Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pozorna Inspekcja Pracy

Bez wymaganych zabezpieczeń pracowały wczoraj ekipy odśnieżające dach hipermarketu Leclerc przy ul. Zana w Lublinie. Na dowód mamy zdjęcia. Ale inspekcja pracy twierdzi, że wszystko przebiegało prawidłowo.
Poruszenie na dachu zapanowało w środę, gdy nadzór budowlany stwierdził, że leży tam za dużo śniegu. - Od 50 do 150 centymetrów - informowała Elżbieta Izdebska z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego i zagroziła zamknięciem obiektu. Na oczyszczenie dachu inspektor dała czas do czwartku do godz. 10. O godz. 11 Witold Laskowski z Komendy Miejskiej Policji poinformował nas: Oczyszczone jest 70 procent dachu. Po chwili jesteśmy przy Leclercu. Kilkudziesięciu mężczyzn uwija się jak w ukropie, zbierają śnieg na wielkie płachty, ciągną je na krawędź dachu i zrzucają śnieg na dół. Nie wszystko chce spaść, więc pomagają sobie nogami. Nie ubezpieczają ich żadne liny. Choć powinny. Dzwonimy do Państwowej Inspekcji Pracy. Były jakieś kontrole? - Na miejscu był inspektor Dziedzic. Zapytam, co ustalił. Proszę dzwonić za kilka minut - mówi Zdzisław Sieklucki, zastępca okręgowego inspektora pracy. Czekamy. Robotnicy nadal pracują bez zabezpieczenia. Kolejny telefon do inspekcji. - Inspektor był i niczego nie stwierdził. Ale mieliśmy telefony ze skargami. Jedziemy ponownie - mówi Sieklucki. Dochodzi godzina 12. Kilkakrotnie dzwonimy z pytaniem o wyniki kontroli. - Roboty zostały wstrzymane. Robotnicy przy krawędziach nie mieli lin asekuracyjnych - stwierdza Sieklucki po godz. 13. Ale już po godz. 15 dostajemy inną odpowiedź. - Nie wstrzymywaliśmy robót. Wszystko przebiega prawidłowo. Dach oczyszczają wynajęte firmy. Ich pracownicy mieli zabezpieczenia - mówi Wojciech Dziedzic, który kontrolował Leclerca. • Jakie zabezpieczenia? Byliśmy na miejscu, ci ludzie nie mieli żadnych lin. Mamy zdjęcia. - A o której godzinie byliście? • Obserwowaliśmy to do południa. - Nie wiem, czy już tam byłem. Zapewniam, że wszystko jest w porządku. • Nikogo nie ukaraliście? - Były kary. Nie mogę powiedzieć dla kogo. Kilka minut później do redakcji dzwoni inspekcja pracy. Jakaś kobieta łączy rozmowę z Dziedzicem. - Co do tych zdjęć, to byłem po godzinie 13. Wtedy na dachu nie było nikogo, trwała przerwa. Po niej jedna z ekip zapomniała się zabezpieczyć. Ta firma nie oczyszcza już dachu. Będzie ukarana, ale nie mogę jej namierzyć - zapewnia inspektor. - A uprzęże mogą być niewidoczne, bo oni są grubo ubrani. Sam myślałem, że są bez zabezpieczeń. • Uprząż może być trudno widoczna. Ale nie lina. A lin nie było. - Oni mają liny. Pilnuje tego ochrona hipermarketu. Ma to sprawdzać co godzina. Tuż przed zmierzchem ponownie oglądaliśmy dach Leclerca. Ludzie pracowali bez zabezpieczeń.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama