Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama Obserwuj Dziennik Wschodni na Facebooku!

Targuj się kto może

Kupiliśmy pralkę, garnitur, okulary i ubranie. Dostaliśmy w sumie kilkaset złotych upustu. I chociaż nie udało się kupić taniej komputera, to wniosek jest jeden: w sklepach można się targować. I warto.
Negocjacje zaczęliśmy od salonu optycznego „Optical Center” w Lublinie. Wpadły nam w oko oprawki do okularów za 245 zł. – Właśnie takie chcę kupić – mówię do sprzedawcy. – Tylko ta cena... Może da się coś opuścić? – Możemy dać rabat 5 procent. Zapłaci pan 227 zł – ekspedient szybko wylicza końcową cenę. – Często proponujemy rabaty klientom, którzy o to pytają – wyjaśnia właściciel salonu, Sławomir Rokita. – Negocjować można zawsze, a upust zależy od ceny towaru i samego klienta. Jeżeli jest to stały klient albo robi drogie zakupy, to może liczyć na większy rabat. Ale nie wszędzie poszło nam tak gładko. W hipermarkecie „Real” nasza perswazja i argumenty na nic się zdają. Sprzedawcy nie chcą negocjować. – Ceny są ustalone centralnie i nie możemy ich zmieniać – wyjaśnia Kinga Jałowiec, dyrektor obiektu. – Obniżyć cenę można tylko na towar niepełnowartościowy. Próbujemy dalej. W sklepie ze sprzętem AGD „Ducat” na Choinach interesuje nas pralka za 1999 zł. Pytamy o gwarancję, różne detale i wreszcie o cenę. – Pralka nam się podoba, ale jest trochę za droga. Sprzedawca po namyśle obniża cenę do 1850 zł. Próbujemy zbić do 1800 zł. Bez rezultatu. – Ceny są ustalone przez producenta i nie możemy tak dowolnie nimi manipulować. Zdarza się, że producenci nie chcą potem współpracować z takimi sklepami – wyjaśnia sprzedawca. – A ostatnio wszyscy chcą się targować. Dwa lata temu to ludzie brali jak leci, a teraz 80 proc. klientów negocjuje cenę. Pralkę już mamy. Przydałby się samochód, żeby ja zawieźć do domu. W salonie PZM „Daewoo” przy al. Tysiąclecia interesujemy się matizem za 25 tys. – Jesteśmy już prawie zdecydowani. Ale trochę drogo. Kierownik salonu, Waldemar Rogulski, przekonuje nas, że cena i tak już zawiera rabat 7 tys. zł. – Auto ma centralny zamek i relingi dachowe za dużo mniejsze pieniądze niż normalnie. W końcu jednak udało się coś wytargować. Dostaniemy za darmo radioodtwarzacz. Nowy samochód wymaga odpowiedniego stroju, najlepiej szarego garnituru. W sklepie „Mirage” znajdujemy taki za 499 zł. Proponujemy 450 zł, potem 400 zł. Sprzedawca się zgadza. To może jeszcze jeden garnitur? I tu nasz największy sukces: za garnitur, który kosztował 399 zł, płacimy o 100 zł mniej. Gorzej było w sklepie z komputerami. Nie dość, że żaden sprzedawca się nami nie zainteresował, to na propozycje negocjacji odesłali nas na bazar. – Tu jest porządny sklep – stwierdził ekspedient. O negocjacjach mówi obowiązująca od 5 lipca ustawa o cenach. Jednak sklepy nie muszą z nami negocjować ceny. Nie mają takiego obowiązku, a klienci mogą kupić towar za cenę „półkową” albo poszukać innego sklepu. Co innego z towarami niepełnowartościowymi lub uszkodzonymi. W takim wypadku sprzedawca ma kategoryczny obowiązek obniżenia ceny.
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama