Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nie ma zgody dla takiej ugody. Sprawę Sabiny Bober rozstrzygnie sąd

KUL nie dogadał się ze zwolnioną pracownicą, która oskarża jednego z profesorów o pobicie. Sprawę rozstrzygnie więc sąd.
Nie ma zgody dla takiej ugody. Sprawę Sabiny Bober rozstrzygnie sąd
Zwolniona z KUL pracownik naukowa Sabina Bober walczy o przywrócenie do pracy. (Jacek Świerczyński)
Głośną historię dr Sabiny Bober opisujemy od wielu miesięcy. Była pracownica naukowa KUL oskarżyła innego z wykładowców – prof. Jana K. – m.in. o pobicie. Kobieta twierdzi, że w styczniu 2010 r. mężczyzna ją popychał, uderzył pięściami w plecy i szarpał. Potem miał ją szykanować w pracy. Sprawa jest w sądzie. A uczelnia wszczęła postępowanie dyscyplinarne, które zostało zawieszone na czas sprawy sądowej. Profesor jest na urlopie \"dla poratowania zdrowia”. Latem ub. roku dr Sabina Bober została zwolniona z uczelni. Uniwersytet utrzymuje, że zwolnienie Bober i jej konflikt z prof. K. nie mają związku. A kobieta otrzymała wypowiedzenie jedynie z powodu braku godzin dydaktycznych, które mogłyby zostać jej powierzone. Dr Bober jest innego zdania. Dlatego skierowała do sądu pozew o przywrócenie do pracy. Sąd dał stronom dwa tygodnie na dogadanie się. Prawnik reprezentujący KUL zaproponował dr Bober ugodę. – Wcześniej dostałam wypowiedzenie umowy z wyłącznej winy pracodawcy. Zaoferowali mi zmianę na zwolnienie za porozumieniem stron i wypłatę wynagrodzenia za dwa dodatkowe miesiące. Ta propozycja jest śmieszna – oburzała się na naszych łamach kobieta. Czas na zawarcie porozumienia minął. Efekt? – Nie otrzymałam żadnej innej propozycji – mówi dr Bober. – Na takie warunki się nie zgadzam. Nie wiem, co uczelnia sobie wyobraża. Dostanę nieco ponad 4 tys. zł i będę wychwalać rektora pod niebiosa? Nie o pieniądze mi chodzi, tylko o przywrócenie do pracy, o powrót do studentów, którzy na mnie czekają. W tej sytuacji oczekuję na termin kolejnej rozprawy przed sądem. Rzeczniczka KUL Lidia Jaskuła do czasu zakończenia postępowania sądowego nie chce sprawy komentować.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama