Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nauczyciele mieli iść na L4, ale poszli na lekcje. "Dużo mówiliśmy, ale nikt się nie odważył"

Nauczyciele z Lubelszczyzny czują się dobrze i nie chorują – tak najkrócej można opisać to, co w poniedziałek działo się w szkołach.
Nauczyciele mieli iść na L4, ale poszli na lekcje. "Dużo mówiliśmy, ale nikt się nie odważył"

Jeszcze w weekend pedagodzy zapowiadali, że przyłączą się do protestu w oświacie i pójdą na L4. Poszli jednak na lekcje.
W tym tygodniu szkoły miały świecić pustkami. Nauczyciele zwoływali się w internecie, by w ostatnim tygodniu przed świętami pójść na zwolnienia lekarskie. Chcieli wzorem policjantów i pracowników sądów walczyć w ten sposób o podwyżki. Żądali dodatkowego tysiąca złotych płatnego od 1 stycznia.

Tłumaczyli przy tym, że wbrew temu, co mówi minister edukacji, ich zarobki są bardzo niskie. Z pasków wypłat przedstawianych przez pedagogów wynika, że nauczyciel dyplomowany z 34-letnim stażem pracy otrzymuje 2775,89 zł, a stażysta – 1956,03 zł.
Jednak protest spalił na panewce. – Mamy informacje od kolegów z innych miast, że tam akcja przebiega zgodnie z planem.

W jednej ze szkół w województwie lubuskim do pracy nie przyszło ponad 60 proc. nauczycieli. Prawdopodobnie z tego powodu nie odbędzie się tam próbny egzamin ósmoklasistów – informuje nauczyciel z południowej części Lubelszczyzny, członek grupy „Ja, nauczyciel!”, skupiającej ponad 15 tys. pedagogów, gdzie powstał pomysł protestu. – Z tego, co wiem, u nas włączyły się w protest tylko pojedyncze osoby. W mojej szkole nikt.

– Dużo na ten temat mówiliśmy, ale nikt się nie odważył, chociaż oczywiście popieramy protest – mówi nauczycielka języka polskiego z jednej z lubelskich podstawówek.

– Chyba brak nam solidarności środowiska. Oczywiście wszyscy chcemy podwyżek, ale najwyraźniej większość z nas nie chce osiągnąć tego za wszelką cenę – przypuszcza nauczycielka z Bychawy.

– Jestem chory – mówi za to inny nauczyciel z Lubelszczyzny. – Nie boję się konsekwencji. Każdy z nas ma różne dolegliwości, zatem wzięcie zwolnienia nie jest żadnym nadużyciem. A że pokrywa się to z protestem? Powiedzmy, że to taki zbieg okoliczności.
– Obawialiśmy się protestu nauczycieli – przyznaje Elżbieta Sękowska, dyrektor Zespołu Szkół nr 1 im. Władysława Grabskiego w Lublinie. – Liczba zwolnień nauczycieli nie jest jednak większa niż zwykle. Nic nie odbiega od normy.

– Słyszymy o zwolnieniach lekarskich dla nauczycieli ze szkół z zachodniej Polski i z Warszawy. Z Lubelszczyzny nie otrzymaliśmy żadnych informacji na ten temat. Problemu nie sygnalizowały nam ani szkoły, ani organy prowadzące – mówi Jolanta Misiak, rzecznik Kuratorium Oświaty w Lublinie.

Co zrobi ZNP?

Dziś podana zostanie informacja, jaką formę protestu wybiorą członkowie Związku Nauczycielstwa Polskiego. W weekend związkowcy poinformowali, że „środowisko oświatowe jest bardzo zdeterminowane i chce protestować”.
– Do tego czasu dbajcie o siebie i o swoje zdrowie! Każda inicjatywa przybliżająca nas do celu jest cenna – apeluje ZNP.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama