Reklama
Podejrzane żądze
Zakaz opuszczania kraju i poręczenie osobiste – to środek zapobiegawczy, jaki zastosowano wobec księdza podejrzewanego
o dokonanie czynu nierządnego na jednym z mieszkańców Tomaszowa Lubelskiego.
- 25.02.2002 21:40
Po sensacyjnych informacjach dotyczących molestowania seksualnego kleryków przez metropolitę poznańskiego, rozwiązały się języki w tomaszowskiej prokuraturze. Śledztwo wobec duchownego jest w toku. Znane są już wyniki obdukcji lekarskiej wykonanej na pokrzywdzonym. Prokuratura czeka teraz na opinie biegłych psychiatrów. Aktu oskarżenia można się spodziewać za około miesiąc.
Wcześniej dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, że blisko 60-letni mieszkaniec Tomaszowa Lub. zgłosił się na początku lutego na policję, informując, że padł ofiarą seksualnych żądz jednego z księży. Do zdarzenia miało dojść w mieszkaniu skarżącego. Mężczyźni mieli raczyć się alkoholem. W pewnym momencie duchowny, używając przemocy, miał zmusić gospodarza do odbycia stosunku seksualnego. Ofiara poinformowała o wszystkim miejscową policję dopiero po kilku dniach. Na gorąco próbowaliśmy się czegoś więcej dowiedzieć o całej sprawie, ale zarówno tomaszowska policja, jak i prokuratura nabrały wtedy wody w usta. Sprawę domniemanego wykorzystania seksualnego przez duchownego skomentował tylko kanclerz kurii biskupiej w Zamościu. – Dla nas jest to smutne i bolesne. Bardzo źle, że taka rzecz się zdarzyła – powiedział wtedy Dziennikowi.
Kto poręczył za księdza? – Nic mi na ten temat nie wiadomo – mówi ks. Franciszek Greniuk, kanclerz kurii biskupiej w Zamościu. – Wiem, że po doniesieniach prasowych ksiądz biskup poprosił proboszcza parafii, w której duchowny przebywa, aby wyjaśnił sprawę. – A czy do kurii biskupiej docierały wcześniej jakieś sygnały dotyczące homoseksualnych zapędów tomaszowskiego księdza? – Nie. On miał problemy z alkoholem.
Zadzwoniliśmy do proboszcza w Tomaszowie Lub. – Proszę pytać podejrzewanego – usłyszeliśmy. – A jaki jest do niego numer telefonu? – nie rezygnowaliśmy. – On nie ma telefonu. Jest tu rezydentem (to znaczy nie pełni żadnej kościelnej funkcji – red.) i od dawna nie pracuje w parafii. Jest chory. •
Reklama













Komentarze