Kobieta przejechała własne dziecko
Półtoraroczny Bartuś ma ślad opony na plecach. Przejechał po nim ważący ponad tonę samochód. Choć chłopczyk jest mocno poturbowany, na szczęście żyje. Przy łóżeczku czuwa mama. Jest w podwójnym szoku. Bo to ona najechała na synka.
- 06.07.2006 20:59
Do wypadku doszło przedwczoraj w Białce koło Parczewa. - Kobieta wyjeżdżała z garażu. Najechała na swoje dziecko pozbawione opieki - mówi nadkomisarz Bogdan Piwoni z policji w Parczewie. - Wyjaśniamy sprawę. Wiele zależy od stanu dziecka oraz opinii lekarzy. Matka spowodowała uszkodzenie ciała. Grozi za to od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
Feralnego dnia na podwórku bawiło się troje dzieci kobiety. Pod koła wpadło najmłodsze, dopiero raczkujące. Wczoraj byliśmy w szpitalu, do którego trafił chłopiec. Rozmawialiśmy ze zszokowaną matką. - Nie mam pojęcia, jak to się stało - wspomina zdruzgotana. - Pamiętam, że wjechałam do garażu. Ale postanowiłam umyć samochód na podwórku. Zaczęłam wycofywać auto. Poczułam nienaturalny opór. Znalazłam moje maleństwo między przednim a tylnym kołem. Wtedy nie miałam świadomości, że na niego najechałam. Dopiero lekarze powiedzieli mi, że ma ślad opony na pleckach.
Jak na tak poważny wypadek stan chłopca nie jest najgorszy. - Rusza nóżkami i rączkami. Kręgosłup nie jest uszkodzony - mówi prof. Jerzy Osemlak, kierownik Kliniki Chirurgii i Traumatologii Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. - Chociaż płuca i serce są stłuczone, to pracują normalnie. Co będzie dalej, nie wiadomo. Może wystąpić niewydolność krążeniowa i oddechowa. Wtedy będzie wymagał podłączenia do aparatury wspomagającej funkcje życiowe.
Dużo mniej szczęścia miał 5-latek, który od trzech tygodni leży na intensywnej terapii DSK. Wypadek był podobny. Podwórko przy domu. Malca przejechał samochodem dziadek. Stan dziecka jest bardzo ciężki. Przy życiu trzyma go aparatura medyczna. - Rodzice mówią, że specjalnie wybudowali dom z dala od drogi, aby dziecko nie wpadło pod samochód. A nieszczęście zdarzyło się na podwórku... - mówi dr Witold Lesiuk, ordynator. •
W ostatnich dniach policja odnotowała kilka wypadków, w których ofiarami były dzieci. 11-letni Kamil jechał na rowerze środkiem drogi. Wjechał pod samochód, który w tym czasie wykonywał manewr wyprzedzania. Kierowca autobusu zderzył się z samochodem osobowym, w którym jechał 4-letni Jakub. 11-letnią Olę potrącił samochód. 13-letnia Ola, jadąc motorowerem straciła panowanie nad pojazdem i przewróciła się. 7-letni Mateusz i 5-letnia Sylwia zostali pogryzieni przez psy. Wszystkie dzieci trafiły do szpitala. Był jeden śmiertelny wypadek. 8-letni Rafał utonął w stawie.
Reklama













Komentarze