- W moim domu wszyscy rysowali - opowiada Wojciech Patro, mieszkaniec Świdnika. Jest absolwentem Politechniki Lubelskiej. Studia skończył z tytułem inżynier konstruktor budownictwa. - Rodzice trochę malowali, podobnie jak mój starszy brat. Ja w dzieciństwie wymyśliłem sobie, że chciałbym tworzyć pocztówki, jakieś małe rysunki. Wtedy zaczęły pojawiać się też różne pomysły, przy których wykorzystywałem liternictwo. I tym tematem się właśnie zainteresowałem. Uznałem, że jest świetny do tego, aby go rozwijać. Zacząłem szukać odpowiednich narzędzi. To było w czasach, kiedy tego typu rzeczy ciężko było kupić. Na szczęście w domu odnalazłem parę stalówek i obsadek.
Tak rozpoczęła się przygoda z kaligrafią.
- Zafascynowało mnie też pismo kaligraficzne w starych dokumentach - dodaje pan Wojciech.
Prezent
- Pierwsze, co przepisałem - w znaczeniu wielostronicowego materiału - to była ewangelia. Nie miałem pomysłu na prezent dla chrześniaka i wspólnie z żoną pomyśleliśmy, że skoro piszę to można byłoby to wykorzystać i zrobić z tego prezent - opowiada nasz rozmówca. - Udało się. Prezent się spodobał.
Później była kolejna przepisana ewangelia. - Moja chrześnica przystępowała do I Komunii Świętej. Wtedy również przepisałem ewangelię, już inną niż za pierwszym razem. Posłużyłem się też inną czcionką. Księga była też inaczej oprawiona.
Co dalej? - Po pojedynczych ewangeliach, kiedy okazało się, że mam wystarczająco cierpliwości, przepisałem Biblię, a dokładnie cały Nowy Testament - mówi pan Wojciech. - To nie jest ten prezentowany. Ten jest moim drugim rękopisem Pisma Świętego Nowego Testamentu.
Wiersz łatwiejszy
Do tej pory pan Wojciech przepisał odręcznie siedem książek. Skopiował między innymi dzieła Williama Szekspira - sonety i „Wiele hałasu o nic” oraz „Pan Tadeusza” Adama Mickiewicza. - Po tych pojedynczych ewangeliach, wybrałem coś większego objętościowo: Nowy Testament. Nie chciałem też zamykać się w jednej tematyce więc sięgnąłem po „Pana Tadeusza”.
Dlaczego? - Bo to lubiana książka. Poza tym moim zdaniem łatwiej przepisuje się wiersz, który można zakończyć wcześniej. Łatwiej jest utrzymać równość tekstu, wiedząc, że nie musi być wyrównany do prawej strony.
640 stron
Wojciech Patro przepisywał „Pana Tadeusza” nieco ponad rok. Jest to drugi egzemplarz „Pana Tadeusza” stworzony przez mieszkańca Świdnika.
- Pierwszego już nie mam. Sprzedałem kilka lat temu – mówi pan Wojciech.
Pracę nad drugim egzemplarzem „Pana Tadeusza” pan Wojciech rozpoczął w grudniu 2015 roku, a skończył w styczniu 2017 roku. - Później przystąpiłem do zdobienia - dodaje autor rękopisu.
Książka ma format 25×35 cm. Liczy 640 stron. - W poprzedniej wszystko poza treścią i formatem było zupełnie inne - przyznaje pan Wojciech. - Inne obrazki, zdobienia, oprawa... inna czcionka. Wówczas to był styl czcionki copperplate. Chciałbym zaznaczyć, że każda czcionka, której używam to nie jest klasyczna czcionka, według wszelkich obowiązujących kanonów. To jest czcionka transformowana, ponieważ czas pisania czcionką copperplate według wszystkich opisujących je reguł byłby kilkakrotnie dłuższy. Założyłem więc, ze czcionki będą tylko w stylu konkretnej czcionki. Tak było w każdym przypadku przepisanych przeze mnie tekstów.
Ilustracje
Przy drugim „Panu Tadeuszu” Wojciech Patro współpracował ze swoim bratem Rafałem, który jest autorem rysunków. - Ja zaproponowałem współpracę bratu a on tę propozycję przyjął. Również lubi robić takie niepowtarzalne rzeczy. Mój brat maluje akwarelami. Najpierw myśleliśmy, aby akwarele wykorzystać do tego, by rozświetlić tę księgę. Okazało się jednak, że papier, który mi odpowiada jest dobry do pisania, ale nienajlepszy do tej techniki malarskiej. W związku z tym zrezygnowaliśmy z kolorowych akwarel i pozostaliśmy przy konwencji grafik monochromatycznych.
Początkowo miały to być ilustracje nawiązujące do treści. - Np. była planowana seria czwartaków, w różnych miejscach, w sadzie czy na koniach - opowiada pan Wojciech. - Jednak po kilku rysunkach uznaliśmy, że lepiej będzie wykonać ilustracje, które nie będą nawiązywać bezpośrednio do treści utworu. Łatwiej będzie coś bez związku wkomponować w dowolne miejsce tekstu, niż z konkretnym rysunkiem w konkretne miejsce się dopasować.
Kaligrafowanie
Pan Wojciech przepisuje kolejne książki popołudniami i w weekendy. - Przez kilkanaście lat prowadziłem swoją firmę poligraficzną i miałem świetny zakątek, aby po pracy zostać i przepisywać. Jeśli w ciągu dnia było mniej pracy to również ten czas wykorzystywałem do przepisywania - przyznaje pan Wojciech.
Obecnie pisze na składkach. - Składka składa się z czterech stron, które później są szyte - opisuje pan Wojciech. - Kiedy się pomylę na pierwszej czy drugiej stronie, to jeszcze wielkiego problemu nie ma. Gorzej, jak błąd zdarzy mi się na czwartej stronie - wtedy przepisuję całą składkę. Na szczęście takie sytuacje nie zdarzają się często. Musze przyznać, że bardziej jednak mnie denerwowało to, jak po pomyłce przepisywałem tekst ponownie i już w pierwszym wierszu się myliłem. I tak np. cztery razy z rzędu.
Nasz rozmówca zajmuje się kaligrafią kiedy tylko znajdzie na to czas. - Nie mam żadnych wytycznych czy limitów, które sobie z góry narzucam. Dla mnie jest to przyjemność, hobby. Przy tym się relaksuję i odpoczywam. Jeśli mam wolny dzień, to potrafię pisać kilkakrotnie, np. po godzinie – mówi pan Wojciech. - W ciągu dnia wychodzi nawet jakieś 5 godzin spędzonych na kaligrafowaniu.
Powtarzalność
Dla pana Wojciecha najtrudniejsze przy odręcznym przepisywaniu książek jest zachowanie powtarzalności czcionek. - Nieraz, jak już długo piszę lub skupiam się bardziej nad tym, by się nie pomylić, to łatwiej jest wypaść z rytmu pisania. Wtedy trzeba bardzo uważać, aby nie pisać odruchowo - kiedy to pisanie za bardzo pójdzie w odruch, to mogą dziać się z literami dziwne rzeczy – przyznaje pan Wojciech.
Przygotowując się do kaligrafowania kolejnych książek, ma mnóstwo brudnopisów. - Muszę się wdrożyć w dany krój liter, przestawić na inną czcionkę - podaje przykłady nasz rozmówca. - Np. litera A może być pisana na wiele sposobów. Nieraz się myliłem, bo np. przyzwyczaiłem się już przy poprzedniej książce do jakiegoś kroju. Wtedy trzeba było usiąść przed brudnopisem i wyćwiczyć rękę w pisaniu liter inną czcionką.
A jak na hobby pana Wojciecha reagują bliscy? - Cała rodzina i znajomi dopingują mnie przy każdym nowym projekcie. siostra mojej żony jest wielką fanką mojego pisania. Choć przy przepisywaniu potrzebuję spokoju, to nie tracę kontaktu z żoną. Mam na tyle podzielną uwagę, że możemy rozmawiać - uśmiecha się pan Wojciech. - Żonie moje hobby nie przeszkadza. Razem ze mną cieszy się z efektów. Nam obojgu wielką radość sprawia moment kiedy biorę taką ukończoną księgę do ręki, mając świadomość, że jest to coś jedynego i niepowtarzalnego. Bo nikt przecież nie przepisze „Pana Tadeusza” w ten sam co ja sposób.
Po szwedzku i niemiecku
Obecnie pan Wojciech zajmuje się przepisywaniem książki Astrid Lindgren „Dzieci z Bullerbyn” w języku szwedzkim. - Przepisuję również „Cierpienia młodego Wertera” po niemiecku. Kopiowanie dzieła Johanna Wolfganga von Goethego musiałem w pewnym momencie odłożyć, ponieważ skupiłem się na przepisywaniu „Pana Tadeusza”. Teraz do tej książki wróciłem.
Książka, podobnie jak pozostałe będzie inna niż wcześniejsze rękopisy Wojciecha Patro. - Zupełnie inny format, inna czcionka, inny układ strony - opisuje pan Wojciech, który przyznaje, że po polsku pisze mu się najlepiej. - Po niemiecku jeszcze rozumiem, co przepisuje, choć język jest nieco archaiczny. Pojawiają się nietypowe zwroty. Póki co, szwedzki bardziej kojarzy mi się jednak z rysowaniem. Za każdym słowem czy dwoma słowami muszę zerkać na oryginał, żeby to słowo zapamiętać. W przypadku języka polskiego to są całe zwroty. Choć przyznam, że przepisywanie tekstu po szwedzku nie jest takie złe, bo ręka ma okazję przy tym częściej odpoczywać.
Będą jeszcze inne języki? - Myślałem o tym, by po łacinie przepisać np. kodeks rzymski. Próbowałem co prawda przepisywać „Myśli” Seneki, ale takich tematów się boję - nie ukrywa pan Wojciech. - Większe jest prawdopodobieństwo popełnienia błędu. Nawet trzy razy czytając tekst mogę tego błędu nie wychwycić, w przeciwieństwie do fachowca, który świetnie się na tym zna i mój rękopis by przeglądał. To nie byłoby przyjemne.




















Komentarze