Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mariusz Misiura (Motor Lublin): Jestem dumny z drużyny, a krytykę biorę na siebie

Motor odpadł z STS Pucharu Polski po domowym meczu z Rakowem Częstochowa. Jak wtorkowe spotkanie oceniają trenerzy Mariusz Misiura i Dawid Szwarga?
Mariusz Misiura (Motor Lublin): Jestem dumny z drużyny, a krytykę biorę na siebie

Autor: DW

Dawid Szwarga (Raków Częstochowa)

– Pierwsza połowa nie była taka w naszym wykonaniu, jak sobie zakładaliśmy. Natomiast niesamowity wysiłek, żeby utrzymać zero z tyłu. W pierwszej połowie Motor nie miał klarownych sytuacji. Nasz najsłabszy moment, to początek drugiej odsłony. Najważniejszy przekaz jest taki, że musimy grać od samego początku, jak graliśmy po straconej bramce. Bardziej swobodnie, lekko, płynnie, było więcej kreatywności, działań piłkarskich, odwagi, przebojowości. To najważniejszy wniosek, żeby doprowadzić drużynę, do tego, żebyśmy w kolejnym meczu funckjonowali tak, jak po straconej bramce.

Zmiana bramkarza?

– Mieliśmy taki plan, że mamy nową zmianę i chcieliśmy ją wykorzystać, bo Tarik bardzo dobrze wygląda, jeżeli chodzi o obronę karnych. Uraz Kacpra miał też na to wpływ, mimo że zmiana była zaplanowana przed meczem.

Wygrana w Lublinie, to początek czegoś nowego?

– Ten mecz niczego nie oznacza i niczego nie powoduje. Raków potrzebuje serii, to tylko jeden mecz. Ten klub przyzwyczaił do tego, że jest powtarzalny. To zwycięstwo to za mało.

Mariusz Misiura (Motor Lublin)

– Trudno zaakceptować, że puchar się dla nas zakończył po takim meczu. Patrząc na całe spotkanie, wydaje mi się, że bardzo zamknięte z czterema sytuacjami stuprocentowymi po naszej stronie i z żadną po stronie Rakowa. Jeszcze raz powiem z żadną. Wiem, że do mediów możemy mówić dużo, żeby zbudować swój wizerunek czy wizerunek drużyny. Nie wszyscy później weryfikują czy to co zostało powiedziane, działo się na boisku. Proszę, żeby zweryfikować moje słowa. Bramka po fantastycznym pressingu Karola, a do tej pory słyszałem, że nie może tak grać. Tym razem fantastyczna praca dla drużyny, karny i gol. Potem uderzenie „Beresia” ląduje na słupku, zbiera Tin i strzela, a zawodnik stojący metr przed linią wybija. Chwilę później mamy fantastyczne dośrodkowanie i strzał Karola w słupek. Ciężko jest mi zaakceptować wynik spotkania, że strzelając bramkę i mając takie sytuacje, nie dopuszczając do niczego Rakowa, odpadamy z pucharu. Fantastyczny strzał Fadigi, trzeba mu oddać. Faktem jest, że po czerwonej kartce przeciwnik był w uprzywilejowanej sytuacji, ale grając jednego mniej, Raków nie doprowadził do sytuacji. Narzekaliśmy, że słabo bronimy, a ja mówiłem, że robimy to dobrze, ale bramki wpadają w dziwnych okolicznościach. Ja jestem dumny z tego, jak broniliśmy, nie pozwoliliśmy przeciwnikowi na zbyt dużo. Pozostaje niedosyt po tym, jak wykonywaliśmy jedenastki.

Końcówka regulaminowego czasu gry...

– Dobrze broniliśmy bez piłki. Kontrolowaliśmy to spotkanie. Ciężko zaakceptować, że tracimy bramkę po pięknym strzale, rzadko takie bramki się zdarzają. Czy Bartek mógł się lepiej zachować? Czy mogliśmy lepiej zarządzać sytuacją? To są emocje, w ułamku sekundy trzeba podjąć decyzję. Nie wiem czy ten faul był na drugą żółtą kartkę. Patrząc na kolejne 30 minut, ja nie mam problemu z oceną drużyny. Nie chciałbym, żebyśmy teraz dorabiali historię, że mogliśmy zrobić dziesięć innych rzeczy, żeby do tego gola nie doszło. Jestem dumny z drużyny, w stu procentach zasłużyli na zwycięstwo.

Różnice w pierwszej i drugiej połowie...

– Oceniamy pewnie Raków z pozycji w tabeli. Jakbyśmy się spotkali trzy miesiące temu, to byśmy oceniali z pozycji drużyny, która grała w eliminacjach europejskich pucharów. W ostatniej rundzie przegrała z Hajdukiem. Ja mam takie wrażenie, że przyjechała słaba drużyna. Za kilkanaście kolejek ta drużyna będzie miała dużo więcej punktów niż zespoły, które teraz mają dwa razy więcej punktów od nich. To jest bardzo dobra drużyna. To nie jest tak, żeby zawsze możemy tak zdominować przeciwnika. Zagraliśmy poprawną pierwszą połowę, dwie groźne sytuacje, pełną kontrolę na naszej połowie, mecz był bardzo zamknięty, bo Raków przyjechał bardzo zdyscyplinowany. Nawet w przerwie pytałem Ivo, gdzie widzi problemy w ustawieniu. Odpowiedział, że nie widzi, że robią wszystko perfekcyjnie, kwestia czy wytrzymają fizycznie. Ja jestem zadowolony i z pierwsze i z drugiej połowy. Naszą bolączką jest to, że nie potrafimy zamknąć meczu, strzelić na 2:0. Nie wykorzystaliśmy naszych sytuacji, fantastyczny strzał Fadigi i odpadamy z pucharu.

Zmiana Czubaka...

– Zmęczenie, graliśmy w piątek, a Karol grał 90 minut. My chcemy cały czas grać wysokim pressingiem. Można sprawdzić, kto ile biega, kto ile decyduje się na wysoki pressing. Chcemy grać atrakcyjnie dla kibiców, wywierać presję, ale to dużo kosztuje. Karol w 90 minucie był tak zmęczony, że ciężko było od niego wymagać, żeby grając jednego mniej jeszcze wytrzymał kolejne 30 minut. My byliśmy w grze, chcieliśmy wybronić do karnych i poszukać momentów do kontr. „Maki” zajął jego pozycję i wynik wybroniliśmy.

Karne...

– Mieliśmy wybraną grupę zawodników, którzy podejdą. Z zawodników, którzy zostali na boisku najlepszymi byli: Yacine i Tin. Przyjęliśmy taką strategię, że oni będą strzelali jako pierwszy i ostatni. Drugi miał strzelać „Łęgi”, ale powiedział, że wolałby komuś oddać. „Maki” i Paskal bardzo dobrze strzelali, w poniedziałek też mieliśmy taką rywalizację, a skuteczność była stuprocentowa. Trudno zaakceptować, że niektórzy nie wytrzymali tych emocji i nie strzelili. Jestem jednak z nimi i jestem dumny z tego co pokazali.

Czemu nie było zmiany Bereszyńskiego, który miał kartkę...

– Chcieliśmy maksymalnie podnieść wzrost, bo w Rakowie wszedł napastnik 198 cm. Końcówka to były tylko dośrodkowania. Chcieliśmy zrobić wszystko, żeby drużyna była, jak najwyższa. Makuch dobrze się ustawiał pod „Luberka” i z tamtego sektora zgrywał piłki. Chcieliśmy mieć naszych najwyższych zawodników. Stąd przesuniecia: Bartka na bok, Lukoszka na skrzydło, bo chcieliśmy się wybronić. Patrząc na dogrywkę, to wybroniliśmy się.

Koniec przygody w STS Pucharze Polski...

– Źle, że odpadliśmy, bo chcemy zrobić wszystko, żeby się znaleźć wśród najlepszych zespołów w Polsce. Przez puchar można to szybko zrobić. Bardzo nam zależało na wygranej, nie było z naszej strony kalkulowania, obojętnie czy była 70 minuta czy 90, to chcieliśmy wygrać. Żałuję, że odpadliśmy w takich okolicznościach, w piłce nie zawsze lepszy wygrywa. Często jest tak, że ludzie, którzy nie chcą być sprawiedliwym sądzą po wyniku. Krytykę biorę na siebie, bo jestem dumny z drużyny, nie zgadzam się z krytyką Bartka czy złych zmian. Nie raz Bartek i rezerwowi zrobią dla nas dużo i dadzą nam radość jako drużyna.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama