Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pułapki na ludzi

W śląskiej hali targowej szwankowały wyjścia ewakuacyjne. Prawdopodobnie m.in. dlatego zginęło tak wielu ludzi. Szefów niektórych lubelskich instytucji niczego to nie nauczyło. Twierdzą, że u nich jest świetnie. A nie jest.
– Gdziekolwiek by pan stał w tym budynku, w zasięgu pana wzroku musi być tabliczka wskazująca drogę ucieczki – mówi Tomasz Baran z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej. To zielona tabliczka z białą strzałką. Wczoraj poszukaliśmy ich w kilku lubelskich urzędach. Najgorzej jest w Pierwszym Urzędzie Skarbowym. Tam jest tylko jedna strzałka na cały, trzypiętrowy budynek. Choć przez gmach przewijają się codziennie tysiące ludzi. – Oznakowanie jest w miarę dobre. Pilnujemy tego na bieżąco. Sam oglądałem dzisiaj budynek. Byłem nawet na dachu. Poza tym, na dole jest pracownik ochrony, który w razie potrzeby wszystkich sprowadzi – zapewnia Wojciech Majczyna, naczelnik urzędu. Kiedy ostatnio oglądał znaki przeciwpożarowe? – Dzisiaj w południe prosiłem o to jednego z pracowników. Co stwierdził? Nie wiem, spytam go. Błądzić będą ci, którzy zechcą znaleźć wyjście ewakuacyjne z głównego gmachu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Na pierwszym piętrze udało się nam znaleźć jedną tabliczkę. Niedaleko gabinetu rektora. Lepiej oznakowane były schody. Za to tabliczek „zakaz palenia” uczelnia nie poskąpiła. – Według mojej wiedzy wszystko jest w porządku. Nasze służby stale to sprawdzają – zapewnia Antoni Opozda, zastępca dyrektora administracyjnego KUL. Ale nie chce komentować tego, że oznaczeń jest za mało. Kiedy ostatnio dostał informację o bezpieczeństwie budynku? – Ja się takim egzaminom nie poddaję. Zresztą mam zakaz udzielania informacji. Proszę rozmawiać z rzecznikiem uczelni. – Nie wiem, dlaczego dyrektor odsyła pana do mnie. Ja mam przekazywać informacje wychodzące od rektora – dziwi się Beata Górka, rzecznik KUL. Ale obiecuje, że za kilka godzin będzie gotowa do rozmowy. I jest: – Wszystko jest zgodne z normami. Straż pożarna nigdy nie miała do nas zastrzeżeń. W pomieszczeniach Teatru w Budowie strzałek trzeba było dobrze szukać. Bo było ich mało i wisiały ponad dwa metry nad podłogą. A powinny być przyklejone na linii wzroku. W Ratuszu oznakowana była tylko droga ucieczki... z barku. Tabliczka z napisem „wyjście ewakuacyjne” sterczy wetknięta niedbale za framugę nad drzwiami. Najłatwiej trafić do wejścia w gmachu Urzędu Wojewódzkiego przy ul. Spokojnej. Trudniej wyjść. Za drzwiami oznaczonymi jako ewakuacyjne jest niewielkie pomieszczenie służące jako palarnia. A w nim drugie drzwi na zewnątrz budynku. Zamknięte i zakratowane. A gdzie klucz? – W portierni. Drzwi są zamknięte, bo się z nich nie korzysta – wyjaśnia Adam Puton z Zakładu Obsługi Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego, który administruje budynkiem. • A jeśli nie będzie można dojść do portierni? – Można też zakładać, że na budynek spadnie bomba atomowa i nikt nie przeżyje. Nie zakładamy, że tak będzie. • A nie przydałaby się kartka, żeby ludzie wiedzieli, gdzie jest klucz? – Pracownicy są przeszkoleni i wiedzą, skąd go wziąć. • A skąd mają to wiedzieć interesanci? – Powinni podążać za pracownikami – odpowiada Puton. Sprawdziliśmy w straży pożarnej. – Nie ma mowy o żadnym kluczu. Trudno sobie wyobrazić, by spanikowana osoba trafiła do zamka w drzwiach. One mają być zamknięte w sposób umożliwiający natychmiastowe otwarcie – mówi strażak Tomasz Baran. Po naszej wizycie urząd obiecał poprawę. – Z polecenia wojewody wszystkie wyjścia będą otwarte. A zastępca dyrektora Zakładu Obsługi zostanie ukarany upomnieniem – poinformował po południu Piotr Kowalczyk, rzecznik wojewody.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama