Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nerwy zamiast spacerku. Lublinianka męczyła się z Orlętami Łuków

Kiedy ostatni zespół w tabeli wybiera się na boisko wicelidera, to wszyscy spodziewają się, że wróci do domu bez punktów, a do tego z bagażem kilku goli. Inaczej przebiegał sobotni mecz Lublinianki z Orlętami Łuków. Goście napędzili rywalom stracha i przegrali „tylko” 2:3.
Nerwy zamiast spacerku. Lublinianka męczyła się z Orlętami Łuków

Autor: DW

Cztery minuty, dwa gole

Co jest kluczowe w meczach z niżej notowanym przeciwnikiem? Szybko strzelona bramka. Dużo szybciej niż do siatki trafili gospodarze, tak naprawdę się nie da. Minęło kilkadziesiąt sekund meczu, a Ezana Kahsay dostał podanie w pole karne. Zawodnik z Eytrei na pewno długo się nie zastanawiał, jak kończyć akcję, bo od razu huknął pod poprzeczkę na 1:0.

Wydawało się, że wszystkie atuty są po stronie drużyny trenera Daniela Koczona. Pewnie kibice już nawet zastanawiali się, ile bramek zdobędą ich pupile. Jeżeli zdążyli. Minęło kolejne kilkadziesiąt sekund i niespodziewanie było po jeden. Rafał Jaworski świetnie wyprowadził kontratak, a Mateusz Bartnikowski strzałem z kilku metrów doprowadził do remisu.

Do przerwy zanosiło się na niespodziankę. W końcówce Jakub Sobstyl dośrodkował jednak w szesnastkę, a Kahsay uprzedził bramkarza i po raz drugi wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Bramka do szatni już na pewno ostudzi zapędy ekipy z Łukowa – pewnie pomyśleli miejscowi.

Emocje w końcówce

Nic takiego nie miało jednak miejsca. Szybko po zmianie stron niewiele zabrakło, a Robert Warowny trafiłby na 2:2. Uderzył jednak tuż obok słupka. W kolejnych fragmentach meczu na Wieniawie ciągle było tylko 2:1. Dopiero w 79 minucie Maciej Misiurek po strzale głową wprowadził w poczynania gospodarzy więcej spokoju.

Mecz definitywnie powinni w końcówce zamknąć: Bartosz Janiszek i Kahsay. Ten pierwszy ostemplował poprzeczkę, a drugi wywalczył rzut karny. Sam ustawił piłkę na „wapnie”, ale jego próbę odbił Aleksander Żmuda. Co więcej, Orlęta za chwilę wyszły z kontrą trzech na dwóch. Dawid Jastrzębski nie dogrywał do kolegów, ale zrobił swoje, bo wymanewrował defensywę i zaliczył kontaktowe trafienie.

W doliczonym czasie gry przyjezdni mieli jeszcze rzut wolny, z którego piłkę na „chaos” posłał do przodu Żmuda. Lublinianka się jednak wybroniła i z problemami zgarnęła pełną pulę.

ZDANIEM TRENERÓW

Maciej Syga (Orlęta Łuków)

– Mamy bardzo młodą drużynę, która zbiera doświadczenie co mecz. Ja też nie ukrywam, że szukam sposobu, żeby dotrzeć do tych chłopców, aby nie zabijać ich kreatywności i żeby się dalej rozwijali. Jednoczenie, żeby łapali jakieś punkty i mieli z tej piłki radość, bo wiadomo, że jak nie ma punktów, to nie ma i radości. Z Lublinianką zagraliśmy bardziej defensywnie i pragmatycznie niż w poprzednim meczach. Dzięki temu wynik jest lepszy. Zespół lepiej funkcjonował w defensywie, docelowo idziemy jednak w kierunku budowania zespołu, który więcej będzie grał piłką. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze. Idziemy jednak cierpliwie, pomału, nasza droga jest długofalowa, trzeba mieć trochę wyrozumiałości. Bierzemy pod uwagę, że będziemy walczyć o utrzymanie. Chcemy połączyć dwie rzeczy. Uratować ligę, ale i nie rezygnować z priorytetu, którym jest wprowadzenie wychowanków do drużyny. Mamy w Łukowie fajne roczniki 2011 i 2012. Chcemy, żeby w kolejnym sezonie ci chłopcy grali w czwartej lidze, a nie okręgówce.

Daniel Koczon (Lublinianka)

– Dwie szybkie bramki na początek, a my uczulaliśmy się, że przeciwnik będzie mocno cofnięty i będzie szukał swoich szans w kontrach. Szkoda, że tak szybko im wyszło. Przyjechała ostatnia drużyna w tabeli i biliśmy głową w mur, bo ciężko było wypracować jakąś klarowną sytuację. Musieliśmy poczekać do końcówki pierwszej połowy. Mecz całkowicie pod kontrolą, te ostatnie kolejki pewnie będą wyglądały podobnie. Musimy poprawić nasze dogrania i lepiej zachowywać się w polu karnym. Po przerwie sytuacji było sporo, powinniśmy lepiej dogrywać czy strzelać. To jest piłka, marnujemy karnego i za chwilę jest 3:2. Na szczęście to była końcówka. Jesteśmy mocno poobijani kadrowo, ale pewnie, jak większość drużyn. Celowniki nie były dobrze ustawione, ale ważne, że są kolejne trzy punkty.

Lublinianka – Orlęta Łuków 3:2 (2:1)

Bramki: Kahsay (2, 44), Misiurek (79) – Bartnikowski (4), Jastrzębski (90+1).

Lublinianka: Śliwka – Drozd, Janiszek, Bednara, Nowak (84 Wadowski), Kovalsky, Popiołek, Sobstyl (81 Kołacz), Misiurek (81 Delmanowicz), Kahsay, Leszczyński (72 Pachuta).

Orlęta: Żmuda – Prachnio, Mućko (88 Zduńczyk), Bas (65 Jastrzębski), Borkowski, Młynarczyk, Wiewiórka (90 Sokołowski), Bartnikowski, Charczuk, Jaworski, Warowny (88 Kłoda).

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama