Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Uratował nas telefon

Młode małżeństwo wróciło z Zakopanego. Zmęczeni, po ciężkiej podróży, położyli się. I mogli się już nigdy nie obudzić. Przez kratkę wentylacyjną do ich pokoju przedostawał się czad. Bezbarwny, bezwonny, cichy zabójca. Przez sześć godzin stężenie tlenku węgla przekraczało dopuszczalną normę blisko 10-krotnie. Do zdarzenia doszło kilka dni temu. Teraz – po wyjściu ze szpitala – chcą wiedzieć, jak do tego doszło. – Lekarze mówili, że jeszcze trochę i już by nas nie było – opowiadają. – Uratował nas telefon mamy, która chciała się dowiedzieć, jak minęła podróż. Sprawą zajęła się policja i nadzór budowlany. – Z zakładu fryzjerskiego na parterze przedostawały się spaliny starym, zniszczonym przewodem kominowym do pokoju małżeństwa. Nie stwierdzono umyślnego działania – mówią policjanci z komisariatu nr I. – Przyczyną najprawdopodobniej był zły stan przewodu. – Ta sprawa trafiła do mnie dopiero w środę – mówi Wiktor Przeniosło, z-ca powiatowego inspektora nadzoru budowlanego Lublina. – Teraz sprawdzamy, czy w zakładzie fryzjerskim zmian w instalacji gazowej dokonywano zgodnie z przepisami. Mamy pewne wątpliwości. Co prawda na parterze wszystko jest zgodnie z przepisami, ale tam gdzie znajduje się piecyk, dokonałem oględzin i widzę podstawy do wszczęcia urzędowego postępowania wobec zakładu. – Leżeliśmy w szpitalu dwa dni, mieliśmy dziesięć kroplówek i ledwo uszliśmy z życiem. Chcemy znać przyczyny – mówią poszkodowani. – My nie mogliśmy w swoim mieszkaniu zamontować piecyka gazowego, kominiarze nie wydali zgody. A w tym zakładzie jest. Dlaczego? Szefowa zakładu fryzjerskiego nie zgodziła się na rozmowę i odmówiła jakichkolwiek wypowiedzi.
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama