Reklama
Nie czekaj z odszkodowaniem za koziołka
Jeśli zmarzłeś w mieszkaniu, fiknąłeś koziołka na lodzie, jeśli Twój samochód zmiażdżyła czapa śniegu spadająca z dachu budynku - możesz żądać odszkodowania. Także wtedy, gdy z powodu zasp na drodze czy niemożności uruchomienia silnika autobusu nie dojechałeś na czas (lub w ogóle) do pracy.
- 01.02.2006 19:53
Tęgi mróz nie zawsze tłumaczy administratorów śliskich chodników czy źle działającej komunikacji. Choć często próbują uniknąć odpowiedzialności, wykręcając się \"siłą wyższą”, czyli np. nadzwyczajnymi warunkami pogodowymi.
Od administratora lub właściciela budynku możesz dochodzić odszkodowania za straty materialne i moralne poniesione z powodu upadku. Przecież zawsze ktoś jest odpowiedzialny za właściwy stan chodnika... Jeżeli śnieg i lód nie są sprzątnięte, za skutki fiknięcia przez Ciebie koziołka odpowiada ten, kto powinien oczyścić teren.
Odszkodowania dochodzić można nie tylko za złamaną nogę czy rękę, ale nawet za potłuczenia, zniszczone ubranie, koszty leczenia i utracone z powodu wypadku zarobki (np. w wyniku niezdolności do pracy). Możesz walczyć także o pieniądze za cierpienia psychiczne, czyli o tzw. zadośćuczynienie.
Warto zgromadzić jak najwięcej dowodów potwierdzających szkodę i jej rozmiary. Zapisz imiona, nazwiska, adresy, telefony kontaktowe świadków Twojego nieszczęścia. Zbierz na piśmie ich oświadczenia oraz oświadczenia osób zamieszkujących w pobliżu. Doskonałym dowodem będą również zdjęcia z miejsca zdarzenia.
Dobrze jest wezwać policję lub strażników miejskich. Dowodem może też być notatka policyjna z miejsca zdarzenia. Świadkiem będzie również lekarz z karetki, jeżeli została wezwana na miejsce wypadku. Musisz też określić rozmiary szkody.
Nie zwlekaj z dochodzeniem odszkodowania. Możesz wystąpić do sądu z roszczeniem, ale najpierw zawiadom o szkodzie towarzystwo ubezpieczeniowe, w którym masz wykupioną polisę. Takie zawiadomienie jest podstawą do ubiegania się o pieniądze. Jeśli właściciel chodnika, na którym się przewróciłeś, jest ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej (ma ubezpieczenie OC), o wypadku zawiadom też jego towarzystwo ubezpieczeniowe.
Jeśli nie chcą Ci uznać racji albo proponują zbyt niskie Twoim zdaniem odszkodowanie - idź do sądu.
- Poślizgnięcia, złamania nóg, rąk - takich spraw prowadzimy teraz najwięcej - przyznaje Anna Słowek z lubelskiej firmy Auxillia, trudniącej się ściąganiem odszkodowań od opornych ubezpieczycieli. Za takie wypadki można wywalczyć od kilku do nawet kilkuset tysięcy złotych odszkodowania.
O odszkodowanie możesz walczyć również wtedy, gdy uważasz, że Twoje mieszkanie jest niedogrzane.
- Jeśli dostawca w umowie zobowiązał się, że zapewni nam ciepło czy energię elektryczną, to ma obowiązek zobowiązanie to wykonać - mówi Aleksander Daszewski, radca prawny w Biurze Rzecznika Ubezpieczonych. - Ale może się okazać, że w umowie znajduje się zastrzeżenie (wyłączenie), że z powodu tęgich mrozów odpowiedzialność za szkody ulega ograniczeniu. Trzeba przyznać, że zarówno dostawcy ciepła, jak i elektryczności zwykle w taki sposób konstruują umowy, aby w tego typu \"ekstremalnych” sytuacjach nie ponosić odpowiedzialności i nie wypłacać odszkodowań.
W Lubelskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej zapewniają, że nawet podczas ostatnich dużych mrozów kłopotów nie było, a odbiorcy nie informowali o przerwach w dostawie ciepła. Ale za ewentualne niedogrzanie mieszkania przewidują upusty dla klientów. - Stosujemy bonifikaty w razie niedostarczenia takiej ilości ciepła, jaka wynika z umowy - mówi Piotr Krzysztof Kuty, rzecznik LPEC.
Jeśli w domu czy w mieszkaniu jest zimno, najlepiej zgłosić to osobiście lub telefonicznie do dostawcy ciepła lub administratora budynku (np. spółdzielni mieszkaniowej) i żądać przyznania upustu w opłatach za ciepło. Można też wysłać wniosek na piśmie pocztą, ale to trwa dłużej. W tym czasie na dworze może zrobić się cieplej i nasze żądanie z góry skazane będzie na niepowodzenie. Bo aby przyznać nam upust, dostawca ciepła musi sprawdzić, czy żądanie jest zasadne.
Gorzej jest z przewoźnikami. Zgodnie z prawem przewozowym, jeśli niewykonanie usługi spowodowane jest siłą wyższą (czyli tęgim mrozem), dochodzenie odszkodowania może być karkołomne, a nawet niemożliwe.
- Ostatnie opóźnienia autobusów nie były uzależnione od naszej firmy - rozkłada ręce Stanisław Wojnarowicz, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Lublinie. - Zamarzały układy silnikowe.
Ale nie poddawaj się. Jeśli za oknem jest minus 7 stopni mrozu, to nie jest to żadna anomalia pogodowa. Wtedy nic nie stoi na przeszkodzie, żeby walczyć o swoje za to, że autobus przyjedzie opóźniony albo nie przyjedzie w ogóle. Szczególnie wówczas, gdy masz bilet miesięczny i przewoźnik jest z Tobą związany umową. Za niedotrzymanie umowy można walczyć o odszkodowanie na drodze cywilnego postępowania w sądzie.
Aleksandra Typiak
Reklama
Komentarze