Reklama
Lekarze na bani bez kary
Pijany doktor z Lubartowa nie przyczynił się do śmierci pacjenta – stwierdził biegły z Krakowa. A to oznacza, że medyk uniknie odpowiedzialności karnej.
– Zastanawiamy się, co teraz w tej sprawie możemy jeszcze zrobić – bezradnie rozkłada ręce Andrzej Kopieniak, szef Prokuratury Rejonowej w Lubartowie. – Bo na podstawie takiej opinii lekarskiej nie można lekarza oskarżyć.
- 23.02.2006 19:53
Jerzy K. był zastępcą ordynatora oddziału chirurgii szpitala. W kwietniu ub. roku na jego oddział trafił ponad 80-letni Kazimierz Moczarski z Łukówca (w gminie Firlej). Stan chorego zaczął się pogarszać. – Widać było, że ojciec słabnie z minuty na minutę, a lekarz i pielęgniarki tylko przychodzili i włączali i wyłączali aparaturę – relacjonował nam następnego dnia syn zmarłego.
Rodzina opowiadała nam również, że lekarz na nią pokrzykiwał. Moczarscy wyczuli od niego alkohol. Wezwali policję. Alkomat pokazał ponad promil alkoholu.
Szpital rozwiązał z doktorem umowę o pracę. Prokuratura postawiła mu zarzut narażenia na niebezpieczeństwo życia i zdrowia pacjenta. I wysłała akta do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. Opinia nadeszła kilka dni temu.
– Biegły ocenił, że lekarz zabiegi wykonywał prawidłowo, a to, że był pod wpływem alkoholu nie miało wpływu na to, co robił – mówi prokurator Kopieniak.
Okazuje się też, że doktor K. już po kilku miesiącach wrócił do pracy w lubartowskim ZOZ. Marek Wójtowicz, były już dyrektor tamtejszego ZOZ, zatrudnił go w przychodni. – To dobry fachowiec, ponad stu pacjentów podpisało się pod apelem, żeby wrócił do pracy – tłumaczy były dyrektor. – Pół roku bez pracy to wystarczająca dolegliwość za to, co zrobił.
Marian Moczarski, syn zmarłego, od Dziennika dowiedział się o kontrowersyjnej opinii biegłego: Ręce opadają, po prostu szkoda słów.
To nie pierwsza taka sytuacja. W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o opinii lekarskiej w sprawie pijanej lekarki z puławskiego pogotowia. W listopadzie 2004 roku Grażyna S., jeździła karetką z pacjentem chorym na serce. Alkomat pokazał, że miała 2,3 promila alkoholu. W tym przypadku biegły również stwierdził, że nie spowodowała zagrożenia dla chorego.
– Musieliśmy sprawę umorzyć – mówi Małgorzata Szyszka, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Puławach. – Zastanawiamy się jeszcze, czy możemy wystąpić do sądu z wnioskiem o ukaranie za wykroczenie z powodu przebywania w pracy pod wpływem alkoholu.
Już w ubiegłym tygodniu zainteresowaliśmy problemem bezkarności pijanych lekarzy Ministerstwo Sprawiedliwości. Otrzymaliśmy tylko mgliste obietnice zajęcia się sprawą.
Reklama
Komentarze