Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Obserwuj Dziennik Wschodni na Facebooku!

Pensje słabe jak w Lublinie. Podwładni wojewody zarabiają najmniej w kraju, a chcą więcej

Podwładni wojewody lubelskiego zarabiają najmniej w kraju w porównaniu z innymi urzędami. Z administracji nie tylko zresztą oni. Dlatego na lipiec i sierpień szykowane są pikiety, a jeżeli to nie pomoże – to we wrześniu ma być strajk
Pensje słabe jak w Lublinie. Podwładni wojewody zarabiają najmniej w kraju, a chcą więcej

Autor: Maciej Kaczanowski

Związki zawodowe działające w urzędach administracji państwowej walczą o podwyżki w budżetówce i o wyższą, niż chce władza, „najniższą krajową”.

– W styczniu 2023 roku, jeżeli nic się nie zmieni, to otrzymam pensję w wysokości zbliżonej do płacy minimalnej. Po studiach i kilkunastu latach pracy. Dziś, jeżeli kogoś przyjmuje się do urzędu, to na starcie zarabia więcej ode mnie – żali się jedna z podwładnych wojewody lubelskiego. Jest jedną z 992 osób (stan na 23 czerwca) zatrudnianych przez Lubelski Urząd Wojewódzki i – tak jak wiele jej koleżanek i kolegów – kobieta żyje od pierwszego do pierwszego.

– Mąż też pracuje w sferze budżetowej. Mamy dwoje dzieci. Każde zakupy to jakiś dramat. Co miesiąc wydajemy coraz więcej, a pensja idzie głównie na żywność – dodaje nasza rozmówczyni.

Z rządowego raportu dotyczącego służby cywilnej za 2021 r. wynika, że w LUW są najniższe płace spośród wszystkich urzędów wojewódzkich w kraju. Zarabia się tu średnio 5 797 zł brutto. Tymczasem w dużo mniejszym Opolu przeciętna pensja wynosi aż 7 281 zł.

Agnieszka Strzępka, rzeczniczka prasowa wojewody lubelskiego, tłumaczy, że te rozbieżności zależą od puli pieniędzy, jaką na płacę przekazuje rząd. – Dyrektor generalny LUW w Lublinie, ustalając poziom wynagrodzeń pracowników, uwzględnia przede wszystkim możliwości finansowe funduszu wynagrodzeń w korelacji z wynikiem wartościowania poszczególnych stanowisk pracy oraz uwarunkowaniami lokalnego rynku pracy – wyjaśnia w urzędowy sposób. Zaznacza, że przy ul. Spokojnej, gdzie mieści się urząd, nie toczą się żadne rozmowy związkowców o podwyżkach i wszyscy czekają na decyzje z Warszawy.

A te na razie nie są dla pracowników dobre. Największe organizacje związkowe – OPZZ, NSZZ „Solidarność” i Forum Związków Zawodowych – chcą podwyżki płac w budżetówce o 20 procent.

– To nie jest dużo, bo chcemy tylko zniwelowania skutków inflacji – tłumaczy rzecznik prasowy OPZZ Łukasz Mycka, a ta inflacja w czerwcu wyniosła aż 15,6 proc. rok do roku

Mycka: – Pracownicy nie chcą, jak powiedział prezydent Andrzej Duda, zaciskać zębów i czekać. Jesteśmy realistami, a nie optymistami, bo optymizmu nikt do garnka nie włoży.

Rząd jednak w założeniach do przyszłorocznego budżetu zapisał zupełnie inny wskaźnik podwyżki dla budżetówki. To 7,8 procent. Ostatnio związkowcy wysunęli nową propozycję. Chcą zmiany płac rozłożyć na raty. To 5 proc. jeszcze w tym roku i 15 proc. w 2023.

Okazuje się, że słabe pensje to cecha lubelskiego. Z przytoczonego raportu o Służbie Cywilnej wynika, że mniej niż wynosi średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej co miesiąc dostają też strażacy i policjanci. Np. w komendach miejskich i powiatowych policji w lubelskim zarabia się średnio 4584 zł brutto. – Płace w tych jednostkach zależne są od tego, ile pieniędzy otrzymuje komenda wojewódzka, a ta środki ma z KGP, a ona z ministerstwa – wyjaśnia Artur Garbacz, przewodniczący NSZZ Policjantów woj. lubelskiego.

W służbach też będą podwyżki? O tym na razie cisza, ale Garbacz przypomina zapisy porozumienia między związkowcami a rządem z 2021 r. – Jest w nim mowa o corocznym podniesieniu płac o wskaźnik inflacji – podkreśla związkowiec.

Podwyżki to nie jedyna sprawa, o której działacze negocjują z władzą. Druga sprawa to wysokość płacy minimalnej. Dziś to 3010 zł brutto. Już wiadomo, że w przyszłym roku wzrośnie ona w dwóch rzutach. Wymusza to galopująca inflacja. Gabinet Mateusza Morawieckiego chce podnieść „najniższą krajową” w styczniu do 3383 zł, a od lipca do 3450 zł.

Związki chcą więcej – 3450 zł od stycznia i 3600 zł kilka miesięcy później. – Wiemy, że takie pieniądze – także na podwyżki dla budżetówki – są – mówi Mycka, a jego związek już planuje protesty. Najpierw mają być pikiety przed urzędami wojewódzkimi. Wskazano już datę – to 23 lub 30 lipca.

Decyzja, czy do nich dojdzie, należy do regionalnych władz związku. – Wezwaliśmy do akcji strajkowych także ze względu na sygnały płynące z regionów – dodaje Mycka.

W Lublinie decyzja ma zapaść w czwartek na posiedzeniu prezydium regionalnego OPZZ. – Na sierpień planujemy dużą manifestację w Warszawie – dodaje związkowiec. Jeżeli rząd nadal nie ustąpi, to ma dojść do strajku, prawdopodobnie we wrześniu.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama