Czy po pokonaniu KS Cisowianka Drzewce już otwieracie szampany i świętujecie awans do IV ligi?
- Na to jest jeszcze za wcześniej. Wstrzymajmy się z tym do meczu z Opolaninem Opole Lubelskie. W poprzedniej rundzie z tym przeciwnikiem straciliśmy trzy punkty. Świętowanie przełóżmy więc na następny tydzień.
Co zadecydowało o pokonaniu Cisowianki?
- Byliśmy jednością jako drużyna. W pierwszej połowie przysnęliśmy na kilkanaście minut i oddaliśmy inicjatywę przeciwnikom. Skończyło się to straconym golem. Szybko jednak się podnieśliśmy i zdobyliśmy wyrównującą bramkę. Druga połowa przebiegała pod nasze dyktando. Wynik mógł być jeszcze bardziej okazały, bo przecież ja trafiłem w poprzeczkę, a dobrą okazję miał też Pavlo Semeniuk.
Cisowianka grała przede wszystkim za pomocą długich piłek na Kamila Oziemczuka...
- Spodziewaliśmy się tego i byliśmy uczulani przez sztab szkoleniowy właśnie na takie zagrania. Mimo że go odcięliśmy, to zdołał zdobyć gola. To był właśnie ten przespany przez nas fragment. Kamil Oziemczuk wygrywał pojedynki główkowe, dawał wsteczne piłki, a my nie podwajaliśmy rywala i nie zbieraliśmy tych piłek. Później udało nam się wyeliminować największe zagrożenie Cisowianki, jakim była jego osoba. To pozwoliło nam lepiej grać w drugiej połowie.
Czy to jest najważniejszy tydzień w historii Powiślaka?
- Nie wiem. W tej najnowszej historii to na pewno jest wielki tydzień dla całego klubu. Musimy się odpowiednio przygotować, ale bez narzucania sobie zbędnej presji. Jesteśmy beniaminkiem lubelskiej klasy okręgowej i przed rozpoczęciem sezonu nikt nie przypuszczał, że będziemy bić się o awans do IV ligi. Gramy jak w każdym innym meczu, przygotowujemy się na niedzielę, jak do kolejnego spotkania.

Komentarze