Pierwsza połowa to kilka strzałów z obu stron, ale wielkiego zagrożenia pod obiema bramkami nie było. Duma Powiśla rozpoczęła zawody z animuszem i od pierwszego gwizdka bardzo aktywny był zwłaszcza Sylwester Patejuk. Żadna z jego prób nie znalazła jednak drogi do bramki. Po stronie przyjezdnych sporo krwi obrońcom Wisły napsuł głównie Jewhen Radionowo. Ukrainiec także nie znalazł jednak sposobu na Sebastiana Madejskiego.
Drugą połowę znowu lepiej rozpoczęli gospodarze. W 50 minucie powinno być 1:0. Po centrze Bartosza Sulkowskiego z najbliższej odległości strzelał Dawid Pożak. Niestety, trafił prosto w bramkarza rywali. Niedługo później swoją szansę miał Sulkowski, ale kąt był ostry i piłka wylądowała tylko w bocznej siatce. W 69 minucie na boisku zameldował się Piotr Zmorzyński, który miał duży udział w niedawnym zwycięstwie z Gwardią Koszalin. W sobotę popularny „Bulwa” mógł zaliczyć asystę, bo świetnie wyłożył piłkę do Roberta Hirsza, ale ten nie zdołał wpakować jej do siatki.
W końcówce wszyscy nie spodziewali się już fajerwerków, a tymczasem to ŁKS powinien zgarnąć trzy punkty. W doliczonym czasie gry przyjezdni stworzyli sobie dwie kapitalne okazje. Najpierw główkował Piotr Pyrdoł, ale Madejski zdołał odbić ten strzał na rzut rożny. Po chwili bliski szczęścia był Radionow. Ukrainiec przeniósł jednak piłkę tuż nad poprzeczką i gospodarze mogli głęboko odetchnąć, bo wywalczyli cenny punkt w starciu z zespołem walczącym o awans.
Następny tydzień będzie bardzo ważny dla Wisły. Już w środę Mateusz Pielach i spółka zmierzą się na wyjeździe z piątą w tabeli Olimpią Elbląg. Z kolei w sobotę na stadionie MOSiR zamelduje się nowy wicelider – Warta Poznań.
ZDANIEM TRENERÓW
Wojciech Robaszek (ŁKS Łódź)
– Remisujemy po trudnym meczu. I pierwsza i druga połowa upłynęły pod znakiem fizyczności i walki. Za mało było piłki nożnej. Szkoda, że w ostatniej minucie dwie sytuacje, które mieliśmy nie zakończyły się bramkami. Tak jednak ten mecz wyglądał. Wisła też miała dwie stuprocentowe sytuacje, ale nasz bramkarz świetnie to wybronił. Wywozimy z Puław punkt i miejmy nadzieję, że ten punkt zdecyduje o naszym sukcesie. W środę mamy mecz prawdy z Radomiakiem, bo zrównaliśmy się z nimi w tabeli. Wiemy, że nikt nie da nam zwycięstw i awansu za darmo. Nie chcę się wypowiadać na temat pracy sędziów, chociaż to rzeczywiście dziwne, że ten sam arbiter drugi raz z rzędu prowadzi nasze spotkanie. Nie my jednak wyznaczamy sędziów.
Bohdan Bławacki (Wisła Puławy)
– Zacznę od tego, gdzie kolega skończył, czyli od sędziów. Myślę, że goście nie powinni mieć pretensji do arbitra, bo sympatycznie prowadził zawody. I nam i rywalom. Myślę, że 0:0, to sprawiedliwy wynik. Pierwsza połowa przez 20 minut wyglądała dobrze. Specjalnie oddaliśmy inicjatywę. W piątek na treningu było dużo taktyki, sporo wiedzieliśmy o rywalach po ich spotkaniu z Elblągiem i Kluczborkiem. Wiedzieliśmy, że ich mocnymi stronami są kontry i stałe fragmenty gry. Przez pół godziny było dobrze, ale później pod naszą bramką robiło się gorąco. W drugiej połowie poszliśmy wyżej. Zmiany Piotra Zmorzyńskiego i Niklasa Zulciaka dały nam przewagę. Mieliśmy swoje okazje. Powinniśmy coś strzelić. Wynik jest jednak sprawiedliwy, bo ŁKS w samej końcówce też mógł zdobyć bramkę. Życzę przeciwnikowi awansu, a dla nas mam nadzieję, że ten punkt okaże się na koniec ważny.
Wisła Puławy – ŁKS Łódź 0:0
Wisła: Madejski – Sedlewski, Pielach, Poznański, Sulkowski, Patejuk, Kobiałka (46 Zulciak), Litwiniuk, Popiołek, Pożak (69 Zmorzyński), Hirsz (82 Ploj).
ŁKS: Kołba – Rozmus, Rozwandowicz, Juraszek, Widejko, Wolski, Kocot, Łuczak, Bryła (63 Zagdański), Pyrdoł, Radionow.
Żółte kartki: Hirsz – Rozmus, Wolski, Radionov, Łuczak.
Sędziował: Rafał Rokosz (Katowice). Widzów: 450.

Komentarze