Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Podpalony fotoradar już po naprawie. Kierowcy mają tydzień spokoju

Dziś lub jutro do Lublina ma wrócić z naprawy fotoradar Straży Miejskiej. Urządzenie uległo uszkodzeniu po tym, jak w połowie lutego ktoś podpalił maszt, w którym umieszczony był aparat. Jeszcze w tym tygodniu funkcjonariusze będą testować fotoradar.
Podpalony fotoradar już po naprawie. Kierowcy mają tydzień spokoju
Okazało się, że Straż Miejska postawiła fotoradar nie tam, gdzie zapowiadała. Nie powinien się znale
– Zamierzamy prowadzić testy w ośmiu masztach. Nie będziemy jeszcze rejestrować wykroczeń i nawet, jeśli kierowcy zobaczą lampę błyskową, to nie znaczy, że fotoradar zaczął robić zdjęcia – zapewnia Robert Gogola, rzecznik Straży Miejskiej. – Kontrolę zaczniemy prowadzić we wtorek, 12 marca, a dzień wcześniej podamy do wiadomości wykaz miejsc, w których w przyszłym tygodniu umieszczany będzie fotoradar. Naprawa urządzenia kosztowała 4200 złotych, pieniądze wyłoży firma ubezpieczeniowa, bo fotoradar jest ubezpieczony także od aktów wandalizmu. Prawdopodobnie podpalacz oblał skrzynkę z fotoradarem łatwopalną substancją i podpalił. Fotoradar został wysłany do naprawy i ponownej homologacji. Okazało się, że Straż Miejska postawiła fotoradar nie tam, gdzie zapowiadała. Urządzenie \"ustrzeliło” 100 kierowców. To nie żaden podstęp, ale zwykła pomyłka – zapewniała lubelska Straż Miejska. Fotoradar, który ktoś podpalił przy al. Andersa, w ogóle nie powinien się tam znaleźć. To jedyne takie urządzenie, którym dysponuje straż miejska. Montuje je na przemian na 18 masztach. Co tydzień podaje pięć lokalizacji, w których w tym czasie, urządzenie jest umieszczane.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama