KUL nie dogadał się ze zwolnioną pracownicą, która oskarża jednego z profesorów o pobicie. Sprawę rozstrzygnie więc sąd.
Miłosz Bednarczyk
03.03.2013 19:01
Zwolniona z KUL pracownik naukowa Sabina Bober walczy o przywrócenie do pracy. (Jacek Świerczyński)
Głośną historię dr Sabiny Bober opisujemy od wielu miesięcy. Była pracownica naukowa KUL oskarżyła innego z wykładowców – prof. Jana K. – m.in. o pobicie. Kobieta twierdzi, że w styczniu 2010 r. mężczyzna ją popychał, uderzył pięściami w plecy i szarpał. Potem miał ją szykanować w pracy. Sprawa jest w sądzie. A uczelnia wszczęła postępowanie dyscyplinarne, które zostało zawieszone na czas sprawy sądowej.
Profesor jest na urlopie \"dla poratowania zdrowia”. Latem ub. roku dr Sabina Bober została zwolniona z uczelni. Uniwersytet utrzymuje, że zwolnienie Bober i jej konflikt z prof. K. nie mają związku. A kobieta otrzymała wypowiedzenie jedynie z powodu braku godzin dydaktycznych, które mogłyby zostać jej powierzone. Dr Bober jest innego zdania. Dlatego skierowała do sądu pozew o przywrócenie do pracy.
Sąd dał stronom dwa tygodnie na dogadanie się. Prawnik reprezentujący KUL zaproponował dr Bober ugodę.
– Wcześniej dostałam wypowiedzenie umowy z wyłącznej winy pracodawcy. Zaoferowali mi zmianę na zwolnienie za porozumieniem stron i wypłatę wynagrodzenia za dwa dodatkowe miesiące. Ta propozycja jest śmieszna – oburzała się na naszych łamach kobieta.
Czas na zawarcie porozumienia minął. Efekt? – Nie otrzymałam żadnej innej propozycji – mówi dr Bober. – Na takie warunki się nie zgadzam. Nie wiem, co uczelnia sobie wyobraża. Dostanę nieco ponad 4 tys. zł i będę wychwalać rektora pod niebiosa? Nie o pieniądze mi chodzi, tylko o przywrócenie do pracy, o powrót do studentów, którzy na mnie czekają. W tej sytuacji oczekuję na termin kolejnej rozprawy przed sądem.
Rzeczniczka KUL Lidia Jaskuła do czasu zakończenia postępowania sądowego nie chce sprawy komentować.
Komentarze