8,8 mln zł długu darował prezydent Białej Podlaskiej firmie, która przez lata mamiła wizjami budowy lotniska. Zrobił to wbrew prawu. Decyzję cofnął dopiero po interwencji wojewody.
Rafał Panas
04.06.2006 20:38
Właśnie teraz miała się kończyć budowa olbrzymiego centrum rozrywkowego pod Białą Podlaską. Robotnicy powinni budować pas startowy, stawiać ogrodzenie wokół toru dla bolidów Formuły 1, w pocie czoła wznosić park rozrywki i Disneyland. Niestety, inwestycja kończy się w 2006 roku, ale tylko w umowie spisanej przez władze Białej Podlaskiej ze spółką Epit & Korporacja Rozwoju Wschód-Zachód. Jej prezesem był turecki przedsiębiorca Vahap Toy.
Jednak firma Toya nie inwestowała, a jej dług za ok. 74 hektary dzierżawione od Skarbu Państwa urósł do 8,8 mln zł. Dwa lata temu Andrzej Czapski, prezydent Białej Podlaskiej, rozwiązał umowę z Epit&KRWZ. A kilka miesięcy później umorzył jej zaległości. Główny argument: komornik stwierdził, że firma nie prowadzi działalności i ma puste konta. Sęk w tym, że prezydent zadziałał wbrew przepisom. Taki dług może umorzyć tylko wojewoda.
Sprawę ujawniła Najwyższa Izba Kontroli w opublikowanym właśnie raporcie o tym, jak gospodaruje się majątkiem Skarbu Państwa. Wymieniła również cztery inne nielegalne umorzenia w Białej.
Choć nie ma dowodów na korupcję, to w ogólnokrajowym raporcie NIK stwierdza: \"to przykład mechanizmu korupcjogennego, polegającego na dowolności postępowania urzędników”.
- To absurd podejrzewać nas o korupcję. Popełniłem po prostu błąd prawny. W protokole pokontrolnym z NIK, który dostaliśmy, nie ma ani słowa o korupcji. Nie wiem dlaczego taka interpretacja znalazła się w ogólnokrajowym raporcie - mówi Andrzej Czapski. Dodaje, że dług jest wirtualny i nie sposób go ściągnąć.
Po interwencji wojewody prezydent Białej Podlaskiej odwołał swoją decyzję. Ale później wystąpił do wojewody o umorzenie zaległości. Sprawa czeka na decyzję.
Komentarze