Reklama
Zgubiło go zdjęcie z Tomem Cruisem
Dariusz Chwedczuk, bialczanin poszukiwany listem gończym i europejskim nakazem zatrzymania, został schwytany we Francji. Zaszkodziła mu popularność, którą zyskał jako kierowca gwiazd ekranu, takich jak Tom Cruise. Spokoju pozbawił się sam. Grozi mu 12 lat więzienia.
- 02.06.2006 20:39
Biała Podlaska, 15 kwietnia 1998 r. Dariusz Chwedczuk napada na policjanta. Zadaje cios w twarz, obezwładnia go i rabuje pistolet wraz z amunicją. Tej samej nocy kradnie motocykl. Po krótkiej przejażdżce porzuca uszkodzony motor. Niedługo potem broń odnajduje się w koszu na śmieci.
Prokuratura wszczyna śledztwo, ale Chwedczuka nie ma. Sąd każe go aresztować. Ale gagatek wciąż się ukrywa. Gdzie? Podobno w Wielkiej Brytanii. Śledczy zdobywają europejski nakaz zatrzymania. Później nadchodzi kolejna wiadomość: podejrzany jest w USA.
Nowy Jork, 1998 r. Chwedczuk chwyta się różnych zajęć. Pracuje jako barman, później zostaje kierowcą w firmie z limuzynami do wynajęcia.
W 2006 roku postanawia rozkręcić własny interes w tej branży. Kupuje maybacha, auto warte w Polsce milion złotych. Klientów ma nie byle jakich, wśród nich jest słynny aktor Tom Cruise. Polak prosi go o wspólne zdjęcie. - Bardzo się cieszę. Mam świetną pamiątkę - mówi później Dariusz Chwedczuk. Ale to zdjęcie wpędza go w kłopoty.
Uradowany Chwedczuk niesie fotkę do nowojorskiej gazety polonijnej \"Nowy Dziennik”. I chwali się swymi klientami. - Jechał ze mną aktor Willem Dafoe, modelka Kate Moss i parę innych osób, które wcześniej widziałem jedynie w kolorowych pismach albo w kinie - wyznaje gazecie. A redakcja poświęca mu 6 maja 2006 roku całą stronę, opisując go jako człowieka sukcesu. Tekst zdobi zdjęcie: Chwedczuk i Cruise.
Lublin, 9 maja. - Nie mamy wątpliwości. Człowiek z fotografii w gazecie to ten sam, którego zdjęcie mamy w liście gończym - mówi Janusz Wójtowicz, rzecznik lubelskiej policji. Dzień później ścigany Dariusz Chwedczuk uśmiecha się z pierwszej strony Dziennika Wschodniego. Prawdziwe oblicze Polaka opisuje też nowojorski \"Daily News”. A Chwedczuk już wie, że grunt pali mu się pod nogami. Znika: nie ma go w domu ani firmie. Jego telefon milczy.
Francja, 1 czerwca. Na tym terenie europejski nakaz zatrzymania wystarczy, by schwytać przestępcę. Bialczanin wpada w ręce francuskiej policji. Francuzi sprawdzają, jak znalazł się w ich kraju i po co przyjechał.
- Francuski sąd wyda postanowienie w sprawie przekazania go do Polski. Samolotem zostanie dostarczony do Warszawy. Niedługo otrzymamy w tej sprawie oficjalne dokumenty - powiedział na wczoraj Jacek Drabarek, zastępca prokuratora okręgowego w Lublinie.
Później Chwedczuk trafi przed oblicze prokuratora w Białej Podlaskiej. Czekają na niego trzy zarzuty: napaść na policjanta, zabór mienia i posiadanie broni bez zezwolenia. Grozi za to 12 lat więzienia. •
Reklama













Komentarze