Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Ile warte są projekty ośrodka żeglarskiego? MOSiR zażądał faktur

Fundacja Lubelskie Centrum Żeglarskie przekazuje miastu zlecone przez siebie projekty nowego ośrodka żeglarskiego, na którego budowę nie ma pieniędzy. A miasto sprawdza, ile warte są projekty.
Fundacja powstała w lutym 2009 r. Jej współzałożycielem był Artur Kawa, właściciel jednej z największych lubelskich firm. Przed władzami miasta zaczął roztaczać wizje nowoczesnego ośrodka w miejscu zdegradowanej Mariny. Ośrodek miał powstać do końca października 2014 r. Taki termin znalazł się w umowie 30-letniej dzierżawy nieruchomości od Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Umowa stanowiła też, że fundacja ma udokumentować wydatki na tę inwestycję ni mniejsze, niż 5 mln zł. Przed wakacjami stało się jednak jasne, że fundacja LCŻ nie będzie w stanie zbudować mariny bez zewnętrznego wsparcia. Prezydent skierował wtedy do Rady Miasta projekt uchwały o przekazaniu na budowę 8 mln zł z miejskiej kasy, ale po fali krytyki wycofał się z tego pomysłu. Niewiele później fundacja poprosiła o rozwiązanie umowy. Tyle, że nie jest to łatwe. Umowa stanowi, że jeśli 1 listopada 2014 r. ośrodek nie będzie gotowy, to Miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji przysługiwać będzie od LCŻ 5 mln zł kary pomniejszonej o koszty, które fundacja poniosła na inwestycję lub jej przygotowanie. Do tych kosztów mogą zaliczać się wydatki na opracowanie dokumentacji, którą Lubelskie Centrum Żeglarstwa przekazało już MOSiR-owi. – Dostaliśmy jeden komplet dokumentacji i aktualnie analizujemy, czy jest to dokument, który może być podstawą do udzielenia pozwolenia na budowę – mówi Zdzisław Hołysz, prezes Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Z nieoficjalnych informacji wynika, że fundacja wycenia tę dokumentację na milion. – Poprosiliśmy o faktury potwierdzające wydatki poniesione przez Lubelskie Centrum Żeglarstwa – dodaje Hołysz. Również nieoficjalnie wiadomo, że fundacja miałaby problemy z zapłaceniem kilkumilionowej kary za niewywiązanie się z umowy. Prezes MOSiR przyznaje, że nie egzekwując kary narażałby się na zarzuty o niegospodarność, zaś w razie ewentualnego wystąpienia do sądu o wyegzekwowanie kary musiałby ponieść wstępne koszty zamrażając kwotę, która przydałaby się np. na inwestycje w ośrodek Słoneczny Wrotków nad Zalewem Zemborzyckim.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama