Zespół Szkół Nr 4 w Hrubieszowie nazywany jest „Rolniczakiem”. Jego uczniowie od 1 grudnia muszą uczyć się zdalnie. Także ci najstarsi, których w styczniu czekają egzaminy zawodowe. Powód? Brak ogrzewania w budynku z powodu opóźniającego się remontu instalacji grzewczej. Dyrekcja informowała, że w większości pomieszczeń temperatura spadła poniżej norm dopuszczalnych przez przepisy BHP.
Problemy zaczęły się w wakacje, kiedy starostwo powiatowe podpisało umowę na termomodernizację „Rolniczaka”: docieplenie i wymianę źródeł ogrzewania. 15 grudnia 2025 roku w szkole zainstalowany miał zostać piec na pellet. Już wiadomo, że tak się nie stanie.
- Wykonawca nie może dostać palnika. I to od trzech miesięcy. Rozkładamy ręce, ale co możemy zrobić? W całej Polsce brakuje tych pieców. Każdy chce je mieć. Ludzie składają wnioski. Ale brakuje części. Instalacja jest gotowa. Brakuje tylko tego jednego elementu. Nikt nie wie, czy czekać będziemy jeszcze tydzień, czy miesiąc, czy dłużej - mówi nam wicestarosta hrubieszowski Radosław Maksymowicz.
Kosa „Rolniczaka” z „Mechanikiem”
9 grudnia dyrekcja „Rolniczaka” poinformowała, że zajęcia zdalne dla wszystkich uczniów potrwają do 19 grudnia. 10 grudnia wicestarosta Radosław Maksymowicz odwołał ten komunikat i wydał zawiadomienie o utworzeniu tymczasowej lokalizacji prowadzenia zajęć przez Zespół Szkół Nr 4 w Zespole Szkół Nr 1 w Hrubieszowie przy ulicy Zamojska 18 A. Zawiadomienie obowiązujące od dnia 12 grudnia i nie dłużej niż do... 30 kwietnia 2026 roku.
- Nie akceptujemy decyzji o przeniesieniu uczniów z „Rolniczaka” do „Mechanika”. Uważamy, że to rozwiązanie zagraża bezpieczeństwu naszych dzieci. Nie znają tego budynku, zmiana miejsca nauki będzie dla wielu z nich źródłem silnego stresu, może wywołać poczucie zagrożenia, prowadzić nawet do stanów lękowych. Trzeba bowiem wiedzieć, że między „Rolniczakiem” a „Mechanikiem” panuje kosa. Dzieci boją się tej szkoły. Nie mają z „tamtymi” żadnych relacji. Atmosfera między środowiskami jest napięta. Docierają do nas głosy, że młodzież z „Mechanika” zapowiada nękanie tej z „Rolniczaka” - przekazują nam grupa rodziców uczniów Zespołu Szkół Nr 4 w Hrubieszowie.
Mówią, że czują się oszukani przez wicestarostę Maksymowicza, który w obecności dyrektora szkoły i przedstawicielki oświaty miał obiecać im naukę zdalną do 15 stycznia. Przekonują, że warunki w „Mechaniku” nie są wcale o wiele lepsze niż te w „Rolniczaku”.
- Tymczasowa lokalizacja nie spełnia podstawowych warunków do prowadzenia lekcji. Budynek jest w remoncie. Hałas i prace budowlane uniemożliwią normalne funkcjonowanie szkoły. Inne proponowane placówki również nie zapewnią odpowiednich warunków. Nie ma tam możliwości prowadzenia praktyk zawodowych. Nie ma też zaplecza potrzebnego do realizacji kursu na prawo jazdy, który jest częścią programu nauczania. Jedyna różnica to ogrzewanie, ale... w „Rolniczaku” już działa ogrzewanie elektryczne, w klasach jest ciepło, a dzieci mogą przecież spędzać przerwy w salach. Nie ma powodów, żeby opuszczały swoją szkołę. A w tej sytuacji są zestresowane egzaminami zawodowymi. Zamiast myśleć o przygotowaniach, martwią się tym, gdzie i w jakich warunkach będą zdawać. Bo tego nie wiadomo. Czujemy się okłamywani i lekceważeni. Powstaje zresztą kluczowe pytanie: „Gdzie są pieniądze na piec, którego nie ma?” - złoszczą się rodzice „Rolniczaka”.
Wieś ma się bić z wsią?
Wicestarosta hrubieszowski Radosław Maksymowicz zarzuty o możliwym prześladowaniu uczniów z „Rolniczaka” przez te z „Mechanika” uważa za absurdalne.
- To, co rodzice opowiadają, jest dla mnie nie do przyjęcia. Kiedyś dzieci strasznie się wyzywały. O mnie też różne rzeczy w szkole mówili. Jak o każdym. Całkowite głupoty. I żyję. Jestem dziś starostą. Czasy takiego nękania dawno już minęły. Każde dziecko ma teraz telefon. Nagra, pójdzie do dyrektora i takiego złego ucznia już nie ma w szkole. Niech rodzice nie opowiadają, że coś się złego nagle komuś stanie. Przygotowaliśmy w „Mechaniku” cały jeden korytarz tylko dla uczniów z „Rolniczaka”. Jedyne miejsce, gdzie mogą minąć się z tymi z „Mechanika”, to klatka schodowa, przejście przez nią trwa sekundę. Jak niby ktoś ma kogoś wyzywać, obrażać, atakować? Nie ma takiej możliwości. To są wymysły rodziców. Są przecież dyżury nauczycieli. I to na każdym korytarzu, na każdej przerwie. Nikt nikogo nie poniży.
- Zespół Szkół Nr 4 leży na uboczu. Trzy kilometry od miasta. Dzieci muszą drałować pieszo. Zespół Szkół Nr 1 jest w centrum, obok są busy, do głównego przystanku jakiś kilometr. A sale są czyściutkie, pachnące, ciepłe, bo ogrzewanie działa. Rozmawiałem z trzema dyrektorami „Mechanika”, są przychylni, chcą pomóc, musimy dzieciom zapewnić naukę. Zresztą, te jeszcze tam nie poszły, a tu się robi jakieś głupie zamieszania. Rodzice już wiedzą, że będą awantury. Nie będzie!
- Mówią, że dzieci z „Rolniczaka” są ze wsi, a dzieci z „Mechanika” z miasta. Bzdura, w „Mechaniku” też są dzieci ze wsi. O co im więc chodzi? Że wieś ma się bić z wsią? - pyta retorycznie Maksymowicz.

Co dalej?
- Ostrożnie wpisaliśmy, że przeniesienie potrwa aż do kwietnia. Ale może być to też tydzień czy dwa. Jak tylko będzie piec, dzieci wracają do siebie. Ja tam jeżdżę. Rozmawiam z dyrekcją, która mówi, że nic złego po przenosinach im się nie stanie. Egzaminy zawodowe też nie są problemem. Mogą odbyć się nawet w „Rolniczaku”, bo tu chodzi o jedną salę, którą jeśli trzeba, to dogrzeją grzejniki. Jak dyrekcja powie, tak zrobimy. A może do tego czasu będzie piec i problem sam się rozwiąże?
- Nie rozumiem tego gniewu rodziców. Robią problem na wyrost. Upierają się. Dla dzieci to tylko zamęt. Zdalne nauczenia to nie to samo. Oczywiście, jeśli wydarzy się coś złego, możemy do niego wrócić. Ale nie można od razu mówić, że będzie źle i już. Trzeba spróbować. Może dzieci polubią tę szkołę? To jest młodzież. Musi się wyszumieć. Mieliśmy podobną sytuację w innej szkole. Też był bunt. Też był płacz. Dziś ta szkoła działa świetnie. Po remoncie nikt nie chce z niej wyjść. Tak samo będzie tutaj. Wystarczy trochę chęci - przekonuje wicestarosta Maksymowicz.














Komentarze