Powtórka z Korei
Na trybunach w Gelsenkirchen zasiadło tylu polskich kibiców, że \"biało-czerwoni” powinni czuć się jak u siebie w domu. Mimo dopingu wiernych fanów nie było powtórki z Barcelony, kiedy o trzy bramki okazaliśmy się lepsi, lecz w \"piłce wodnej”. Na normalnej murawie był to zupełnie inny mecz, inny przeciwnik i jakże różna gra polskiego zespołu.
- 09.06.2006 23:32
Jaki był pomysł Pawła Janasa na ekwadorskie \"Kondory”? Ustawienie sprawdzone w meczu z Chorwacją, z dwoma defensywnymi pomocnikami, zabezpieczającymi środek pola i osłaniającymi rozgrywającego Mirosława Szymkowiaka. Podobne rozwiązanie zastosował w 1974 r. Kazimierz Górski i na tym podobieństwa do jego medalowej ekipy się kończą. Za Górskiego od Polaków gry w piłkę uczył się niemal cały świat, obecnie to my musimy uczyć się od... Ekwadoru.
\"Biało-czerwoni” zaczęli dobrze. Udana gra w odbiorze piłki, niestety, nie przekładała się na jakiekolwiek rezultaty w ataku. Zabrakło umiejętności wygrywania pojedynków jeden na jednego i stworzenia przewagi liczebnej pod bramką Mory. Skoro nie udało się rozbić Latynosów kombinacyjnymi akcjami, należało przynajmniej spróbować strzałów zza pola karnego. Niestety, uderzeń z dystansu nie było, podobnie zresztą jak tych z bliska. Dość powiedzieć, że przez 45 min Polacy nie stworzyli żadnej klarownej sytuacji.
Ekwadorczycy przeczekali nieudolne szarże i uderzyli pierwsi. W 24 min Carlos Tenorio ograł polską obronę i posłał piłkę do siatki. Kondor rozpoczął lot, Orzeł... pikował, z każdą minutą, coraz niżej. Cztery minuty później powinno być już 2:0 dla Ekwadoru. Nie lada problemem dla naszej defensywy okazał się rzut z autu, po którym Tenorio z dziecinną łatwością wjechał w pole karne. Na szczęście Delgado pomylił się z 5 m.
Po zmianie stron Polacy zagrali śmielej. Wystarczyło przyśpieszenie tempa, by zakotłowało się pod bramką Mory. Piłkarze Janasa wypracowali sobie sytuacje strzeleckie. W najlepszej Szymkowiak składał się do strzału prawie 3 sekundy, aż obrońca zdążył go zablokować, podobnie jak i \"Żurawia”. \"Biało-czerwoni” naciskali, ale bez rezultatu. Zmianę jakości w grze wprowadził po przerwie Jeleń i zmiana ustawienia na 4-4-2.
Ekwador był lepiej przygotowany do tego spotkania. Latynosi wygrywali pojedynki biegowe i choć sami nie stwarzali wielu sytuacji pod bramką Artura Boruca, nie pozwalali także na to samo w swoim polu karnym.
A później rozpoczęło się odliczanie, 17 minut nadziei, 16, 15, 10 - koniec. W 80 min napastnicy Ekwadoru ponownie ośmieszyli naszą defensywę, na 2:0 podwyższył Delgado. Trudno nie przywołać w pamięci meczu z Koreą w Pusan. Stoimy pod ścianą. 14 czerwca gramy z Niemcami, 20 z Kostaryką. Zdaje się, że o trzecie miejsce w grupie.
Paweł Grzegorczyk
Reklama













Komentarze