Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nie ukrywaliśmy ptasiej grypy!

To absolutna nieprawda i krzywdzące oskarżenia. Nie wiem, komu zależy na tym, żeby nas oczernić - tak Tadeusz Wijaszka, dyrektor Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach komentuje wczorajsze doniesienia \"Gazety Wyborczej”.
Według \"GW” już w sobotę Wijaszka wiedział, że toruńskie łabędzie były zarażone najgroźniejszą odmianą wirusa ptasiej grypy i telefonicznie poinformował o tym głównego lekarza weterynarii, Krzysztofa Jażdżewskiego. \"W resorcie rolnictwa zaczęła się gorączkowa narada. Ostatecznie ktoś (Krzysztof Jażdżewski lub sam minister - tego nie wiemy) zadzwonił do doktora Wijaszki z prośbą, by odciął ostatni człon z nazwy wirusa i na razie poinformował oficjalnie, że laboratorium wykryło wirusa H5” - napisała Gazeta, która sugeruje, że być może chodziło o lepsze przygotowanie się sztabu kryzysowego do odparcia ewentualnej paniki, jaka mogła wybuchnąć w Toruniu jeszcze w sobotę. O tym, że odkryto tam najbardziej zjadliwą odmianę wirusa - H5N1- minister rolnictwa poinformował w poniedziałek. - Z ministrem rolnictwa rozmawiałem tylko raz, kilka miesięcy temu. Z panem Jażdżewskim kontaktujemy się codziennie, ale nigdy nie usłyszałem od niego sugestii, by wstrzymać informację o pojawieniu się w Polsce szczepu wirusa ptasiej grypy H5N1. Od rewelacji \"GW” odcięło się także ministerstwo rolnictwa. (am, pap)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama