Harują ponad plan
Dają umowę o pracę na cząstkę etatu, a i tak wymagają pełnej dyspozycyjności. Do tego nie puszczają na urlopy i źle wyliczają zapłaty za nadgodziny. Takie są zastrzeżenia inspektorów pracy do szefów lubelskich hipermarketów. Nad handlowcami wciąż wisi też groźba bojkotu zapowiedzianego przez arcybiskupa Józefa Życińskiego
- 25.01.2006 21:20
Okręgowa Inspekcja Pracy w Lublinie podsumowała kontrole minionego roku w trzech lubelskich hipermarketach. Inspektorzy sprawdzali m.in. bezpieczeństwo, czas pracy i terminowość wypłat. - Jest troszkę lepiej, ale tylko w niektórych obszarach. Na pewno nie można powiedzieć, że generalnie jest dobrze - ocenia Halina Proskura, okręgowy inspektor pracy w Lublinie.
Najgorzej wygląda sprawa czasu pracy. Markety nie prowadzą właściwej ewidencji, a jeśli nawet, to nierzetelnie i nie na bieżąco. 266 osób w Realu, 370 w Leclercu przy ul. Zana i 15 w Tesco miało źle prowadzoną ewidencję czasu pracy. A w konsekwencji nieprawidłowo naliczane wynagrodzenia za godziny nadliczbowe i pracę w niedziele. - Zależy mi na tej pracy, bo innej nie znajdę. Ile pracuję? Tyle, ile trzeba - ucina kasjerka w Leclercu.
Szefowie marketów podpisują umowy najczęściej na cząstki etatów. Mimo to wymagają pełnej dyspozycyjności. Efekt jest taki, że aż 141 niepełnoetatowych pracowników Leclerca pracowało dłużej niż wynikało to z ich umów o pracę. Podobna sytuacja dotyczyła 25 osób w Tesco. 25 pracownikom Leclerca inspekcja kazała zwiększyć wymiar zatrudnienia do godzin faktycznie świadczonej pracy.
Nie lepiej wygląda wykorzystanie urlopów wypoczynkowych. Niechlubnym liderem znów okazał się Leclerc - 114 pracowników miało w sumie 1215 dni zaległego urlopu (ponad 10 dni na osobę). Jeśli chodzi o bezpieczeństwo pracy, też jest wiele do poprawienia. Pracownicy przewozili zbyt ciężkie towary i obsługiwali urządzenia, do czego nie mieli uprawnień. Ale są też dobre sygnały. Inspektorzy PIP przyznają, że hipermarkety nie zatrudniają na czarno i płacą pensje w terminie. Stosują sie też do zaleceń pokontrolnych.
Przestrzeganiu praw pracowniczych w dużych sklepach wciąż przygląda się lubelska kuria. W czerwcu ubiegłego roku abp Życiński nazwał system pracy w hipermarketach żenującą formą wyzysku i zwykłą dżunglą. Zapowiedział, że jeśli ta sytuacja się nie poprawi, będzie apelował do wiernych o bojkotowanie hipermarketów.
Zapowiedź ta, choć minęło wiele miesięcy, nie została oficjalnie odwołana. Jakie jest dzisiaj zdanie lubelskiego metropolity? - Stanowisko Kościoła w tej kwestii pozostaje niezmienne - będziemy bronić ludzi przed każdą formą wyzysku - zapowiada ks. Mieczysław Puzewicz, rzecznik metropolity. - Arcybiskup podczas wizytacji parafii zawsze prosi, by sygnalizować wszelkie nieprawidłowości. I przede wszystkim apeluje do szefów hipermarketów o ludzkie traktowanie. Więcej człowieczeństwa w kapitalizmie. Nie można osiągać zysków kosztem ludzi. W dodatku tych najsłabszych. •
Reklama
Komentarze