Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama
Wywiad

Motor Lublin chce wychowywać piłkarzy na miarę Ekstraklasy. "Najważniejszy jest zawodnik"

O szkoleniu młodych piłkarzy, autorskim modelu pracy, roli wyników sportowych i planach rozwoju Akademii Motoru Lublin rozmawiamy z jej dyrektorem Norbertem Onuohą. Pytamy również o różnice między polską a zachodnią piłką i poszukiwanie talentów w małych miejscowościach.
Motor Lublin chce wychowywać piłkarzy na miarę Ekstraklasy. "Najważniejszy jest zawodnik"

Autor: Motor Lublin/Fb

- Jaka jest różnica między Akademią Motoru Lublin a innymi szkółkami piłkarskimi? Co wyróżnia Motor na tle regionu?

Motor Lublin jest największą marką piłkarską na Lubelszczyźnie. Mamy pierwszy zespół w Ekstraklasie, który wyznacza kierunek rozwoju całemu klubowi, również akademii. Chcemy wychowywać zawodników zdolnych w przyszłości dołączyć do pierwszej drużyny. Dlatego, choć zależy nam na indywidualnym rozwoju każdego piłkarza, droga, którą ma przejść w naszych strukturach, musi być jasno określona.

Trzeba jednak rozróżnić akademię od szkółek piłkarskich. Szkółki pozwalają przede wszystkim najmłodszym rozwijać pasję, niezależnie od tego, czy zostaną zawodowcami. Akademia przygotowuje najbardziej utalentowanych do profesjonalnej piłki. Chcemy, żeby dzieci rozpoczynały przygodę ze sportem w szkółkach, a najlepsze mogły kontynuować rozwój w akademii.

Jednocześnie Motor musi być dla wszystkich. Nie możemy zamykać się wyłącznie na najzdolniejszych. Dlatego zamierzamy docierać ze szkółkami do kolejnych miejscowości i gmin. Jesteśmy na takim etapie rozwoju, że klub powinien być dostępny dla możliwie największej liczby dzieci, nie tylko tych, które już dzisiaj wyróżniają się talentem. Moim celem jest, by Motor był marką numer jeden w województwie lubelskim i jedną z najważniejszych marek piłkarskich w Polsce.

Budujemy własny sposób szkolenia, czerpiąc też z doświadczeń innych akademii. Nie chcemy jednak kopiować gotowych rozwiązań. Nasz model powinien być prosty, zrozumiały dla trenerów i przynosić konkretne efekty. Chcemy, żeby trening w jak największym stopniu opierał się na samej grze, a nie sztywnych schematach taktycznych. To gra powinna uczyć zawodnika, trener ma wspierać ten proces. Najważniejszy jest piłkarz i jego rozwój, a nie trener.

- Kiedy dziecko powinno rozpocząć treningi i jak wygląda droga do profesjonalnej piłki w Motorze?

Im wcześniej dziecko rozpocznie przygodę ze sportem, tym lepiej, choć nie ma wieku granicznego, po którym nie można zostać dobrym piłkarzem. Na początku liczą się wszechstronny rozwój ruchowy, nawyki i stopniowe zdobywanie umiejętności. Lepiej zacząć w wieku czterech czy pięciu lat niż dopiero w wieku ośmiu. W profesjonalnym sporcie często decydują detale, a wcześniejszy start daje więcej czasu na ich doskonalenie.

W tym roku rozszerzyliśmy ofertę akademii. Mamy obecnie 599 zawodników, podczas gdy wcześniej było ich około 400. To bardzo duży wzrost w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Co ważne, nie jest to efekt połączenia z innym klubem. Zorganizowaliśmy nabory i przyjęliśmy wszystkie chętne dzieci. 

Wierzymy, że zawodnik, który dziś jest najsłabszy w grupie, za kilka lat może należeć do najlepszych. Rozwój dziecka nie jest procesem zero-jedynkowym. Nie chcemy zbyt wcześnie przesądzać, kto ma szansę na zawodową karierę. Najpierw dajemy dzieciom czas i odpowiednie warunki, a selekcję przeprowadzamy na kolejnych etapach.

Równocześnie stworzyliśmy projekt Motor Future, za który odpowiadają Piotr Ćwik i Tomasz Zając. Objęliśmy nim 47 szczególnie perspektywicznych zawodników. Mają dodatkowe treningi, analizy i indywidualne wsparcie. Chcemy mieć nad nimi szczególną pieczę, zatrzymać ich w Motorze i zapewnić im jak najlepsze warunki rozwoju oraz drogę do pierwszej drużyny. Młody piłkarz powinien widzieć, że dzięki pracy może dojść do Ekstraklasy.

- Czy Motor ma własny program szkolenia? Z jakich wzorców korzysta akademia?

Od 1 lipca pracujemy nad naszym modelem szkolenia na nowo. Zatrudniliśmy koordynatora metodologii, Piotra Żurowicza. Mamy też koordynatorów etapów obejmujących piłkę pięcio-, siedmio- i dziewięcioosobową. W prace zaangażowani są wszyscy trenerzy.

Nie chodzi o stworzenie efektownego dokumentu. Model gry i sposób pracy muszą rozwijać się razem z akademią. Wyznaczamy proste cele na krótkie okresy, sprawdzamy efekty i dopiero wtedy decydujemy, które rozwiązania zostawić na stałe. Za rok powinniśmy lepiej wiedzieć, co działa, a co trzeba zmienić.

Przykładem jest ograniczenie czasu martwego na treningach, kiedy trener długo tłumaczy, a zawodnicy stoją. Podczas 90-minutowych zajęć potrafiło to zajmować nawet 30 minut. W ciągu kilku tygodni zeszliśmy do kilkunastu minut, a w najlepszych przypadkach do siedmiu. Dzięki temu zawodnicy więcej czasu spędzają w ruchu, zamiast słuchać objaśnień. Teraz pracujemy nad intensywnością treningów i coachingiem, czyli sposobem komunikacji trenera z piłkarzami: kiedy przerwać grę, udzielić wskazówki, a kiedy pozwolić im samodzielnie rozwiązać problem.

Korzystamy z wiedzy trenerów z doświadczeniem zdobytym również za granicą oraz z bliskości pierwszego zespołu Motoru. Obserwujemy jego treningi i rozmawiamy ze sztabem Ekstraklasy. To ogromna wartość: trenerzy akademii mogą na co dzień przyglądać się wymaganiom zawodowej piłki i przekładać te doświadczenia na własną pracę. Uczymy się też od polskich akademii, między innymi Lecha Poznań i Rakowa Częstochowa. Koordynatorzy odwiedzają inne ośrodki i wymieniają doświadczenia.

Nie chcemy jednak kopiować wszystkiego. To, co sprawdza się w innym klubie, nie musi działać u nas. Wolę kilka prostych, dobrze wdrożonych zasad niż rozbudowany model, którego nie będziemy umieli realizować.

- Polscy piłkarze po przejściu do zagranicznych klubów często mówią o większej intensywności treningów. Skąd bierze się ta różnica?

Ogromne znaczenie ma codzienna rywalizacja. Jeżeli trenujesz z lepszymi zawodnikami, musisz szybciej grać, podejmować decyzje i wykonywać kolejne działania. Tempo wymusza jakość pozostałych piłkarzy.

Dlatego tak zależy nam na awansie do Centralnej Ligi Juniorów. Chcemy mierzyć się nie tylko z najlepszymi w województwie, ale i w całej Polsce. Taka rywalizacja podnosi wymagania wobec zawodników i trenerów, pokazuje braki i motywuje do pracy. Kiedy co tydzień grasz z bardzo dobrym przeciwnikiem, wyniki i tabela pozwalają lepiej ocenić, jaki dystans dzieli cię od najlepszych.

Widać to również w seniorskiej piłce. Nawet podobne ćwiczenia mogą mieć inną intensywność w drużynie walczącej o czołowe miejsca Ekstraklasy niż w zespole z dołu tabeli. Nowi, dobrzy zawodnicy zapobiegają stagnacji, podnoszą poziom rywalizacji i zmuszają pozostałych do wyjścia ze strefy komfortu. Po transferze zagranicznym piłkarz często musi przystosować się do takiego środowiska z dnia na dzień.

Polscy zawodnicy coraz częściej zdają sobie z tego sprawę i podejmują dodatkową pracę indywidualną, bo wiedzą, że w przyszłości mogą trafić do zagranicznych klubów. Między Ekstraklasą a choćby Ligą Mistrzów jest ogromna różnica w tempie i intensywności gry.

- Czy w najbliższych latach wychowankowie akademii będą odgrywać większą rolę w pierwszym zespole Motoru?

Bardzo w to wierzę. Jeżeli poprawimy jakość treningów, organizację pracy i całe funkcjonowanie akademii, powinniśmy przyciągać coraz lepszych zawodników. A to z czasem zwiększy szanse na to, że więcej naszych wychowanków będzie gotowych do gry w Ekstraklasie.

Już teraz piłkarze z rocznika 2011 dostają szansę treningów z pierwszym zespołem. Jednym z nich jest Jędrzej Jarosiński, który bardzo dobrze się tam prezentuje. Rozmawiałem niedawno z nim i jego rodzicami. Powiedziałem mu, że spoczywa na nim duża odpowiedzialność: jeśli wykorzysta szansę, może otworzyć drzwi kolejnym chłopakom z akademii. Jego przykład pokaże najmłodszym, że można przejść przez nasze szkolenie i rzeczywiście znaleźć się obok piłkarzy, których oglądają w meczach Ekstraklasy. 

To istotne również psychologicznie. Młodzi muszą widzieć, że droga do pierwszego zespołu naprawdę istnieje, a nie jest tylko hasłem w strategii. Potrzebujemy do tego konsekwentnej pracy całej akademii, coraz lepszej organizacji szkolenia i rywalizacji z najlepszymi. 

- Co jest ważniejsze w szkoleniu młodzieży: rozwój zawodnika czy wynik drużyny? Od jakiego wieku wynik ma znaczenie?

Przed sezonem jasno określiliśmy cele. W kategoriach od U14 do U19 wyniki są dla nas bardzo ważne. W U13 i młodszych pierwszeństwo mają jakość szkolenia i indywidualny rozwój.

U19 ma walczyć o awans do rozgrywek makroregionalnych, a U17 o miejsce w pierwszej trójce. Drużynom U16, U15, U14 i U13 wyznaczyliśmy cel zajęcia pierwszych miejsc. W chwili naszej rozmowy U19, U16 i U14 prowadzą w swoich rozgrywkach, U17 i U13 jest drugie, a U15 - trzecie. 

Dobre wyniki i awanse pomagają przyciągać utalentowanych zawodników. Jeśli drużyna rywalizuje na wyższym poziomie, znacznie łatwiej przekonać młodego piłkarza, że właśnie tutaj powinien rozwijać swoją karierę. Na obecnym etapie to dla nas ważny sposób budowania silniejszej akademii. Dlatego zdecydowaliśmy się także zamknąć drugi zespół i skoncentrować zasoby na wzmacnianiu roczników młodzieżowych od U19 w dół. Musimy budować silniejsze drużyny i bardziej wymagające środowisko treningowe. Wyższy poziom wewnętrznej konkurencji rozwija nie tylko zawodników, lecz także trenerów, którzy muszą na co dzień pracować z coraz lepszymi piłkarzami.

Nie oznacza to jednak, że rezultat jest ważniejszy od szkolenia. Można wygrywać dzięki dobrym zawodnikom, nie rozwijając ich odpowiednio. Ale jeśli stale przegrywamy, musimy też pytać, czy nasz proces szkoleniowy działa. Ja zwracam większą uwagę na wyniki, a koordynatorzy na jakość procesu. Właśnie tak szukamy równowagi. Zdarza się, że inaczej rozkładamy akcenty i dyskutujemy, któremu elementowi nadać większą wagę.

W młodszych rocznikach nie wolno zamykać nikomu drogi. Nawet poza Motor Future są dzieci, które dzięki charakterowi, zaangażowaniu i postępom mogą wyprzedzić obecnych liderów. Docelowo chcemy, żeby wysoka jakość szkolenia była niezależna od bieżących rezultatów, choć dobry wynik zazwyczaj świadczy o dobrej pracy.

Norbert Onuoha - Dyrektor Akademii Motoru Lublin/Motor Lublin Fb

- Czy w polskim systemie szkolenia popełniany jest zasadniczy błąd, który hamuje rozwój zawodników?

Kluczowe są cierpliwość i konsekwencja. Federacje, które reformowały szkolenie, wyznaczały kierunek i realizowały go przez lata, bez oczekiwania natychmiastowych rezultatów. Pytanie, czy w Polsce, zarówno w federacji, jak i klubach, potrafimy postępować podobnie.

Nie chciałbym oceniać całego systemu, bo nie odpowiadam za jego funkcjonowanie. Mogę mówić o swoim środowisku. Ważniejsze od ciągłego wprowadzania nowych pomysłów jest wybranie kierunku, ustalenie celów i konsekwentna praca. Gdy każda akademia poprawia jakość szkolenia, korzysta na tym cała polska piłka. Łatwo jest wskazać winnych, kiedy wyniki są słabsze, ale każdy powinien przede wszystkim zadbać o środowisko, za które osobiście odpowiada. Właśnie w ten sposób może nastąpić trwała zmiana.

Nie wszystko wygląda idealnie, a wyniki reprezentacji mogą rozczarowywać. To jednak nie powód, żeby przekreślać pracę PZPN i klubów. Niedawno uczestniczyłem w spotkaniu z przedstawicielami Double Pass (międzynarodowa firma doradcza). Z zaprezentowanych danych wynikało, że Ekstraklasa notuje duże procentowe wzrosty finansowe na tle czołowych lig europejskich, choć startuje ze znacznie niższego poziomu.

To dobry sygnał. Kibice oceniają polską piłkę przez pryzmat wyników reprezentacji, ale warto dostrzegać również zmiany zachodzące w klubach i akademiach. Nadal mamy wiele do nadrobienia i te różnice nie znikną szybko. Widzę jednak powody do ostrożnego optymizmu. Dlatego nie możemy zatrzymywać tego procesu, lecz z roku na rok podnosić jakość pracy.

- Motor podpisał umowę z gminą Bychawa, pierwszym samorządowym partnerem klubu. Co ta współpraca oznacza dla akademii? Czy będą kolejne porozumienia?

Odwiedziłem już wiele gmin w województwie lubelskim. Uważam, że jako dyrektor powinienem wychodzić do ludzi, rozmawiać z nimi i pokazywać, czym jest akademia. Chcemy, żeby Motor był obecny nie tylko w Lublinie, lecz także w mniejszych miejscowościach. Zależy nam na klubie otwartym, transparentnym i rzeczywiście związanym z regionem, a nie tylko na rozpoznawalnym logo. Mieszkańcy gmin powinni móc utożsamiać się z Motorem również przez udział w szkoleniu.

Wyobraźmy sobie dziecko z małej miejscowości, które przyjeżdża na mecz i marzy o koszulce Karola Czubaka. Chcemy, by mogło założyć koszulkę Motoru nie tylko jako kibic, lecz także jako zawodnik. Stąd pomysł szkółek tworzonych we współpracy z samorządami. Bychawa odpowiedziała na naszą propozycję bardzo pozytywnie i chcemy rozmawiać z kolejnymi gminami.

Rozumiem, że lokalne kluby mogą uważać nas za konkurencję, ale celem jest współpraca. Możemy dzielić się doświadczeniem organizacyjnym i szkoleniowym, wspierać lokalnych trenerów, zapraszać kluby do korzystania z naszych obiektów, wspólnie organizować treningi, półkolonie i inne przedsięwzięcia sportowe.

Szczególnie zależy mi na trenerach. Szkoleniowiec z małej miejscowości może otrzymać sprzęt Motoru, dostęp do naszej wiedzy, wsparcie koordynatorów i możliwość podnoszenia kwalifikacji. Pozostanie częścią lokalnej społeczności, a jednocześnie będzie trenerem rozpoznawalnego klubu. Taka marka może zachęcić więcej dzieci do treningów, zwłaszcza tam, gdzie lokalnemu klubowi trudno konkurować rozpoznawalnością z zespołami z najwyższej ligi. Chcemy też, by lokalni szkoleniowcy mogli się rozwijać zawodowo i lepiej zarabiać bez wyjeżdżania ze swoich miejscowości.

Sam znam realia sportu w mniejszych ośrodkach. Nie chodzi o to, by zabierać z nich najbardziej uzdolnione dzieci, ale budować lokalne środowiska piłkarskie. Wiele talentów pochodzi właśnie z takich miejsc. Wystarczy popatrzeć na historie zawodników reprezentacji Polski. Ktoś musiał ich kiedyś dostrzec i stworzyć im możliwość rozwoju. Nie chcemy czekać, aż takie dzieci same przyjadą do Lublina. Wierzę, że dzięki tym partnerstwom z którejś niewielkiej miejscowości wyjdzie przyszły zawodnik pierwszego zespołu Motoru.

- Czy o sukcesie młodego piłkarza decyduje przede wszystkim jakość szkolenia, czy także środowisko, w którym dorasta?

Kiedyś uważałem, że znakomity piłkarz może urodzić się wszędzie, jeśli zapewni mu się odpowiednie warunki. Ale po podróży do Senegalu zacząłem patrzeć na to szerzej. Widziałem tam biedę, a jednocześnie ogromną determinację młodych ludzi. Dla niektórych piłka jest nie tylko pasją, lecz także szansą na zmianę życia swojego i rodziny. To rodzi wielką motywację.

W Polsce realia życia są pod wieloma względami inne. Młodzi piłkarze mają dostęp do dobrej infrastruktury, sprzętu, treningów i różnych form wsparcia. To bardzo dobrze, ale powinniśmy poświęcać więcej uwagi także charakterowi, ambicji i wewnętrznej motywacji.

Sama infrastruktura nie wychowa nam piłkarza. Możemy budować nowe boiska i zatrudniać kolejnych trenerów, ale najpierw powinniśmy jak najlepiej wykorzystać to, co już mamy. Nie uważam, że celem akademii powinno być nieustanne rozbudowywanie obiektów czy zwiększanie liczby szkoleniowców. Mamy dziś dobre warunki do pracy.

Moją rolą jest budowanie wśród trenerów mentalności ciągłego rozwoju, żeby stawiali sobie coraz wyższe wymagania i przekazywali takie podejście zawodnikom. Jeśli połączymy dobre warunki z ambitnymi trenerami i piłkarzami, możemy stworzyć silny system szkolenia.

Najważniejsze jest wyznaczanie prostych, osiągalnych, ale ambitnych celów. Kiedy ktoś osiągnie jeden, powinien dostać kolejny. Tak rozwijają się zawodnicy, trenerzy i cała akademia. Współczesna piłka wymaga ogromnego zaangażowania - dopiero wtedy można oczekiwać wyników.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama