Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Uratowali dzieci z płomieni

Nie mieli czasu żeby się bać. Liczyły się sekundy. W nocy z czwartku na piątek policjanci uratowali życie dzieciom uchodźców. Mówią, że to ich obowiązek
Uratowali dzieci z płomieni
Pierwsza poczuła dym Homa Amiri. Wybiegła z domu. Za nią mąż. W środku została trójka dzieci - 14-letni Kaihan, 10-letni Kanirzka i jego rówieśniczka - siostra Nozanin. Było tuż po północy. Sąsiad wezwał straż i policję. Jako pierwszy pojawił się radiowóz. Tej nocy patrol mieli sierż. Tomasz Borychowski i st. post. Łukasz Walo. - Na podwórzu było pełno ludzi - opowiada Tomasz Borychowski. - Ktoś krzyknął, że w środku są ludzie. Płomienie wychodziły już na zewnątrz. - Wybiliśmy okno - mówi Ł. Walo. - W środku, tuż przy nim, stała mała dziewczynka. Szybko ją wyciągnęliśmy. Była przerażona. Policjanci weszli do środka. Nic nie było widać. - Nie mogliśmy się rozdzielić, bo w każdej chwili jeden z nas mógł zasłabnąć - mówią. Kanirzkę wypatrzyli na łóżku. Spał przykryty kołdrą. Nic nie słyszał. Obudzony zaczął głośno płakać. Szybko znalazł się w bezpiecznych rękach. Wrócili po najstarszego. - Baliśmy się, że nie damy rady - mówią funkcjonariusze. Nie było czym oddychać. 14-latka znaleźli siedzącego na krześle. Był w szoku. Nie chciał wyjść. - Musieliśmy go siłą wypchnąć przez okno. Sierż. Borychowski słaniał się na nogach. Trafił do szpitala z objawami zaczadzenia. Dzisiaj prawdopodobnie wróci do domu. Pogorzelców umieszczono w domu pomocy społecznej. W Polsce są od 9 miesięcy. Uciekli przed talibami. Starają się o status uchodźcy. Dom w Łukowie wynajmowali. Żałują pieniędzy, które spłonęły. Twierdzą, że mieli 2 tysiące dolarów. Nie wiedzieli, że ich wybawiciel o mało nie przypłacił życiem akcji ratowniczej. Przy łóżku T. Borychowskiego pojawili się około godz. 13. Nasim Amiri, głowa rodziny, przyszedł podziękować policjantowi z najmłodszym synem. Wizytę w szpitalu złożył również insp. Henryk Rudnik, z-ca komendanta wojewódzkiego policji w Lublinie i burmistrz Łukowa. Policjanci dostaną nagrodę. - Jestem dumny z moich funkcjonariuszy - mówi podinsp. Józef Duszyński, z-ca komendanta powiatowego policji w Łukowie. - Nie zapomnieli o złożonej przysiędze. Przyczyną pożaru było najprawdopodobniej zwarcie instalacji elektrycznej. To nie pierwszy przypadek, kiedy policjanci z Łukowa uratowali życie człowiekowi. Przed rokiem funkcjonariusz z \"drogówki” reanimował ofiarę wypadku. W 2000 roku inny policjant wyciągnął z płonącego mieszkania mężczyznę. •

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama