Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Rachmistrzowie skończyli liczyć

Wczoraj rachmistrzowie rozpoczęli zdawanie spisanych formularzy. Najciekawsza historia przydarzyła się atrakcyjnej rachmistrzyni, której dobrze sytuowany kawaler zaprezentował w ramach spisu cały dobytek, z naciskiem na komfortowo urządzoną sypialnię.
W sobotę zakończył się spis powszechny. Blisko 10 tys. rachmistrzów na Lubelszczyźnie spisało około 2 mln osób, 740 tys. mieszkań oraz 400 tys. gospodarstw i działek rolnych. Teraz porządkują dokumenty, a do pracy sposobią się analitycy. – Sprawdzamy teraz, czy formularze zostały wypełnione jak należy, następnie zacznie się ich statystyczna obróbka – tłumaczy Kazimierz Tucki, dyrektor urzędu statystycznego w Lublinie. Pozytywną opinię potwierdza Barbara Daniluk z Wydziału Organizacyjnego UM w Lublinie. – Spis wypadł bardzo dobrze – mówi – Większych kłopotów nie było. W jednym miejscu agresywny mężczyzna musiał być uspokajany przez straż miejską. W tę niedzielę mieliśmy tylko smutny przypadek. Zmarł jeden z naszych rachmistrzów. Większość z odwiedzanych rodzin w całym regionie była chętna do współpracy. Czasami wynikały drobne nieporozumienia. Żona żądała, by mąż spisywał się u kochanki albo mąż, który zarabia dwa razy mniej niż żona upierał się, że w domu to on jest głową rodziny. Ktoś inny, mimo że pozornie zdrowy psychicznie, twierdził że mieszka na Grenlandii, a mówi po islandzku. Atrakcyjnej rachmistrzyni dobrze sytuowany kawaler zaprezentował w ramach spisu cały dobytek, z naciskiem na komfortowo urządzoną sypialnię. W Lublinie ktoś chciał się umówić z rachmistrzem koniecznie przy wejściu do Ogrodu Saskiego, a w Chełmie – w kwiaciarni. – Po spisaniu 20 mieszkań nie umiałbym wskazać, gdzie widziałem antyczną komodę, a gdzie nowoczesny obraz – mówi Andrzej J. – Poza tym nie chcę iść do więzienia za złamanie tajemnicy statystycznej. Największym problemem były gryzące psy. Przypadki takie miały miejsce w Lublinie i Chełmie. W Zamościu pies pogryzł rachmistrzowi teczkę. – Niewielki, ale bojowy kundelek, ugryzł rachmistrza w rękę, poszarpał spodnie – mówi Bogusław Nowak, dyrektor urzędu statystycznego w Chełmie. Barbara Drapała, gminny komisarz spisowy w Tomaszowie Lubelskim twierdzi, że tylko w pięciu przypadkach ludzie odmówili rachmistrzom współpracy. Ulegli jednak perswazji. Podczas spisu rolnego najczęściej nie przyznawali się do posiadania gospodarstw i działek, twierdząc, że mają same ugory. Bożena Czyż, (ld), (gut)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama