Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Katastrofa helikoptera

Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego rozbił się wczoraj w podlubelskim Radawcu. Na pokładzie był tylko pilot. Doznał lekkich obrażeń. Ale skutki wypadku są poważne. Lubelszczyzna została bez powietrznej karetki
Piątek, godzina 18.30, Radawiec. Baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Śmigłowiec Mi-2 Plus wzbija się w powietrze. Warunki są trudne, pada drobny, ale bardzo gęsty śnieg. Na wysokości ok. 70 metrów powietrzna karetka wpada w śnieżną chmurę. Pilot traci panowanie nad maszyną i helikopter spada na skraj trawiastego lotniska, ok. 100 metrów od zabudowań, po czym staje w ogniu. Pilot w porę wydostaje się z maszyny. Mężczyzna miał wiele szczęścia. – Stoi na własnych nogach, jest poobijany, ale niczego sobie nie złamał – mówi Grzegorz Prokop z izby przyjęć Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy al. Kraśnickiej w Lublinie. – Pilot zostanie na obserwacji. Feralny lot miał być lotem treningowym. – Chodzi o utrzymanie uprawnień pilota. W tym celu co jakiś czas trzeba wykonywać także loty nocne – wyjaśnia Robert Gałązkowski, rzecznik pogotowia. Za sterami siedział doświadczony pilot. Śmigłowiec został wyprodukowany w 1975 roku. – To jedna z tych maszyn, które chcemy wymieniać – dodaje rzecznik. Mi-2 ratuje życie osób poszkodowanych w ciężkich wypadkach, gdy liczy się każda minuta. Śmigłowiec z Radawca wykonywał średnio 20–30 takich lotów miesięcznie. Przynajmniej przez tydzień Lubelszczyzna zostanie bez powietrznej karetki. Rozbity helikopter był jedyną sprawną maszyną w naszym regionie. – Teraz nie mamy czym go zastąpić – przyznaje rzecznik LPR. Jak prędko uda się znaleźć inną maszynę? Jedyny w Polsce rezerwowy śmigłowiec pracuje teraz w Warszawie. Zastępuje agustę, która przechodzi przegląd techniczny. – Jego zakończenie to kwestia kilku dni. Rozbity śmigłowiec został wyprodukowany w PZL-Świdnik. – Dopóki nie poznamy ustaleń komisji, która zbada tę sprawę, trudno mówić o przyczynach tragedii – mówi Jan Mazur, rzecznik PZL-Świdnik. – Z dużym prawdopodobieństwem można jednak wykluczyć wadę produkcyjną. Może przyczyną była pogoda? Może wiek maszyny? Chociaż z drugiej strony Mi-2 mogą latać bez problemów nawet 30 lat.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama