Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nękał lekarkę. Rutkowski złapał go w jeden dzień. Policji się nie udało

54-latka, który nękał lekarkę, dopadli agenci słynnego detektywa. Wystarczył im jeden dzień. Na co czekała policja?
Nękał lekarkę. Rutkowski złapał go w jeden dzień. Policji się nie udało
Nękana kobieta zwróciła się o pomoc do Krzysztofa Rutkowskiego (Archiwum)
Lekarka po raz pierwszy poszła na policję w listopadzie ub. roku. – Złożyła doniesienie, że ktoś obrażał ją na forum internetowym – mówi Andrzej Fijołek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. – Nasza rola polegała na ustaleniu autora wpisu. Dalej sprawa ma charakter prywatno-skargowy. 30 stycznia lekarka zgłosiła na policji, że mężczyzna nęka ją telefonami. Podała jego nazwisko, bo był to jej znajomy. 2 lutego złożyła skargę po raz kolejny. Wtedy też zwróciła się o pomoc do łódzkiego biura Krzysztofa Rutkowskiego, znanego detektywa. We wtorek po południu pracownicy biura obserwowali okolice gabinetu lekarki w centrum Lublina. W tym czasie policjanci z IV komisariatu rozmawiali z nią w gabinecie, bo tym razem kobieta zawiadomiła ich o groźbach ze strony swojego prześladowcy. W pewnym momencie pod gabinet podjechał samochód, z którego wysiadł mężczyzna. Zaczął spuszczać powietrze z auta lekarki. Zauważyli to ludzie Rutkowskiego, którzy go zatrzymali i przekazali w ręce policjantów. Do czwartku był w izbie zatrzymań. Wczoraj prokurator postawił mu zarzut uporczywego nękania lekarki i grożenia jej m.in. połamaniem rąk. Mężczyzna wyszedł na wolność, ale dwa razy w tygodniu ma się stawiać w komisariacie policji. Dostał też zakaz zbliżania się do kobiety. Krzysztof Rutkowski wytyka mundurowym bezczynność: – Lekarka informowała regularnie policję o kierowanych pod jej adresem groźbach karalnych. Przez tydzień żyła w strachu – mówi Rutkowski. – Tymczasem całą sprawę w jeden dzień załatwili ludzie, którzy przyjechali z Łodzi. Policja tłumaczy, że podjęcie dalszych kroków w sprawie lekarki uzależniała od prokuratury. – Po otrzymaniu zgłoszenia przesłaliśmy materiały prokuraturze i czekaliśmy na decyzję – tłumaczy Fijołek. Według prokuratury, nie zwalniało to jednak policji z podjęcia działań. – To nie była skomplikowana sprawa, żeby było konieczne dawanie policji szczegółowych wytycznych – uważa Justyna Rutkowska-Skowronek, szefowa prokuratury rejonowej Lublin-Południe.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama