„Medaliki” w tym roku grają już pod wodzą nowego trenera. Marka Papszuna zastąpił Łukasz Tomczyk, który poprzednio prowadził Polonię Bytom. Na razie ekipa spod „Jasnej Góry” spisuje się średnio. W dziewięciu meczach rozegranych na wiosnę, Raków zapisał na swoim koncie tylko 10 punktów.
Wygrał też zaledwie dwa spotkania. Co więcej, osiem „oczek” zdobył przed własną publicznością. Z pięciu wyjazdów przywiózł dwa remisy i trzy porażki, a stracił aż 10 goli.
Niewiele zabrakło, aby drużyna z Częstochowy kończyła ostatnią kolejkę w bardzo kiepskich humorach. W doliczonym czasie gry (czwarta minuta) Widzew objął prowadzenie, ale gospodarzy 180 sekund później uratował Stratos Svarnas. Trzeba dodać, że najbliższy rywal Motoru musiał w tym spotkaniu mocno pracować, bo od 36 minuty grał w dziesiątkę. Czerwoną kartkę obejrzał Zoran Arsenić. Chorwat będzie pauzował w niedzielę, bo wyleciał z boiska w konsekwencji trzeciego i czwartego "żółtka" w sezonie.
Niestety, trener Stolarski też nie będzie mógł skorzystać ze wszystkich zawodników. W Radomiu po raz czwarty do notesu sędziego trafili podstawowi zawodnicy: Marek Bartos oraz Sergi Samper. W poniedziałkowym meczu na ławce siedział już wracający do zdrowia po kontuzji Arkadiusz Najemski. Z kolei „Sampiego”, jak zwykle powinien zastąpić Jakub Łabojko.
Mimo remisu w Radomiu żółto-biało-niebiescy z optymizmem patrzą w przyszłość.
– Jesteśmy niezadowoleni, że nie strzeliliśmy na 2:1, ale zdajemy sobie sprawę, że graliśmy przeciwko solidnie przygotowanemu zespołowi, który też miał swoje sytuacje. Bierzemy ten punkt, nie przegrywamy szóstego meczu z rzędu, mamy w tym czasie cztery zwycięstwa, więc należy być optymistą przed kolejnymi meczami – mówił po końcowym gwizdku trener Stolarski.
W pomeczowych kulisach można było za to zobaczyć, co powiedział zawodnikom w szatni.
– Chcielibyśmy wszyscy zwycięstwa, ale musimy poczekać tydzień. Dobrze pracowaliśmy, intensywność też była dobra, a powoli znajdujemy antidotum na naszą grę po 60 minucie. Z Zagłębiem druga połowa lepsza, teraz też, jest dużo rzeczy, na których budujemy dalej – przekazał zawodnikom szkoleniowiec.
Opiekun Motoru zazwyczaj nie widział żadnej przewagi dla swojego zespołu w tym, że rywale nie mają za wiele czasu na odpoczynek. A tak będzie w przypadku Rakowa. W końcu drużyna trenera Tomczyka w czwartek wieczorem mierzyła się w półfinale STS Pucharu Polski z GKS Katowice. Szalone spotkanie zakończyło się remisem... 4:4, a drużyna z Częstochowy awansowała do finału dopiero po rzutach karnych.
Z jednej strony będzie opromieniona sukcesem, a z drugiej jednak zmęczona. W końcu 120 minut w nogach w czwartek i kolejny mecz już w niedzielę o 14.45, to nie takie hop-siup. Tym bardziej, że czeka ich jeszcze podróż do Lublina.
Gospodarze z miłą chęcią to wykorzystają i pokonają najbliższego przeciwnika. W ostatnich latach zagrali z nimi cztery razy i mają na koncie: remis oraz trzy porażki. A do tego bilans bramek 2-9.














Komentarze