Bo jeszcze nikt nie zginął
Rozchwiany komin w każdej chwili może runąć, zabijając ludzi. Ruderę, z której wyrasta, po kawałku wynoszą zbieracze złomu. Właściciel posesji ociąga się z rozbiórką, wodząc za nos urzędników. Nadzór budowlany sam może rozebrać śmiercionośną ruinę. Ale dotąd tego nie zrobił. Zasłania się procedurami.
- 09.02.2006 19:48
\"Obcym wstęp wzbroniony. Budynek grozi zawaleniem”. Tylko ten napis na murze broni dostępu do ruin dawnej pralni przy ul. Farbiarskiej. Na miejscu dwóch mężczyzn wykuwa ze ścian stalowe elementy. - Jeszcze trochę jest tu tego do wyciągnięcia - mówi jeden ze zbieraczy złomu. I zabiera się do pracy. A mur drży od miarowych uderzeń. - Czy się boimy? O to pytajcie innych.
Innych, czyli sąsiadów rudery. Tu strach sięga tak daleko, jak daleko upaść może rozchwiany stalowy komin. - Może dziś, może jutro. Cud że stoi - mówi pani Maria, mieszkanka tej dzielnicy. Wyburzenie komina \"w najbliższym czasie” nadzór budowlany obiecywał Dziennikowi już w listopadzie 2004 roku. Wydał nakaz rozbiórki. Właściciel posesji wcale się tym nie przejmuje. Co dalej?
Rozbiórkę można przeprowadzić przymusowo. W takim przypadku prace zleca nadzór budowlany i to on za nie płaci. A kosztami obciąża później właściciela posesji. Ale do tej pory nic takiego nie nastąpiło.
- Trzeba ogłosić przetarg na takie prace. Musimy jeszcze poprosić wojewodę o pieniądze na ten cel. Bo my ich nie mamy - wyjaśnia Elżbieta Izdebska z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Komin musi cierpliwie czekać, aż urzędnicy uporają się z formalnościami.
- Przekazaliśmy ministrowi transportu i budownictwa swoje propozycje zmian w prawie budowlanym. I kilku innych ważnych ustaw. Rząd ma się tym zająć w przyszłym tygodniu - mówi Danuta Kossobudzka, rzecznik Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego. Liczy między innymi na to, że do zlecenia wykonania przymusowej rozbiórki nie będzie już trzeba organizować przetargów. A są z nimi problemy. Bo firmy budowlane nie garną się do takich zleceń. •
Reklama
Komentarze