diagnoz wynika z tego, że to nauczyciele sugerują rodzicom skontaktowanie się ze specjalistami. Nie wydaje mi się, że problem w rzeczywistości jest tak wielki – mówi pani Justyna, mama uczennicy jednej z lubelskich podstawówek. – W klasie mojej córki ponad połowa dzieci ma zdiagnozowaną dysortografię, a ponad 10 osób dyskalkulię. Wielu ma też zaświadczenia o trudności w uczeniu się i konieczności dostosowania poziomu do możliwości intelektualnych. Jestem przekonana, że nie byłoby ich tylko gdyby to nie nauczyciele sugerowali konieczność wykonania badań.
– Po pierwszym dyktandzie w IV klasie, które wypadło bardzo źle, bo większość uczniów dostało jedynki, nauczycielka powiedziała klasie, żeby rodzice zabrali ich na badania diagnostyczne – denerwuje się matka ucznia innej szkoły. – Nie mówiła, żeby zaczęli się uczyć. Nie rozmawiała z rodzicami tylko powiedziała to dzieciom. Uważam to za niedopuszczalne. To pójście na łatwiznę i sugerowanie uczniom, że nie ma po co się starać, bo wystarczy załatwić sobie zaświadczenia.
To, że nauczycielka popełniła błąd przyznaje także dyrektor placówki. – Na pewno nie powinno się kierować dzieci na badania po pierwszym nieudanym dyktandzie – uważa. – Przede wszystkim jednak informacje takie powinny być przekazane rodzicom, a nie uczniom. Zwrócę uwagę wszystkim nauczycielom na takie zachowanie. Nie zgodzę się jednak z tym, że nauczycielka namawiała dzieci do próby obejścia obowiązku nauki. Takiego zaświadczenia nie można załatwić. Jego wystawienie poprzedza szereg badań i otrzymują je tylko dzieci naprawdę mające problemy. Rzeczywiście z roku na rok jest ich jednak coraz więcej. Agnieszka Kasperska
Uczniowie z woj. lubelskiego na egzaminie gimnazjalnym z dysleksją
2014 – 2434 (19 331 bez dysleksji)
2015 – 2579 (18 278 bez dysleksji)
2016 – 2970 (17 512 bez dysleksji)
* Dysortografia to trudności z opanowaniem poprawnej pisowni. Dysgrafia to problemy z pisaniem określane potocznie jako „brzydkie pismo”. Dyskalkulia to problemy z nauką matematyki przejawiające się m.in. w niemożności porównywania liczebności zbiorów, czy oceny co jest większe a co mniejsze. Dysleksja to trudności w czytaniu przejawiające się m.in. trudności w rozumieniu treści.
Diagnozę dysortografii*, czy dyskalkulii* przeprowadzić można dopiero w czwartej klasie szkoły podstawowej. Otrzymane zaświadczenie o niej jest aktualne przez cały czas nauki.
– Takie zaświadczenia mogą być podstawą dostosowania warunków przeprowadzania egzaminu gimnazjalnego i egzaminu maturalnego – przyznaje Renata Janicka, przedstawiciel OKE na teren województwa lubelskiego.
– Żeby uniknąć sytuacji, w którym zdobycie zaświadczenia staje się sposobem na ułatwienie sobie trudnego egzaminu zgodę na przeprowadzenie badań w gimnazjach lub szkole średniej wydać musi rada pedagogiczna szkoły konkretnego ucznia. Dzieje się tak naprawdę sporadycznie – dodaje Agata Matuszewska, dyrektor Niepublicznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej „Trampolina”.














Komentarze