W nocy z 12 na 13 września jeden z rosyjskich dronów odrzutowych uderzył w stację benzynową w pobliżu przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin. Drugi pocisk uszkodził zaś lokomotywę pociągu towarowego z pustymi cysternami na bocznicy w pobliżu granicy Ukrainy z Polską. Polskie wojsko poderwało myśliwce F-16, śmigłowce i samolot rozpoznawczy. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało alerty do mieszkańców Lubelszczyzny i Podkarpacia.
Premier Donald Tusk zwołał pilną odprawę w siedzibie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa i ostrzegł przed eskalacją działań Rosji.
Sikorski o szybkim pokonaniu Rosji
Wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w Kijowie brał udział w konferencji Yalta European Strategy, jednym z najważniejszych międzynarodowych wydarzeń poświęconych bezpieczeństwu Ukrainy i przyszłości Europy.
- Gdyby Rosja zaatakowała Polskę, pokonalibyśmy ją dość szybko. Mamy przytłaczającą przewagę nad Rosją w zakresie sił powietrznych. Jeśli Ukraińcom udało się też w ciągu sześciu miesięcy wyłączyć z użytku połowę rosyjskich mocy rafineryjnych, my moglibyśmy zrobić to w sześć tygodni i zniszczyć pozostałą połowę - mówił wicepremier Sikorski.
Na to zareagowała Maria Zacharowa, kontrowersyjna rosyjska rzeczniczka Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Na Telegramie napisała: „Rusofobia mózgu”.
Wiceszef MON radzi mieć blisko telefon
W weekend syreny alarmowe usłyszeli mieszkańców powiatów włodawskiego, łęczyńskiego, świdnickiego, krasnostawskiego, chełmskiego i miasta Chełm. W alercie RCB czytali: „Udaj się w bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń lokalnych służb”. Komunikat tego typu naturalnie wzbudził w nich strach. Wielu nie wiedziało, jak się zachować.
W programie „Rozmowa Piaseckiego” na antenie TVN24 w poniedziałek 14 września taki stan rzeczy skomentował wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk.
- Dla ludzi na Lubelszczyźnie i na Podkarpaciu to jest nowa rzeczywistość, w której trzeba się odnaleźć - powiedział polityk Koalicji Obywatelskiej.
Wiceszef MON radzi, żeby „mieć blisko telefon” i „czekać na alerty RCB”.
- Jeżeli natomiast wyją syreny, jest to alarm bombowy i zagrożenie z powietrza, każdy powinien udać się w bezpieczne miejsce. To nie jest tak, że w Ukrainie ludzie w nocy o 4.00 rano schodzą do schronów, jeżeli mieszkają w bloku, bo nie zawsze jest taka możliwość. Bezpiecznym miejscem jest garaż. Bezpiecznym miejscem jest piwnica. Ale też bezpieczne miejsca są we własnym mieszkaniu. Tam, gdzie nie ma okiem, żebyśmy nie narażali się na ewentualne odłamki - wytłumaczył wiceminister Tomczyk.

Komentarze