33-letni mieszkaniec Parczewa został wczoraj aresztowany. Przed dwoma dniami wpadł w Gdyni po kilku miesiącach policyjnych poszukiwań.
Dariusz Jędryszka
20.07.2006 20:41
Wielkość plantacji konopi i sposób jej prowadzenia zaskoczyły nawet oficerów z lubelskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W marcu tego roku wkroczyli do budynku przy ul. Kolejowej w Parczewie. Dopiero, co wybudowany dom należał do ojca Piotra M. Nikt tam jeszcze nie mieszkał. Po podniesieniu włazu funkcjonariusze odkryli piwnicę,
a w niej... plantację konopi na około stu metrach powierzchni. Z tej rośliny powstaje marihuana, popularny narkotyk.
Piotr M. stworzył pod ziemią prawdziwą cieplarnię. Pod stropem wisiały lampy, które dostarczały roślinom światło. Wszystko oplatała skomplikowana instalacja elektryczna dostarczająca prąd do urządzeń. Konopie wyrastały z pojemników z ziemią. - To była bardzo profesjonalna hodowla - mówi Andrzej Lepieszko, zastępca prokuratora okręgowego w Lublinie. - Specjalne urządzenia dbały o odpowiednią temperaturę i nawiew powietrza.
Okazało się, że zebrany w piwnicy surowiec waży 26 kg. Można z niego zrobić blisko 51 tys. porcji narkotyku. Na czarnym rynku taka patia byłaby warta ponad 880 tys. zł.
Informację o hodowli konopi prokuratura trzymała w tajemnicy przez cztery miesiące. Przez ten czas trwały poszukiwania jej właściciela. Piotr M. wpadł przed dwoma dniami. Funkcjonariusze ABW zatrzymali go w Gdyni. Nie przyznał się do produkcji narkotyków. Wczoraj sąd kazał go aresztować na trzy miesiące.
Oficjalnie Piotr M. zajmował się sprowadzaniem mebli z Holandii. - To może wskazywać, że mamy do czynienia z tzw. holenderskim szlakiem - dodaje prokurator Lepieszko.
Z Holandii mogły pochodzić nasiona hodowanych w Parczewie roślin. Potem konopie były rozprowadzanie po całym kraju.
Policjanci odkryli w Majdanie Stuleńskim (gm. Wola Uhruska) dwa hektary obsiane konopiami. Właścicielem plantacji jest lublinianin, Tomasz N. Mężczyzna podpisał umowę na uprawę konopi włóknistych (nie da się z nich produkować narkotyków) z Instytutem Włókien Naturalnych w Poznaniu. Ale \"zapomniał” wystąpić o pozwolenie. Policja przypuszcza, że może chodzić o gatunek zawierający substancje narkotyczne. Wszystko rozstrzygnie ekspertyza.
Komentarze