Związek Nauczycielstwa Polskiego uważa, że reforma związana m.in. z likwidacją gimnazjów i przywróceniem ośmioklasowej szkoły podstawowej oraz czteroletniego liceum wywoła jedynie chaos, zniszczy dorobek polskich szkół i doprowadzi do zwolnień w oświacie. Po tym, jak reformę przegłosował parlament zarząd główny ZNP, podjął decyzję o wejściu w spór zbiorowy.
Związkowcy żądają wycofania wniosku o wprowadzeniu szkodliwej – ich zdaniem - reformy oświaty. Chcą też żeby prezydent wystąpił do Senatu z wnioskiem o rozpisanie ogólnokrajowego referendum w sprawie systemu szkolnego. Domagają się również zwiększenia nakładów na edukację, w tym przynajmniej 10 proc. podwyżki dla nauczycieli.
Jeśli postulaty nie zostaną zrealizowane, a reforma oświaty wejdzie w życie, strajk może rozpocząć się 1 marca.
– Oznaczać będzie całkowite powstrzymanie się od pracy na okres nie krótszy niż jeden dzień – tłumaczy Sławomir Broniarz, prezes zarządu ZNP. – 1 marca to pierwszy możliwy termin, aby strajk był legalny. Wynika to z zawiłej procedury sporu zbiorowego, ale także kalendarza i zbliżających się ferii.
O to, co myślą o strajku spytaliśmy nauczycieli z naszego regionu.
– Jeśli w naszej szkole będzie referendum strajkowe to opowiem się przeciw niemu – mówi nauczycielka nauczania początkowego, jednej z zamojskich podstawówek. – Nie oznacza to, że jestem fanką reformy. W prawdzie popieram likwidacje gimnazjów, ale uważam, powinno się zmierzać do tego rozwiązania latami, a nie przeprowadzać rewolucję. Nie jestem zwolenniczką zmian wprowadzanych w tak szybkim tempie. Wydaje mi się, że będą one niedopracowane. Mimo to, reforma będzie na pewno zmianą na lepsze.
– ZNP zawsze robi zamieszanie. Protestowali, kiedy zakładano gimnazja i protestują, kiedy mają być one zlikwidowane – mówi inny nauczyciel lubelskiej szkoły podstawowej. – To widać taka grupa, która torpeduje wszystkie reformy, bez względu na to, kto i po co je przeprowadza. Według mnie PiS robi dobrą robotę.
Za strajkiem opowiada się natomiast zdecydowana większość nauczycieli gimnazjów, których poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie.
– Będę za strajkiem. To ostateczne rozwiązanie, bo stracą na nim przede wszystkim uczniowie musimy jednak walczyć także w ich imieniu o zachowanie dobrej szkoły oraz naszych miejsc pracy – mówi nauczyciel jednego z samodzielnych lubelskich gimnazjów, które po reformie ma zostać przekształcone w szkołę podstawową. – Jeśli taka będzie decyzja większości to odejdziemy od tablic. Wśród moich znajomych dosyć głośno powątpiewa się jednak w sens strajku. Rząd jest chyba tak zdesperowany do wprowadzenia tej zmiany, że nie bierze pod uwagę naszego głosu. Będziemy jednak próbować, bo nie można poddać się bez walki.
– Popieram strajk, chociaż po cichu zastanawiam się co on da. PiS tak samo, jak nie liczył się z protestami dotyczącymi trybunału konstytucyjnego, tak samo zlekce.
Związek Nauczycielstwa Polskiego uważa, że reforma związana m.in. z likwidacją gimnazjów i przywróceniem ośmioklasowej szkoły podstawowej oraz czteroletniego liceum wywoła jedynie chaos, zniszczy dorobek polskich szkół i doprowadzi do zwolnień w oświacie. Po tym, jak reformę przegłosował parlament zarząd główny ZNP, podjął decyzję o wejściu w spór zbiorowy.
Związkowcy żądają wycofania wniosku o wprowadzeniu szkodliwej – ich zdaniem - reformy oświaty. Chcą też żeby prezydent wystąpił do Senatu z wnioskiem o rozpisanie ogólnokrajowego referendum w sprawie systemu szkolnego. Domagają się również zwiększenia nakładów na edukację, w tym przynajmniej 10 proc. podwyżki dla nauczycieli.














Komentarze