Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Z pieniążkiem w brzuchu

Podczas zabawy w domu czteroletni Grześ połknął 50 groszy. Przerażona matka dziecka domagała się od lekarzy przeprowadzenia dodatkowych badań. Ale wszędzie ją odsyłano. Poprosiła Dziennik o interwencję.
- Miałam już problemy z nieprawidłowym diagnozowaniem synka i dlatego bardzo podejrzliwie podchodzę do lekarzy. Kiedy Grześ połknął monetę, zadzwoniłam po pogotowie. Nie chcieli jednak przyjechać. Tłumaczyli, że to nie jest nagły przypadek - opowiada Barbara Szymańska. Matka udała się więc do szpitala. Na Oddziale Ratunkowym wykonano prześwietlenie i potwierdzono, że moneta znajduje się w brzuchu dziecka. Polecono kobiecie sprawdzać, czy dziecko nie wydali pieniążka i po kilku dniach stawić się u lekarza. - Mijały dni, a nadal Grześ zaczął skarżyć się na ból w brzuszku. Wczoraj poszłam do pediatry. Lekarka kazała mi jechać do szpitala na badanie kontrolne. Dodała, iż nie jest konieczne skierowanie. Ale w szpitalu nie chcieli synka zbadać. Pokłóciłam się z personelem w izbie przyjęć. Od jednej osoby usłyszałam, że powinnam się sama leczyć - mówi oburzona matka. Danuta Wojewoda, oddziałowa Szpitalnego Oddziału Ratunkowego wyjaśnia nam, że doszło do nieporozumienia. Lekarze w szpitalu nie mogli tym przyjąć matki z dzieckiem, gdyż nie miała ona skierowania z podstawowej opieki zdrowotnej. - Nasz oddział służy do ratowania życia w nagłych przypadkach. Lekarz rodzinny, jeśli uważał, że jest taka potrzeba, powinien sam skierować małego pacjenta na badanie rentgenowskie. Lekarze w podstawowej opiece zaniedbują wystawiania zleceń. A to doprowadza do takich konfliktów - tłumaczy oddziałowa. Pediatra Zofia Mroczkowska z Terespola przyznaje, że posłała matkę do szpitala bez skierowania. - Istotnie, poradziłam, aby poszła ponownie na izbę przyjęć. To tam miała wcześniej wykonane zdjęcie rentgenowskie - tłumaczy lekarka. Sprawą zainteresowaliśmy Teresę Szpilewicz, dyrektora bialskiej Delegatury Narodowego Funduszu Zdrowia. - Zapytamy szefa terespolskiego POZ, dlaczego tak załatwiono matkę. Wskutek takich zaniedbań dochodzi do wielu konfliktów z pacjentami. Lekarze rodzinni z podstawowej opieki zdrowotnej niejednokrotnie nie umieją lub nie chcą rzetelnie poinformować pacjenta. Oszczędzają. A później cień pada na fundusz i lekarzy - dodaje Szpilewicz. Marek Pietrzela

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama