Grzegorz K. to doświadczony funkcjonariusz Państwowej Straży Pożarnej, od września ubiegłego roku - zastępca szefa komendy miejskiej w Lublinie. W weekend spożywał alkohol. Gdy w poniedziałek wsiadał do samochodu, był przekonany, że zdążył wytrzeźwieć. To był błąd. Na ul. Jana Pawła II w jego BMW delikatnie uderzyła bokiem toyota. Jej kierowca nie spojrzał w lusterko przy zmianie pasa ruchu. Świadek zdarzenia wezwał na miejsce policję.
Mundurowi zbadali trzeźwość obydwu mężczyzn. Sprawca zdarzenia, jak wykazało badanie, alkoholu nie pił, ale u poszkodowanego alkomat wykazał przekroczenie dopuszczalnego stężenia. Wynik to 0,25 promila, o 0,05 promila za dużo. Według kodeksu karnego taki wynik nie jest przestępstwem, ale wykroczeniem, za które grozi grzywna i zakaz prowadzenia pojazdów.
- Obecnie powadzimy czynności wyjaśniające w sprawie o wykroczenie. Po ich zakończeniu, skierujemy sprawę do sądu - mówi podinsp. Kamil Gołębiowski, rzecznik KMP w Lublinie.
Grzegorz K. w związku z tym zdarzeniem już w poniedziałek złożył wniosek o urlop, który został przyjęty. Swojemu przełożonemu przekazał również notatkę z wyjaśnieniem okoliczności zdarzenia, w którym uczestniczył. Za wykroczenie, którego się dopuścił grozi mu odpowiedzialność służbowa.
- W tej sprawie trwa obecnie postępowanie wyjaśniające, które prowadzi komenda wojewódzka - informuje nas mł. kpt. Bartłomiej Pytka, rzecznik Komendanta Miejskiego PSP w Lublinie. - Z decyzjami w sprawie konswekwencji służbowych wobec funkcjonariusza zaczekamy na ustalenia policji i sądu - dodaje kpt. Tomasz Stachyra, rzecznik Lubelskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP.
O zdarzeniu, zgodnie z procedurą, poinformowany został także komendant główny PSP.
Policjanci przestrzegają kierowców przed wsiadaniem za kierownicę jedynie na podstawie samopoczucia zalecając w przypadku ryzyka przekroczenia dopuszczalnych wartości - badanie atestowanym alkomatem. Jeśli takiej możliwości nie ma, mundurowi zalecają stosowanie zasady maksymalnego bezpieczeństwa i rezygnacji z prowadzenia pojazdu przez całą dobę od zakończenia spożywania alkoholu. Wsiadanie za kółko "na oko" to ryzyko, którego nie warto ponosić.



Komentarze