Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
NAŚLADOWCA CHARLESA LINDBERGHA SPOD KRAŚNIKA SZUKA WSPARCIA DLA REALIZACJI NIECODZIENNEGO POMYSŁU

Nad Atlantykiem tak jak 100 lat temu

Jazdę motocyklem opanował do perfekcji. Nawet tyłem. W kabinie dźwigu – na wysokości kilkudziesięciu metrów – przeżył już kilka wichur. Nie spanikował. Pobił też rekord na koparce. Teraz stoi przed kolejnym wyzwaniem. Za rok chce przelecieć nad Atlantykiem repliką samolotu sprzed stu lat. Poznajcie Krzysztofa Taczalskiego z Zakrzówka pod Kraśnikiem.
Nad Atlantykiem tak jak 100 lat temu

Autor: nadesłane

Jest operatorem dźwigu, kaskaderem, prowadzi szkołę doskonalenia jazdy na motocyklu. Zrobił też niedawno licencję pilota PPL (niekomercyjnego). Wszystko po to, żeby spełnić kolejne swoje wielkie marzenie. Chce przelecieć nad Atlantykiem – tak jak sto lat temu 25-letni Charles Lindbergh. 

- Chcę powtórzyć ten historyczny lot amerykańskiego pilota-pioniera, który spędził wówczas ponad 33 godziny za sterami maszyny Spirit of St. Louis, po czym wylądował w Paryżu – mówi Krzysztof Taczalski. – Zrobił to bez nowoczesnej nawigacji, bez autopilota, bez technologii, którą dziś uważamy za oczywistą. Ten jego lot przeszedł do historii. 

Taczalski zawsze chciał być pilotem. To było jego marzenie. Kilka lat temu zrobił pierwszy krok – został… operatorem dźwigu. Chciał poczuć wysokość, oswoić się z nią. Dał radę, chociaż na początku nie było lekko. Kabina dźwigu – w całości przeszklona łącznie z podłogą znajduje się na wysokości mniej więcej dziesiątego piętra. Robi wrażenie. I codziennie miał trening wytrzymałościowy – wdrapać się na niego. Operatorem dźwigu została też z czasem jego żona. Być może są jedynym małżeństwem w Polsce, które połączyła na sama pasja.

Formalna gotowość

Kiedy pewnego dnia dotarło do niego, że niedługo minie sto lat od historycznego lotu Lindbergha – postanowił zrobić to samo. 

- Ten dzień przypada na 20 maja przyszłego roku – mówi. – Licencję już mam w kieszeni. Kosztowało mnie to setki godzin nauki, mnóstwo stresu związanego z egzaminami i rezygnacji z wielu wygód – podkreśla. – Ale warto było wydać też dużo pieniędzy – ok. 50 tysięcy złotych, żeby przybliżyć się do realizacji celu, jaki sobie założyłem.

Droga do otrzymania licencji pilota nie była usłana różami. Przez dwa lata – bo tyle trwał kurs i przygotowania – mierzył się z wieloma formalnościami, presją. Były też momenty zwątpienia, że się nie uda. Przez cały czas przygotowuje się też do egzaminu językowego ICAO. - Znajomość języka w powietrzu nie jest dodatkiem; jest gwarancją bezpieczeństwa – dodaje. – To on pozwala porozumiewać się z kontrolą lotów na całym świecie. Wszystko, co mogłem zrobić ze swojej strony żeby zostać pilotem, to zrobiłem. Dziś mogę latać samolotami o masie do 5,7 tony praktycznie na całym świecie.

Kaskader z Lubelszczyzny przez wiele miesięcy ćwiczył także na specjalnym symulatorze msfs2020, który odwzorowuje wszystkie parametry zaplanowanego lotu. Wydał już na niego kilka tysięcy złotych (razem z dodatkowym sprzętem). 

Filmowy rekwizyt

Lot na stulecie wyczynu Lindberha ma się odbyć na replice historycznej konstrukcji zbudowanej przez JNE Aircraft. To ręcznie wykonany, zdatny do lotu egzemplarz certyfikowany jako replika historycznego samolotu. Można go zobaczyć na stronie https://www.jneaircraft.com. Montaż tej maszyny trwał siedem lat. Został wykonany na potrzeby jednego z amerykańskich filmów. Samolot nie posiada pełnego współczesnego wyposażenia. Nie ma standardowego oświetlenia pokładowego. Nie ma klasycznej przedniej szyby — pilotowanie odbywa się przy bardzo ograniczonej widoczności do przodu, tak jak sto lat temu. To zupełnie inny poziom koncentracji niż w nowoczesnych maszynach. Ma silnik gwiaździsty. Nie osiąga oszałamiającej na dzisiejsze czasy prędkości – przelotowa to raptem 180 km/h. Tyle osiągają współczesne samochody. Skoro lot ma się odbyć bez międzylądowania, to musi mieć wystarczającą ilość paliwa. W tym przypadku 2,2 tys. litrów. 

- Najtrudniejszym momentem całej wyprawy będzie lądowanie w Paryżu - po ponad 33 godzinach w powietrzu, prawdopodobnie już po zmroku, w samolocie bez standardowego oświetlenia – wyjaśnia nasz rozmówca. – To będzie prawdziwy test precyzji i odporności psychicznej.

Do historii za 1,5 mln USD

Replika samolotu znajduje się obecnie w Kalifornii. I tu się zaczynają schody. Samolotu nie można wypożyczyć. Można go jedynie kupić. A to niebagatelny koszt – ok. półtora miliona dolarów. Krzysztof nie ukrywa, że bez pomocy sponsorów, partnera strategicznego nie jest w stanie sfinansować tego projektu. - Z mojej strony zrobiłem wszystko, co było możliwe: zdobyłem kwalifikacje, doświadczenie i przygotowanie – mówi. – Ja jestem gotowy, Dziś projekt potrzebuje partnera, który zdecyduje się stać częścią tej historii. Jeśli to się uda, chcę, żeby ludzie powiedzieli: to było coś wielkiego. Chcę, by ten lot zapisał mnie w historii wśród tych, którzy odważyli się przekroczyć granice przeciętności. Sto lat temu ktoś udowodnił, że ocean nie jest granicą ludzkich możliwości. Dziś największe granice często mamy jedynie w głowie.

On sam podkreśla, że bicie rekordów, zmaganie się z własnymi słabościami, to jego żywioł. Nawet praca na koparce może być okazją do sprawdzenia swoich umiejętności. Nie tak dawno, przez 20 godzin, z małymi przerwami, wykopał i zakopał pół kilometra rowu pod światłowód. – Jest to chyba najlepszy wynik w kraju, a może nawet w Europie. Nigdzie go nie zgłaszałem – opowiada.

Łącznie w tym czasie przerzucił 220 m sześc. ziemi. Zrobił to małą koparką, która ma łyżkę o szerokości raptem 30 centymetrów.

- Nic na to nie poradzę, że bicie rekordów mam we krwi – śmieje się. – W życiu trzeba mieć pasje, wyznaczony cel. – Jeśli ktoś ich nie ma, niech oderwie się od smartfona czy tabletu i ich poszuka. Warto robić coś więcej niż wszyscy, dać z siebie więcej, być coraz lepszym. Wtedy życie jest piękne i chce się żyć. Dlatego jestem przekonany, że za rok, 20 maja, kiedy wystartuję z Nowego Jorku, to głośno krzyknę na lotnisku w Paryżu "udało się"! Warto spróbować. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama