Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Święci garnków nie lepią

Od przeszło dwóch wieków fach robienia glinianych garnków w rodzinie Matysiaków przechodzi z ojca na syna. Czy ostatni garncarz wsi Glinne będzie miał następcę? Wiesław Matysiak zajmuje się garncarstwem przeszło pół wieku. Gliniane garnki robił jego dziadek i ojciec. On sam zaczął lepić, jak miał siedem lat.
- Siadałem obok ojca i patrzyłem jak on to robi - wspomina Matysiak. - A kiedy odchodził od kręgu, zajmowałem jego miejsce i lepiłem. To prawie pięćdziesiąt lat temu. Spod rąk Matysiaka wychodzą przeróżne garnki, dzbanki z uszkiem, podstawki, flakoniki, a nawet kule. To najdziwniejsze zamówienie, jakie spotkało garncarza. Kula miała być w środku pusta. Pan Wiesław dostał za nią dwadzieścia złotych. Największy problem, to pozyskanie odpowiedniej jakości gliny. Matysiak wykopuje na polu półtorametrowej głębokości dół. Warstwa gliny ma zaledwie kilkadziesiąt centymetrów. Surowiec magazynuje i przez miesiąc codziennie polewa wodą. Po tym okresie glina nadaje się do lepienia. Matysiak wyrabia garnki starym sposobem. Kamienny krąg wprowadza w ruch obrotowy nogą. - Krąg chodzi, a co się pomyśli, zaraz się zrobi - śmieje się. Garncarz formuje wyrób i odstawia do wysuszenia. - Najlepszą suszarką jest słońce i wiatr - mówi. - Zimą trzeba pomieszczenie opalać. Wysuszone przedmioty układam w piecu i zaczynam wypalanie. Do tego muszę mieć dobre drzewo sosnowe. Niektórzy mówią, że można wypalać węglem. Nigdy. Płomień musi być wysoki, a temperatura osiągnąć 1200 stopni. I tak przez osiem godzin. Ostygnięte garnki są gotowe do sprzedaży. Matysiak sprzedaje swoje dzbanki tylko na festynach. Najwięcej glinianych garnków kupują mieszkańcy Warszawy. Dla nich to niemal zabytki. - Kiedy ludzie na mnie patrzą, mówią, że mam złote ręce - nie kryje dumy. - Mówię im, żeby siedli przy kręgu, to sami zrobią taki dzbanek. Śmieją się. Na pytanie, jak długo może posłużyć taki dzbanek, Matysiak mówi żartobliwie: - Dopóki się go nie upuści. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu produkcją glinianych garnków zajmowało się na wsi dziesięć rodzin. Dziś tylko Matysiak. Następców nie widać. - Może najmłodszy syn, ale wątpię - zastanawia się pan Wiesław. - Ale z garncarstwa wyżyć się nie da. Można co najwyżej trochę dorobić. •

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama