Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

BARBÓRKA 2001

Pył jest najgorszy. Wdziera się w każdą możliwą szczelinę. Dostaje się do gardła, wyżera oczy. Nie pomagają nawet jednorazowe maski. Do tego 30 stopni ciepła, ciasnota i świadomość, że jesteśmy kilometr pod ziemią - takie są warunki pracy lubelskich górników, którzy obchodzą dzisiaj Barbórkę. Na zdjęciu: górnik z kopalni \"Bogdanka” obsługuje przenośnik taśmowy mifama
Pył jest najgorszy. Wdziera się w każdą możliwą szczelinę. Dostaje się do gardła, wyżera oczy. Nie pomagają nawet jednorazowe maski. Do tego 30 stopni ciepła, ciasnota i świadomość, że jesteśmy kilometr pod ziemią. Kopalnia Lubelski Węgiel \"Bogdanka”. Okazuje się, że zjazd na dół nie jest taki prosty. - Najpierw zrobimy panom badania lekarskie - mówi nasz przewodnik, nadsztygar Zbigniew Stopa, od 17 lat pod ziemią. - Najważniejsze jest serce i ciśnienie. Miałem tu kiedyś wycieczkę wojskowych. Jeden mówił: - \"Jakie badania? Jestem nurkiem, pilotem, skoczkiem spadochronowym”. A potem zasłabł. - Sprawy spadkowe uregulowane? - żartuje Paweł Iberszer, lekarz. - Nie wpuszczam nikogo, kto ma ciśnienie powyżej 165. Obsługa medyczna i bhp pracuje w kopalni 24 godziny na dobę. Najczęściej badani są ratownicy. W \"Bogdance” znajduje się najnowocześniejsza komora do badania wydolności. - Można w niej stworzyć ekstremalne warunki: 45 stopni i wilgotność rzędu 60 proc. I tak przez 2 godziny. - A potem na automatyczną bieżnię i skocznię - wyjaśnia Paweł Iberszer. Po badaniach idziemy do przebieralni. Stroje robocze nie są uszyte według najnowszych, paryskich trendów. Jeszcze kask, onuce i gumiaki. Potem dostajemy latarkę i pochłaniacz dwutlenku węgla. - To tak na wszelki wypadek - pociesza Jan Paluszek, nadsztygar mechaniczny, pod ziemią od 28 lat. - Zjedziemy do szybu G-3. To obecnie najgłębsze miejsce w kopalni. 960 metrów pod ziemią. - Lepiej nie myśleć o tej masie nad głową - przestrzega Zbigniew Stopa. Wsiadamy do windy. Czteropiętrowej, zdolnej pomieścić 80 osób. I bardzo szybkiej. Na dole jesteśmy po niecałych dwóch minutach: winda jeździ z prędkością 12 m/sek. W zamian nieprzyjemny ból w uszach. - Gdy zjeżdżają wycieczki, to trzeba ludziom tłumaczyć, żeby rajstop nie brali, zostawili telefony komórkowe, bo i tak nie działają, a tylko się zabrudzą. Ale to rzadko dociera - mówi Zbigniew Stopa. Jesteśmy na dole. Pierwsze, co zaskakuje, to powietrze. Dość silny, chłodny wiatr: - Zobaczycie później - ostrzega Jan Paluszek. Dochodzimy do pochylni 1fB, najstarszej w kopalni. 280 metrów pod górę. - Najdłuższa ma ponad 400 metrów - dodaje Jan Paluszek. - Za nią jest Czeczenia. Tak nazywamy to miejsce. Można chodzić tylko w kucki. Po prostu ciężko. Teraz trafiamy do pomieszczenia zwanego: \"podział załogi”. Tu sztygar tłumaczy załodze zadania, rozdziela pracę, ustala plan robót. Kolejne metry długich, przytłaczających korytarzy. W całej \"Bogdance” jest ich 130 kilometrów. Nasze narzekania, że daleko, kwituje śmiech: - To jest daleko?! Poza tym tu się wygodnie idzie - mówi Jan Paluszek. - W jednym z korytarzy było tak wąsko, że nasz kolega zahaczył o coś pojemnikiem z pochłaniaczem i zaklinował się. Krajobraz wokół nas staje się coraz bardziej futurystyczny. Dziwne urządzenia, zwoje kabli i przewodów, jakieś szyny i prowadnice. Widać coraz mniej, bo wszędzie jest pył. I koszmarnie gorąco. Górnicy pracują w krótkich spodenkach. Zbliżamy się do ściany węgla. Ma 300 metrów. Wzdłuż niej jeździ kombajn. To najgorsze miejsce naszej wycieczki. - Nigdy żaden z wycieczkowiczów nie powiedział, że chciałby pracować w kopalni - śmieją się nasi przewodnicy. My też nie. Wreszcie wracamy na górę. Porządny prysznic. - I tak nie da się wszystkiego zmyć za pierwszym razem - mówi Wiesław Czuba, z-ca kierownika działu.
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama