Ania Próchniak to urodzona w Lublinie aktorka filmowa i serialowa, absolwentka łódzkiej „filmówki”. Na dużym ekranie debiutowała w produkcji „Bez wstydu” Filipa Marczewskiego, a popularność w kraju przyniosła jej rola „Kamy” w głośnym filmie „Miasto 44” Jana Komasy. Od ponad 10 lat z powodzeniem gra w produkcjach międzynarodowych. Na przestrzeni lat można ją było zobaczyć m.in. w filmach „Les Innocentes” w reżyserii Anne Fontaine, prezentowanym na festiwalu Sundance czy w „Oleg” Jurisa Kursietisa, pokazywanym w Cannes. Za rolę Gity w serialu „Tatuażysta z Auschwitz” Sky/Peacock (w Polsce do obejrzenia na platformie SkyShowtime) została nominowana do nagrody BAFTA Scotland. Ceniona za intensywność i autentyczność kreacji, z powodzeniem łączy pracę w Polsce i zagranicą, konsekwentnie budując swoją pozycję w europejskim kinie.
ŻYCIE W PRL Przez wiele lat najtrudniejszym do przejechania miejscem w Lublinie był Plac Bychawski. Zwłaszcza jeśli trolejbus zgubił „szelki” albo przestały działać światła. Korków jednak nie było. Nikt też nie narzekał na trudności z parkowaniem. Jak wyglądała motoryzacja w czasach PRL-u?
Dziś czytelnik nie przychodzi do biblioteki wyłącznie po książkę, ale po doświadczenie – udział w warsztatach, spotkaniu autorskim, koncercie, rozmowie czy po prostu po chwilę spokoju w przyjaznej przestrzeni. Może usiąść w wygodnym fotelu, założyć słuchawki przy stanowisku odsłuchowym, z książką, czasopismem, notebookiem i filiżanką dobrej kawy. Najlepszej w mieście. To użytkownik świadomy, który docenia bezpłatny dostęp do kultury, wiedzy i relacji międzyludzkich – mówi Piotr Jankowski, dyrektor Miejsko-Powiatowej Biblioteki Publicznej w Świdniku.
Dzięki naszym redakcyjnym kolegom Lublinianki rozpoczęły świętowanie Dnia Kobiet już w piątek. Na placu Litewskim rozdawaliśmy kwiatki i świeżutkie wydania "Dziennika Wschodniego".
W tym roku Dzień Kobiet przypada w niedzielę, 8 marca. My jednak nie zamierzamy czekać do weekendu. „Dziennik Wschodni” zaczyna świętowanie wcześniej – już w piątek, 6 marca, na placu Litewskim w Lublinie.
Jazdę motocyklem opanował do perfekcji. Nawet tyłem. W kabinie dźwigu – na wysokości kilkudziesięciu metrów – przeżył już kilka wichur. Nie spanikował. Pobił też rekord na koparce. Teraz stoi przed kolejnym wyzwaniem. Za rok chce przelecieć nad Atlantykiem repliką samolotu sprzed stu lat. Poznajcie Krzysztofa Taczalskiego z Zakrzówka pod Kraśnikiem.
WARTO WIEDZIEĆ I OBEJRZEĆ Historia zabytkowego pałacu w Dołhobyczowie – bo o nim jest mowa – jest historią wielu rodów, które były jego kolejnymi właścicielami. To właśnie w ich życiorysach można natknąć się na dosyć niecodzienne wątki, jak chociażby związki jednego z ostatnich właścicieli pałacu ze słynnym, bajecznie bogatym rodem Rothschildów.
Zawsze imponował pewnym rzutem i walecznością na boisku. Grał z najlepszymi. Słabe mecze zdarzały mu się rzadko. I nie do końca rozumie, jakimi prawami rządzi się dzisiejszy sport.
75 procent osób wraz z Nowym Rokiem ma postanowienie żeby schudnąć, albo żeby zdrowiej jeść. Tymczasem w Polsce z chorobą otyłościową zmaga się ponad 9 milionów osób.
Gdyby nie obydwie wojny, to kto wie, czy Sławinek nie byłby dziś konkurencją dla uzdrowiska np. w Nałęczowie. Przyjeżdżali tu kuracjusze z różnych zakątków Polski, a cudowne źródełka na Sławinku, spokój i cisza tego miejsca w połączeniu z wyjątkowym mikroklimatem dawała ulgę m.in. cierpiącym na nerwice.
Jedyne przedszkole w okolicy mieściło się w obecnym „Lawendowym Dworku” przy ulicy Krochmalnej. Prowadziła je Cukrownia Lublin. Najbardziej zapamiętałem stamtąd trzy rowerki marki „Bałtyk”, do których ustawiała się kolejka chętnych - wspomina Zygmunt Grzechulski w drugiej części opowieści „Moje życie Za Cukrownią”.
Wszystko wydaje się większe niż jest w rzeczywistości, bardziej okazałe, bardziej kolorowe, bardziej i bardziej… To niewytłumaczalna magia miejsc, które towarzyszą naszemu dzieciństwu, w których dorastamy i wchodzimy w życie. Ulica, blok, park, klatka schodowa. Wszystko jest nowe, pierwsze, fascynujące i pewnie dlatego zostaje w naszej pamięci. Dziewczyny z Kaliny, chłopaki z Krochmalnej, piszecie do mnie o swoich ulicach i to są historie na wielką, piękną powieść o Lublinie. Tworzycie książkę, w której każda ulica ma swoją osobistą, intymną opowieść, jakiej nie wymyśliłby żaden pisarz.