Niesportowe zagrywki
Arkadiusz Bratkowski, były poseł PSL i marszałek województwa, nie powinien spłacać z własnej kieszeni długów MKS Montex - uznał sąd. Tak wyrozumiały nie był już dla dwóch innych członków byłego zarządu klubu. M.in. dla Wioletty Lubereckiej, kapitana mistrzowskiej drużyny.
- 28.12.2005 20:44
Był koniec 2002 roku. MKS Montex, klub piłki ręcznej słynny w całej Polsce, tonął w długach. W listopadzie powstał nowy zarząd, który miał ratować zespół. Weszli do niego Leszek Dunecki, Paweł Wójciak oraz czterej społeczni członkowie: Luberecka, Bratkowski, Grzegorz Martychowiec i Jacek Iwanicki. Dunecki i Wójciak mieli zarządzać klubem, a członkowie społeczni przyciągać sponsorów. Ale długi były tak wielkie, że znacznie przewyższały wpłaty od sponsorów.
Zarząd zaczął się rozsypywać. Po kolei odchodzili jego członkowie. Przed rokiem każdy z nich otrzymał wezwanie do zapłaty zaległego podatku VAT za 2003 rok - w zależności od stażu w zarządzie od 30 do 120 tys. zł. Na przykład Bratkowski około 70 tys., Luberecka - 30 tys. zł. Za długi mieli odpowiadać swoim majątkiem solidarnie wszyscy członkowie zarządu - niezależnie czy brali za swoją pracę wynagrodzenie.
Postanowienia fiskusa cała szóstka zaskarżyła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie. 14 grudnia zapadły wyroki w trzech pierwszych sprawach. WSA oddalił skargę Lubereckiej i Martychowca. Uchylił natomiast decyzję fiskusa w sprawie Bratkowskiego. Teraz Izba Skarbowa musi się jeszcze raz nią zająć.
Skąd taka decyzja sądu? Nie wiadomo, bo nie jest jeszcze gotowe uzasadnienie wyroku. I to mimo że wczoraj minął 14-dniowy termin na jego sporządzenie. - Trzeba dołożyć jeszcze kilka dni na kwestie techniczne. Uzasadnienia można spodziewać się w najbliższych dniach - mówi sędzia Zdzisław Sadurski, wiceprezes WSA.
Były marszałek województwa wie jednak, dlaczego sąd potraktował go przychylnie. Twierdzi, że choć był członkiem zarządu, to faktycznie w nim nie działał. - Kamień spadł mi z serca, ale współczuję im wszystkim - mówi Bratkowski. - Ani ja nie zawiniłem, ani oni.
Luberecka i Martchowiec czekają na uzasadnienie. Zapewniają, że będą się odwoływać. Są rozżaleni i przerażeni. - Nie byłem ani posłem, ani marszałkiem. Jestem zwykłym przedsiębiorcą, który chciał pomóc najlepszej polskiej drużynie piłki ręcznej. Teraz mogę stracić przez to własną firmę - mówi Martychowiec (do zapłaty ma ok. 120 tys. zł).
- To jakaś absurd!... Do dzisiaj nie zobaczyłam zaległych wypłat za grę w drużynie. A muszę płacić za długi, na których powstanie i spłatę nie miałam żadnego wpływu - komentuje Luberecka.
Na decyzje sądu czekają jeszcze pozostali członkowie feralnego zarządu - Wójciak, Dunecki i Iwanicki. - Wyroków sądu się nie komentuje. Jednak czuję niesmak - mówi Iwanicki. •
Reklama
Komentarze