W 2015 roku w województwie lubelskim zanotowano 31 ognisk epidemicznych (czyli przypadków, w których w tym samym czasie na tę samą chorobę zachorowały dwie lub więcej osób – red.). Rok później było ich już 59, a do października tego roku – 58.
– Problem zakażeń szpitalnych jest coraz poważniejszy. Rejestrujemy też pojedyncze przypadki zgłaszane przez lekarzy – mówi Irmina Nikiel, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie i dodaje: Patogenów, które powodują zakażenia jest bardzo dużo. Najwięcej pojedynczych przypadków dotyczyło rotawirusów, czyli bakterii wywołujących m.in. biegunki. W 2015 roku zarejestrowano 1638 przypadków, w ubiegłym roku – 1026. Kolejnym patogenem, który często wywołuje zakażenia szpitalne, jest clostridium difficile (powoduje zapalenie jelita grubego – red.). W 2015 roku wywołał on 994 zakażenia, rok później już 1264.
– Bakteria clostridium difficile to jest obecnie tragedia. Trafiają do nas coraz cięższe przypadki, które często kończą się zgonem pacjenta – mówi dr hab.n.med. Krzysztof Tomasiewicz, kierownik kliniki chorób zakaźnych SPSK1 w Lublinie. – Jest to szczególnie niebezpieczne dla pacjentów w podeszłym wieku czy onkologicznych. Bakteria atakuje w przypadku wyniszczenia flory jelitowej po zbyt długiej lub nietrafionej antybiotykoterapii.
Problem zakażeń dotyczy zarówno małych, jak i dużych szpitali w całym województwie. – W dużych szpitalach zdarza się to rzadziej, bo działają bardziej wyspecjalizowane zespoły do spraw zakażeń szpitalnych. W związku z tym zarówno profilaktyka, jak i procedury w przypadku wystąpienia zakażenia działają sprawniej – tłumaczy dyrektor Nikiel.
– Dla każdego oddziału ryzyko zakażenia jest inne. Największe jest zdecydowanie w przypadku naruszenia ciągłości tkanek, czyli na oddziałach zabiegowych – dodaje prof. Tomasiewicz.
Dlaczego zakażeń szpitalnych jest coraz więcej? – Powodem jest coraz częściej występująca lekooporność bakterii. Przykładem jest tu superbakteria Klebsiella pneumoniae New Delhi. Wywołuje ona zapalenie płuc i może prowadzić do śmierci, bo działają na nią nieliczne antybiotyki, czasem tylko częściowo – tłumaczy Nikiel. – To bakteria, która produkuje enzymy rozkładające antybiotyki. W związku z tym praktycznie nie ma na nią leku. W tym roku mamy już około 30 przypadków zakażeń tą bakterią. W innych regionach było ich znacznie więcej.
Szefowa sanepidu dodaje, że lekooporność bakterii jest efektem niewłaściwie stosowanej antybiotykoterapii. – Pacjenci biorą antybiotyki zbyt często, nawet z powodu lekkiego przeziębienia, stosują je zbyt krótko lub w niewłaściwych dawkach – tłumaczy. – Przez to bakterie uodparniają się na działanie leku. Powodem wzrostu liczby zakażeń jest także nieprzestrzeganie higieny przez personel medyczny. Podstawą jest mycie rąk. W naszej ocenie, gdyby personel mył ręce tak często, jak to jest konieczne, liczba przypadków byłaby mniejsza.
W związku ze wzrostem liczby zakażeń sanepid organizuje 8 listopada konferencję z udziałem specjalistów w zakresie chorób zakaźnych i epidemiologii, skierowaną m.in. do dyrektorów szpitali, pielęgniarek epidemiologicznych, zespołów ds. zakażeń szpitalnych.
Problem zakażeń szpitalnych bada też Najwyższa Izba Kontroli.
W 2015 roku w województwie lubelskim zanotowano 31 ognisk epidemicznych (czyli przypadków, w których w tym samym czasie na tę samą chorobę zachorowały dwie lub więcej osób – red.). Rok później było ich już 59, a do października tego roku – 58.














Komentarze