Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Bidul? Może być, ale nie u nas

Będziemy protestować. Wyślemy pisma do Ratusza - mówią mieszkańcy ul. Kilińskiego. Nie chcą, by w ich sąsiedztwie, w domku jednorodzinnym zamieszkało czternaścioro wychowanków z domu dziecka przy ul. Narutowicza. To nie pierwszy taki protest. Mieszkańcy już raz wygrali.
Dom przy ul. Kilińskiego 12 to jeden z trzech budynków, które Ratusz kupił na potrzeby domu dziecka, mieszczącego się teraz przy ul. Narutowicza. W placówce mieszka 38 podopiecznych. Z utęsknieniem czekają na przeprowadzkę. Tuż przed Bożym Narodzeniem dzieci mają przenieść się do domów jednorodzinnych. Do każdego trafi kilkunastoosobowa grupa, która ma funkcjonować jak rodzina wielodzietna. - Nie mam nic przeciw domowi dziecka. Ale nie tutaj. To nie jest dobre miejsce. Tu jest po prostu za ciasno - mówi mieszkanka ul. Kilińskiego. Wraz z sąsiadami organizuje protest przeciw przeprowadzce dzieci. - Prezydent miasta mieszka niedaleko. Na jego ulicy jest dużo domów. Może umieściłby dzieci koło siebie? - A kto robi dom dziecka w środku osiedla? - dopytuje pan Mateusz, bezpośredni sąsiad przyszłej placówki. - Przecież tu nie ma placu zabaw. Najbliższy jest dopiero przy nowych blokach. Pięć minut stąd. Dzieci będą musiały się bawić na środku naszej ulicy. - Myślę, że gdzie byśmy nie ulokowali tej placówki, to zawsze będą do tego jakieś uwagi - mówi Antoni Rudnik, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, który pilotuje przeprowadzkę. - Chętnie porozmawiam z mieszkańcami tej ulicy. Będę przekonywać ich do zmiany zdania. My chcemy tylko stworzyć dzieciom jak najlepsze warunki. Nie stworzymy im tam rodziny, ale przynajmniej domową atmosferę. - Cóż ja na to mogę powiedzieć? Jest mi przykro - mówi Lidia Gogół, dyrektor placówki przy ul. Narutowicza. - Liczyłam, że adresy domów, do których trafią dzieci pozostaną w tajemnicy. Ale jednak ktoś te informacje ujawnił. To nie pierwszy taki protest. Dokładnie rok temu zbuntowali się mieszkańcy ul. Molickiego. Gdy tylko dowiedzieli się, że w ich sąsiedztwie mogą zamieszkać podopieczni domu dziecka, wystawili na ulicę stolik i zaczęli zbierać podpisy pod pismem do Ratusza. I z przeprowadzki nic nie wyszło. Ramka: Skąd ta przeprowadzka Gmach przy ul. Narutowicza jest w złym stanie. Remont kosztowałby ponad 5 mln zł. Miasto uznało, że taniej będzie kupić trzy domki, tworząc przy tym dzieciom bardziej rodzinne warunki.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama