Dla gospodarzy to będzie oczywiście kolejna próba przerwania fatalnej passy na swoim stadionie. A właściwie podejście numer dziewięć. W ośmiu wcześniejszych występach u siebie niebiesko-żółci „uciułali” ledwie dwa punkty.
Niemal miesiąc temu ostatni raz mieli okazję zagrać w Kraśniku i przegrali z Cracovią aż 0:3. Później pauzowali dwa tygodnie, a do gry wrócili w miniony weekend. Niestety, przerwa nie odmieniła drużyny Marcina Wróbla, która przegrała w Świdniku z Avią 1:3.
– Znowu popełnialiśmy proste błędy w obronie, a po drugiej stronie boiska nie potrafiliśmy skończyć naszych sytuacji – wyjaśnia szkoleniowiec Stali. – Postawa w defensywie, to cały czas nasz duży problem. Trzeba powiedzieć sobie jasno, że tracimy bramki, jak trampkarze. A to jest trzecia liga i wymaga się pewnej jakości. Najważniejsze teraz, żeby wszyscy spojrzeli w lustro, uderzyli się w pierś i dali z siebie jeszcze więcej. Tkwimy w tym marazmie i nie potrafimy z niego wyjść. Trzeba jednak dalej pracować i dalej być nastawionym optymistycznie, bo ja wierzę w tę drużynę. Jest sporo meczów i możemy jeszcze znacząco poprawić naszą sytuację – zapewnia trener Wróbel.
Podlasie też ma za sobą przerwę, ale ta była akurat spowodowana przypadkami koronawirusa w zespole. Wszyscy zastanawiali się w jakiej formie zespół Rafała Borysiuka wróci do gry. I trzeba przyznać, że dyspozycja nie była najgorsza. Bialczanie rozegrali w środę zaległy mecz z Podhalem Nowy Targ. Spisali się naprawdę dobrze. Szkoda tylko, że nie dopisali do swojego konta ani jednego „oczka” po porażce 1:2.
– Za styl punktów się nie przyznaje. Mieliśmy mnóstwo sytuacji, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Szkoda, ale jestem zbudowany postawą chłopaków. Widać, że mają sporo radości z grania i że zmierzamy w dobrym kierunku. Teraz trzeba to wszystko potwierdzić w Kraśniku i przywieźć stamtąd jakieś punkty – mówi popularny „Borys”.
Wyjaśnia też, że sam był ciekawy, jak przerwa od treningów wpłynie na drużynę. – Czterech chłopaków z 2003 rocznika wznowiło zajęcia dopiero w poniedziałek. Obawiałem się tego, jak wypadną, ale było naprawdę nieźle. Bolą nas bramki, jakie traciliśmy w Nowym Targu, bo rywal nas nie rozklepał, tylko najpierw zgubiliśmy krycie, a potem po stałym fragmencie wydawało się, że wybiliśmy piłkę i niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Niestety, futbolówka wróciła w pole karne i z tego padł drugi gol – wyjaśnia opiekun Podlasia.

















Komentarze