Woda, las, powietrze i śmieci
Mieszkam w akademiku, to niby jestem przyzwyczajony do bałaganu i brudu - opowiada Sławek Raczyński, student UMCS z Chełma.
- Ale to, co jest tutaj, zdecydowanie przekracza moje zdolności adaptacyjne
- 05.08.2002 18:42

Sławek nad jezioro Firlej przyjechał w piątek. - Ze znajomymi. Na prawdziwe wakacje nie ma pieniędzy, więc się jeździ po jeziorach. Krasne, Białe, teraz Firlej. Sławka i jego znajomych spotkaliśmy w poniedziałek rano; przed namiotem. Spora część pola namiotowego była zalana wodą.
Pod każdym leży sterta śmieci. Duże kontenery na śmiecie stojące za domkami kempingowymi również do pustych nie należą. - Jestem tu od tygodnia i jeszcze nikt ich nie opróżnił - mówi Wioletta Madejczyk, nauczycielka z Radawczyka. - Już dawno są pełne, a my nie mamy gdzie śmieci wyrzucić.
Na środku pola, ok. 10 metrów od jeziora stoi zardzewiała \"przebieralnia” i 4 przenośne ubikacje. I rozgrzebany śmietnik, do którego dorwali się właśnie \"poszukiwacze skarbów”, czyli dwóch miejscowych młodzieńców zbierających puste butelki i puszki po piwie.
- Tu się cały czas sprząta - wyjaśnia pan Stanisław, który swoim żukiem codziennie wywozi worki ze śmieciami. - Zatrudnione osoby raz dziennie zbierają śmiecie do worków, a ja codziennie je wywożę. A najgorzej to jest właśnie teraz, po weekendzie, kiedy była dyskoteka. Większość ludzi to rzuca śmiecie byle gdzie. Wypije napój, to rzuci butelkę pod nogi i idzie dalej.
- Jestem tu dopiero jeden dzień i już mi się nie podoba - zaznacza Edyta Florek z Lublina, koleżanka pani Madejczyk.
Marcin Pruszko jest sprzedawcą w barze. - W poniedziałki zawsze to tak wygląda. Starsi ludzie to jeszcze dbają; nie śmiecą tak. Ale młodym to już wszystko jedno, czy tu będzie syf, czy nie. A na klientów knajpy to już się nie skarżę. Czasem ktoś piwo wyleje i tyle. No, jeszcze kiepują papierosy na podłodze.
Że brudzą goście zjeżdżający nad jeziora to dla wszystkich pracujących w barach, hotelach i kempingach jest jasne. - Ubikacja jest 20 metrów od plaży, a większość i tak idzie w krzaki nad wodą - mówi Ryszard, właściciel małej gastronomii nad jeziorem Rotcze.
Drugi problem to śmiecie: plastikowe butelki, puszki po piwie, papiery po kanapkach. W czasie weekendu śmietniki bardzo szybko się zapełniają, a opróżnia się je dopiero w poniedziałek. I bałagan gotowy. - Zresztą, niektórym nie chce się nawet podejść do śmietnika - zaznacza Stanisław Rytko, mieszkaniec Rogóżna. - W lesie najgorzej jest. Idzie taki turysta i wszystko wyrzuca.
Ale nie wszyscy narzekają na wczasowiczów. Anna Gąsior, nauczycielka w Lublinie prowadzi bar \"Złota Orfa” w ośrodku Związku Zawodowego Górników w kopalni Bogdanka nad jeziorem Rogóżno. - Owszem, ludzie to czasami brudasy i zostawią śmiecie pod stolikiem albo gumę przylepią, ale tu przyjeżdżają \"sami swoi” i jest bardzo porządnie. I kierownictwo bardzo dba o czystość. Śmiecie wywożone są na okrągło.
Faktycznie, kontener przy ośrodku był prawie pusty. - Wcześniej jeździłam prywatnie nad jezioro Łukcze i stamtąd wystraszyły mnie właśnie te przepełnione kontenery z górą śmieci - dodaje Anna Gąsior, razem z kucharką Marią Dolczuk porządkując \"Złotą Orfę”.
Adam Czułoś pracuje w lubelskim banku. - Co sobota biorę samochód, dziewczynę i jedziemy nad jezioro. Za każdym razem inne. Tydzień temu byliśmy nad Białym i... przeżyłem mały szok. W niedzielę ok. godz. 4-5 rano kończyły się wszystkie dyskoteki i zamykały puby. Chodniki tonęły w śmieciach i sprzątający używali czasami szufli do odśnieżania. Przy każdej knajpie stało po kilka worków ze śmieciami do zabrania. Plaże były zaśmiecone, ale najgorsze było molo. A dokładnie kilku młodych ludzi, którzy zwisali z niego, po tym, jak zwrócili kolację.
Normalka - przyznaje Sławek Raczyński. - To takie zamknięte koło. Jest brudno, to ludzie dalej brudzą bez oporów. Jakby nad jeziorami było czyściutko, to wtedy taki śmieciarz też by się zastanowił, zanim wyrzuciłby butelkę na ulicę.
Reklama
















Komentarze