Reklama
Strażnik szarpał kobietę, czy ona go potrąciła?
Przekroczenie uprawnień zarzuca strażnikowi miejskiemu kobieta, która w niedzielę źle zaparkowała pojazd przy ul. Kazimierza Wielkiego w Lublinie. Zaprzecza podawanej przez Straż Miejską wersji, że interweniującego funkcjonariusza uderzyła drzwiami i potrąciła go przy cofaniu.
- 05.02.2013 18:50

O przepychance poinformował nas Czytelnik. Sygnał sprawdziliśmy w Straży Miejskiej, której rzecznik podał, że wszystko działo się podczas interwencji przy stojących na trawniku autach. Według niego do volvo podeszła kobieta z mężem, mówiąc, że to jej auto, odmówiła okazania dokumentów, a swe dane podała dopiero po kilku prośbach.
Rzecznik mówił też, że kobieta nie chciała czekać na sprawdzenie danych i próbowała odjechać, uderzyła strażnika drzwiami i potrąciła go cofając auto, przez co ze stłuczonym barkiem trafił na zwolnienie lekarskie.
Po wczorajszej publikacji odezwało się do nas małżeństwo z volvo twierdząc, że akcja wyglądała inaczej. – Źle zaparkowałam, nie miałam dokumentów, ale od razu podałam dane – mówi nam kobieta, która kierowała volvo.
– Jeden ze strażników zachowywał się jak niezrównoważony, cały czas mu się trzęsły ręce, był wściekły, bałam się go. Uderzał pięściami w auto, groził, że mnie skuje i powali na ziemię. Nie przytrzasnęłam go i nie potrąciłam.
Małżonkowie mówią, że to oni wezwali policję. Mężczyzna twierdzi, że funkcjonariusz wykręcał jego żonie ręce i wyrywał kluczyki z auta.
Kobieta złożyła skargę na policji i w Straży Miejskiej. – Dostaliśmy pismo, wyjaśniamy sprawę i w zależności od wyników podejmiemy stosowną decyzję – mówi Robert Gogola, rzecznik straży. Kobieta żąda też zbadania zasadności zwolnienia lekarskiego strażnika. Tymczasem policja na wniosek straży prowadzi czynności w sprawie potrącenia funkcjonariusza.
Reklama
Komentarze