Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nie kupisz już dżinsów za 15 zł

Jesteśmy na skraju upadku dzięki polskiemu bezprawiu. Dostaliśmy nakaz zapłacenia od zaraz 700 tys. złotych, tytułem należności celnych za trzy lata wstecz! - mówi oburzona Anna Mazur, właścicielka Finexu, największej w woj. lubelskim hurtowni odzieży używanej.
Nie kupisz już dżinsów za 15 zł
Zakupów w sklepach z odzieżą używaną dokonuje połowa Polaków.
Być może niebawem znacznie zmaleje l
olski używaną odzież bez cła. Celnicy żądali obłożenia takiego importu 120-proc. stawką celną, także wstecznie. W efekcie powstało zamieszanie, sięgające NSA, rzecznika praw obywatelskich, rządu i organizacji gospodarczych. Firmy broniły się, bo oznaczałoby to ich upadek. Główny Urząd Ceł ustąpił. Zgodził się na 60-proc. cło. Oznacza to, że odzież używana zdrożeje o 60 proc. - Chcemy płacić uczciwie należności państwu, ale te podatki nas zrujnują. To nie jest pocieszająca perspektywa dla połowy Polaków, którzy są klientami lumpeksów - twierdzi Ewa Metelska, prezeska Krajowej Izby Gospodarczej Tekstylnych Surowców Wtórnych. - Nie wyobrażam sobie, żeby ciuchlandii miałoby nie być - mówi Maria M., polonistka. - Tylko dzięki tym sklepom udaje mi się ukryć ubóstwo, na które skazują mnie zarobki w oświacie. Ubieram tu siebie, dzieci i męża. Popyt na ciuchlandy rośnie. Lumpeksy są na każdej ulicy, w miasteczkach, w gminach. Firanki za 25 złotych może mieć nawet bezrobotna rodzina, z rolniczej renty można sobie pozwolić na sześć prześcieradeł po 5 złotych. Niedzielne msze wyglądają lepiej w porządnych garniturach, które można kupić za 35 złotych. Na dżinsy za 15 złotych, czy wiatrówkę za tyleż stać nie tylko właścicieli kwater agroturystycznych. Dzięki lumpeksowi w Zwierzyńcu po raz pierwszy pojawił się np.... toczek jeździecki. Szefowie sklepów z tanią odzieżą uważają, że obsługują one biedniejszą część społeczeństwa. - Moi klienci reprezentują chyba wszystkie zawody i wszystkie warstwy społeczne - mówi Kazimiera Wójtowicz, właścicielka sklepu przy ul. Wileńskiej w Lublinie. - Najczęściej przychodzą emeryci i renciści, którzy chyba wyłącznie ubierają się w odzież używaną. Jeśli spojrzeć na frekwencję matek, to pewnie połowa nie tylko lubelskich dzieci nosi kurteczki, ubranka, sukieneczki z tego używanego importu. Ale klientami są pracownice przedszkola, nauczyciele - także szkół średnich i wyższych - służba zdrowia.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama